Usprawniliśmy naszą wyszukiwarkę.
Wypróbuj ją!

Nowe nagrania

Jesteś pewien- Jawa - Bartosz Karski

idę spać głowa mnie boli... pozdrawiam :D dzisiaj

Jestem małym światem - Bartosz Karski

No pppppoezja śppipppiewana :D ostatnio mam problemy z wymową najprostrzych słów tak w ogóle xD 6 lutego 2012

you're tearing me apart - rockyracoon

może teraz będe miał szczęście ? 6 lutego 2012

Bałgarija i w ryja!


Bułgarszczyzna w stylu wakacyjnym: felieton dla Wywrotowców

Witajcie! Na tej fotce stoję na tandetnym, zdewastowanym i pordzewiałym bułgarskim molo, nie remontowanym od jakichś 30 lat, od czasu, gdy pierwszym sekretarzem Bułgarskiej Partii Komunistycznej był towarzysz Todor Żiwkow. Znajdując się tam zawsze miałem lekkiego stracha, że molo to zapadnie się pod wodę, topiąc mą szyderczą, sarkastyczną egzystencję. Do tego mola podpływały małe stateczki dla pasażerów chcących popłynąć do Nessebaru, okolicznego antycznego miasteczka, ale stateczki te wyglądały jeszcze gorzej od mola, zaś obsługujący je marynarze z ogorzałymi od słońca i gorzałki twarzami wyglądali jeszcze gorzej od owych stateczków, więc wolałem zostać na suchym lądzie...

 

Jako nałogowy tropiciel syfu i cyniczny poszukiwacz niedoskonałości świata ludzkiego z wielkim zadowoleniem odnotowałem, iż Bułgaria przypomina pod niektórymi względami Polskę w jej ohydnym, obskurnym, chamowatym i prowincjonalnym wydaniu. Mieszkałem w hotelu, który w Słonecznym Brzegu, nazywanym z angielska Sunny Beach, nie należał do najbardziej luksusowych. Nie było tam klimatyzacji, a winda była tak klaustrofobicznie ciasna, że w ogóle starałem się nią nie jeździć, aby nie cierpieć na lęk zamknięcia w niewielkim pomieszczeniu. Zresztą winda ta była prawie cały czas zajęta, a nawet jak już przyjechała do mnie na czwarte piętro, to zawsze po otwarciu się drzwiczek widziałem w jej środku grupkę spoconych białoruskich czy rumuńskich turystów, siedzących na walizkach, których nie wiedzieć czemu ściągnąłem na czwarte piętro. Jakby zatem nie wyszło to i tak musiałem chodzić per pedes, czyli zapierdalać na tzw. piechtę po schodach.

 

Jedynym chyba plusem tego hotelu było to, że miałem w łazience super kabinę prysznicową oraz wiele kanałów w telewizji. Nigdy tak często się nie prysznicowałem jak tam. Stwierdziłem, że skoro zapłaciłem za wakacje w chujowatopodobnym i przeznaczonym dla biedaków z Europy Wschodniej hotelu z gburowatą obsługą, to przynajmniej nakąpię się za wszystkie czasy w gorącej wodzie. W domu nie mam kabiny prysznicowej, więc sami rozumiecie mą fascynację tą luksusową formą higienicznej rozrywki. Mój kolega z pokoju rozumował chyba podobnie. O ile jednak ja brałem prysznic przez pół godziny, to on kąpał się o jakąś godzinę dłużej. Nie wiem, czy tak się pocił na bułgarskiej ziemi, czy też tak działały nań kolorowe teledyski, czy może pikantne filmidła produkcji serbskiej puszczane na jednym z kanałów, ale w trakcie jego kąpieli dochodziło zawsze do małej powodzi i widziałem, jak z łazienki wypływała na posadzkę pokoju woda, która z czasem zamieniała się w jeziorko...

 

Kolega z pokoju miał podobny stosunek do Bułgarów jak ja, przeto uknuł hasło turystyczne, brzmiące z bułgarska: "Bałgarija i...w ryja!" Większość hotelowych recepcjonistów po prostu bardzo słabo, jeśli w ogóle, mówiła po angielsku czy rosyjsku. Na ogół ci bułgarscy recepcjoniści posługiwali się tylko językiem bułgarskim i byli mało komunikatywni. Przy hotelu mieliśmy dwa baseny, a juści, ale akurat wtedy, kiedy ja chciałem się w nich kąpać, czyli wieczorem, panował tam zakaz kąpania się, gdyż woźna o godzinie 19.00. wsypywała jakieś środki chemiczne mające na celu chemizację basenu, czyli ich odtrucie ze szczyny, brudu i innych wirosoidalnych substancji wydalanych przez ludzi do wody. To dobrze zresztą, że prawie wcale się w nich nie kąpałem, gdyż jedna pyszałkowata młoda kobieta z naszej wycieczki, która często to czyniła, skończyła swe wakacje w szpitalu w Burgas, zatruwając się potwornie, podobnie jak kilku innych osobników, kąpiących się w basenie nr 2.

