Gdy zostanę zdobywcą „jego szanownej wysokości”, otrzymam skrawek papieru zaświadczający, że teraz zaliczam się do wielomilionowej rzeszy, której udało się już wcześniej tu wejść. W drugiej ręce będę ściskał kilka szarych kamieni, takich zwykłych, pospolitych kamyków. I będę miał jednocześnie świadomość, że gdzieś istnieją takie góry, na szczycie których znalazłbym obfitość brylantów i szmaragdów. Czyż taka świadomość nie zepchnęła by mnie w przepaść?
bardzo porządny debiut :)) było blisko gwiazdki.. niestety warsztat jest tylko ok.. na czym niestety traci dynamika i siła buntu.. prawdziwość tego gniewu, buntu, rozpaczy zostaje tylko opisana.. nie ma szans, żeby ją poczuć.. z drugiej strony problem niby banalny, ale jakże "wywrotowy" i nie podjęty jeszcze na wywrocie.. zakończenie bardzo mi się podobało :).. czekam na kolejne teksty rant..:) jeszcze lepsze oczywiście, co bym mógł dać gwiazdkę..