 

W hotelu tym był bar, który nazywał się Bar Lobby. Ale z wielkim biznesem miał on bardzo niewiele wspólnego. Pracowała w nim około 40-letnia paskudna jak noc Bułgarka, mająca na twarzy wielkie brodawki porośnięte czarnymi włosami. Pewnego razu, gdy siedziałem tam przez chwilę, opierając swą nogę na blacie stolika, podbiegła do mnie z petem w gębie i zaczęła drzeć ryja po bułgarsku, abym nie dotykał blatu stołu nogą, że to nie kulturalnie. A jarać kurwa w pracy przy klientach to kulturalne?

 

Na przeciwko baru znajdował się kantor wymiany walut. Pracowała tam pewna tleniona na blond podstarzała Bułgarka, która w ciągu godziny dziesięć razy wychodziła z kantorku i jarała fajki. W ogóle jej praca to było tak naprawdę jaranie, przerywane przerwą na pracę...Gdy chciałem kupić u niej trochę lewów, powiedziała mi, że to niemożliwe. Dlaczego? Gdyż chciałem kupić lewy za 20 euro, ale że miałem tylko banknot 50 euro, to ona stwierdziła, że może mi albo sprzedać lewów za ten banknot, albo nic mi nie sprzeda. Takie to, kurwa, interesy z Bułgarami się robi. Ale cóż, i tak musiałem kupić trochę tej bułgarskiej waluty, która jest silniejsza od złotego, zupełnie tak, jakby Bułgaria była jakąś Szwajcarią albo Norwegią.

 

Szedłem jedną z ulic Słonecznego Brzegu i nagle dopadła mnie zgraja Cyganów. Zaczęli mi wkładać do ręki brudne śliwki, które wyglądały tak, jakby zerwano je z pobocza międzynarodowej drogi. W końcu uległem Cyganowi i spróbowałem tej śliwki aby się odczepił. Ale on spytał, czy nie kupię śliwek. Odrzekłem po angielsku, że nie, bo są niedobre, a wtedy on zażądał 5 lewa (około 9 zł) za to, że spróbowałem jego owocu. Wyśmiałem go, a owe Cygany szły potem za mną ze 150 metrów i bluzgały mi straszliwie, grożąc, że jak nie zapłacę to dostanę nożem. Na szczęście jakoś nie byli strasznie zdeterminowani, aby mnie pokroić kozikiem i...wzięli się za nabieranie na numer ze śliwką jakiegoś skandynawskiego staruszka-turystę.

 

Za każdym razem, gdym szedł główną ulicą miasteczka, zaczepiała mnie jakaś strasznie brzydka i gruba młoda Bułgarka, pokazywała mi karteczkę, że jakiś chłopiec jest chory na białaczkę i że muszę mu pomóc finansowo, a ja jej na to odpowiadałem łamaną angielszczyzną, że w Polsce ten numer na chore dzieci jest już dawno znany i że to blef. Ona wydarła na mnie mordę, że tu jest Bułgaria i że w tym pięknym kraju powinienem zostać, gdyż Bułgar nigdy nie kłamie. Akurat nie kłamie - pomyślałem - wy takie same złodzieje i kombinatory jak Polacy, a może nawet jeszcze gorsze.

 

Oficjalnie przeciętny Bułgar zarabia jakieś 800, 900 zł, a nieoficjalnie dwa, a nawet i czasem trzy razy więcej. Bułgarzy to naród kombinatorów i cwaniaczków przez małe c. Nie ufają państwu, bo wiedzą, że państwo = korupcja, kumoterstwo, mafia, hipokryzja, syf, czyli podobnie jak w Polsce... Obok hotelu, w którym mieszkałem, znajdował się stary obdrapany blok, zamieszkany przez ludzi, z których emanował alkoholizm, bieda, brud, chamstwo. Razu pewnego spiłem się i nie wiedziałem za bardzo gdzie idę, to i...przez pomyłkę wszedłem do tego mieszkania na parterze. Stało się tak przez przypadek a także dlatego, że w tych mieszkaniach, a raczej norach szczurzych, nie było korytarza. A że ktoś zostawił je otwarte - toć i wszedłem, myśląc że to brama, gdzie można się odlać. Leżał tam na łóżku pijany Bułgar z żoną, który nawet mnie nie zauważył.

 

W Bułgarii miałem jednak wiele szczęścia. W miejscowości Burgas poszedłem się wysikać, a ponieważ nie było tam toalet, przeto udałem się za jakąś kanciapę. I nagle pomiędzy swymi palcami u nogi ujrzałem wielkiego 15 cm gwoździa, skorodowanego. Przebił mi on na wylot klapka. Gdyby trafił centymetr dalej - wylądowałbym w szpitalu.Tak to fajnie jest i bezpiecznie w tej Bułgarii. Nigdy nie leź tam nie wiadomo gdzie. Pewnego wieczora jeden z naszych kolegów z wycieczki chciał bardzo siku, ale wszędzie było mnóstwo ludzi, więc poszedł w okoliczne krzaki. Nie ma tam publicznych szaletów, to gdzie miał to zrobić? Nagle dopadła go wataha łysych ochroniarzy z dyskoteki i...zarządzali od niego kary za sikanie na dworze. Szczanie kosztowało go bagatela 20 euro i było to najdroższe wydalanie moczu w jego życiu.

 

Na głównej ulicy nie mogłem się opędzić od naganiaczy do nocnych klubów. Któregoś wieczora byłem już mocno spity i dałem się zaprowadzić za rękę do klubu, gdzie tańczyły gołe "artystki" przy rurkach. Zapłaciłem za piwo, posiedziałem, popatrzyłem na te sprzedajne laseczki, a kiedy chciałem wyjść, trzech łysych bułgarskich chujów, wyglądających jak kadra ciężarowców, zażądało ode mnie 100 euro opłaty za show. Pokazałem im, że w kieszeniach zostało mi zaledwie 10 lewa, powiedziałem, że jestem biednym Polaczkiem i że nic więcej nie mam. Powiedzieli mi, że muszę u nich trochę zarobić, aby opłacić widok gołych tancerek. Zatrzasnęli mnie w kanciapie przylegającej do szaletu. Przez 4 godziny pracowałem tam jako dziadek klozetowy, zbierając od pijanych Niemców, Szwedów i Holendrów-turystów opłatę za sranie i sikanie. Na koniec kazali mi wyczyścić wszystkie kible, co uczyniłem z uczuciem wstrętu i mdłości. W końcu stwierdzili, że zasłużyłem na wypuszczenie, to i dali mi kopa w dupę na rozchodniaka, a ja byłem szczęśliwy, że jestem znowu wolnym człowiekiem. Sami rozumiecie: "Bałgarija i w ryja!"

 

Osobny jest problem załatwiania spraw fizjologicznych nad samym Morzem Czarnym, czyli na plaży. Tysiące turystów leżących na leżakach, cała Europa tu zjechała, ale...nie ma gdzie się wysrać ani wysikać. W okolicznych knajpach możesz to zrobić, ale musisz mieć drobne w lewach, odczekując długo w kolejce. Jakoś uporałem się z tym problematem. Po prostu gdy chciało mi się siku - szczałem do Morza Czarnego, zanurzony po szyję w wodzie. Problem srania był poważniejszy. Nie ma się zatem co dziwić, że tak wielu turystów po kąpieli w Morzu Czarnym miało parchy na twarzy...Aby uniknąć kłopotu ze sraniem w morzu, robiłem tę czynność w pokoju hotelowym. Czekałem po śniadaniu tak długo w pokoju, aż się wysram, czasami trwało to do 11, a czasem do 12 w południe. Po prostu po obfitym szwedzkim stole (no, jedzenie było przynajmniej w miarę dobre!), nigdy nie wiedziałeś, kiedy przypili cię na sranie. Jednemu dziadkowi z naszej wycieczki zatruło się coś w żołądku i tak go na mieście przypiliło, że dosłownie w samym centrum kucnął przy palmie i na oczach skośnookich turystów z Japonii, robiących mu zdjęcia, postawił wielkiego cuchnącego brązowego kloca na trotuarze! Co się wstydu najadł to on tylko wie, ale i tak miał na gębie wyraz niebiańskiej ulgi, że nie posrał się w majtadany.

 

W Bułgarii największy artysta muzyki popularnej nazywa się Azis. Prowadzi on na kilku kanałach TV swoje tok show, ma białe malowane włosy, silny babski mejkap, jest straszliwie obleśnym pedałem. Uprawia muzykę w stylu bulgar-disco z silnymi domieszkami muzyki haremicznej - zresztą innej muzyki popularnej w stylu narodowym tam prawie nie ma, nie licząc folku i paru innych pobocznych nurtów. Bulgar-disco, zwane tam często nie wiedzieć czemu bułgar folk-disco (chyba dzięki temu haremicznemu zaśpiewowi) króluje w mediach. Wszystkie piosenki są z reguły o miłości, zdradzie, tańcują tam półnagie a niekiedy nawet nagie tancerki, jeżdżą tam też szybkie luksusowe samochody sportowe pełne nadzianych buców i pijanych kurewek. Patrząc na to i słuchając tego czujesz mieszankę mdłości z ochotą na bzykanie. A musicie wiedzieć, że Bułgarki, jak już są ładne, to na ogół ubierają się jak dziwki - w miniówę, obnażają jędrne cycunie prawie w całości, merdają zgrabnymi pupciami jak chutliwe kocice etc.

 

Prawie każda żona bogatego Bułgara ma wiele operacji plastycznych na twarzy, dupie i cycach i przypomina z urody pierwszą lepszą amerykańską gwiazdę porno, a już na pewno ma długie tlenione na blond włosy, niczym Jenna Jameson. Gwiazda porno z USA to bułgarski ideał pięknej kobiety. Wróćmy jednak do megapedała Azisa, który jest takim swoistym bułgarskim Kubą Wojewódzkim i Michałem Wiśniewskim w jednej osobie. Na jednym z teledysków Azisowi kochanek robi laskę (nie pokazano tego bezpośrednio, lecz w domyśle, pod kołdrą), a potem Azis posuwa go od tyłu (też to trochę zakamuflowali jak w tandetnym playboyowskim erotyku). A na końcu Azis w tym teledysku wydaje na haremowego kochanka wyrok, któremu sługa Azisa podcina gardło. Ten teledysk był puszczany w przerwie między bułgarskimi telerankami, czyli nad ranem, dla dzieci...

 

W Bułgarii jest chyba z 1000 gwiazd muzyki bulgar-disco, każda to z reguły piękna pornopodobna kobieta, wygląda tak samo, śpiewa tak samo itd. Każda jest ładniejsza od Dody-Elektrody jakieś 55 razy. Doszedłem do wniosku, że w Bułgarii każda piękna dupcia mająca kochanka - mafiozę zostaje gwiazdą bulgar disco. Nigdy nie naoglądałem się w telewizji tyle erotycznego kiczu co w Bułgarii, aż ch... stawał! Bułgarzy mają liczne kompleksy jako naród i ciągle w telewizji podkreślają, że są Słowianami. A przecież tak naprawdę mają słowiański język, ale w ich żyłach płynie zaledwie około 30 % krwi słowiańskiej, reszta to krew ludów, którzy ich podbijali przez ostatnie 1400 lat. Mówią o tym wyraźnie wszystkie książki o historii Bułgarii. Oni panicznie poszukują swej tożsamości, ale tak naprawdę to nie bardzo wiedzą, kim są. Z wielką satysfakcją opuściłem tedy Bułgarię, udając się w kierunku południowym, do Turcji, do krainy wielkiego Allaha.


przysłano: 31 sierpnia 2008
opublikowano: 11 września 2008
Stach

Stach

28 lat Lublin
Szukam harmonii, chociaż nie jestem akordeonistą.

Stalowy Ataman
Stalowy Ataman 14 września 2008, 22:53
W Bułgarii nie jest tak źle ! Po za tym, że sobie nogę rozwaliłem na jakiejś wystającej resztce słupka po koszu na śmieci, zarośnięta glonami wodą, łazience gdzie odpływ wody był po drugiej stronie pomieszczenia co powodowało tworzenie się błotnistych kałuż z piasku i wody, po za mnóstwem śmieci, ogromna ilością nowych-ruskich działających wedle zasady ,,róbta co chceta", kompletnego braku tożsamości bułgarskiej o której to rzeczy wspominał Stach ( w knajpach stare radzieckie, ukraińskie, polskie, serbskie hity.. ) to po za tym było SUPER ! Polecam !
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
rss


Prześlij swoją opinię

Napisz do nas i podziel się swoimi uwagami lub sugestiami.
Twoje zdanie jest dla nas bardzo ważne.

wpisz wiadomość

podpis
adres e-mail

tylko jeśli chcesz otrzymać odpowiedź.

Wspomóż Wywrotę

Wywrota jest organizacją non-profit. Jeśli podoba ci się to, co robimy – wspomóż naszą działalność:
kwota:
Usługa realizowana jest przez serwis dotpay.pl obsługujący wszystkie popularne metody płatności.