Nieistnienie. Co zrobić, gdy cię nagle dopadnie?


Od początku ludzkiej egzystencji, a raczej od narodzin filozofii, myśl boryka się z problemem nieistnienia. Można sformułować go w dwóch zdaniach: "Co istnieje?": "Nie mam pojęcia (ew. oglądu)". Ale ta odpowiedź - na pierwszy rzut oka prosta i przejrzysta - stwierdza tylko, że nie wiemy co istnieje, cały czas nie wypowiadając się bezpośrednio w kwestii nieistnienia.
Nieistnienie. Co zrobić, gdy cię nagle dopadnie?1

Od początku ludzkiej egzystencji, a raczej od narodzin filozofii, myśl boryka się z problemem nieistnienia. Można sformułować go w dwóch zdaniach: "Co istnieje?": "Nie mam pojęcia (ew. oglądu)". Ale ta odpowiedź - na pierwszy rzut oka prosta i przejrzysta - stwierdza tylko, że nie wiemy co istnieje, cały czas nie wypowiadając się bezpośrednio w kwestii nieistnienia. Wysnuty na jej podstawie wniosek, że nieistnieje wszystko, jest tak niedorzeczny, że nawet gorsi filozofowie nie potrafili do niego dojść. Jednak faktem jest, że przedstawienie nieistnienia w kontekście istnienia właśnie spowodowało w dziejach filozofii wiele niesnasek i nieporozumień. Język - wypływając na niezmierzony ocean tego-co-nie-istnieje napotyka nieprzebyte rafy możliwości logicznych. A o czym nie można pisać, o tym trzeba milczeć.

W poniższej pracy mam zamiar przedstawić parę prostych recept na wzbogacenie naszej ontologii poprzez przyjmowanie za istniejące coraz to nowych propozycji2 na różnym poziomie ontologicznym. Recepty te mają za zadanie nie tylko uśmierzyć ból zranionej matematyki klasycznej, ale także umysł ludzki, zmęczony pustynnym obrazem bytów istniejących, bezsilnie podążający za mamiącymi fatamorganami oaz światów radośnie zamieszkiwanych przez uniwersalne byty abstrakcyjne. Nie będzie to praca łatwa, ani tym bardziej przyjemna, jednak tylko spisując ją mogę uchronić człowieka przed nieskończonością ontologicznej poniewierki. W końcu "(...) najwłaściwszą postawą w (...) sprawie [ontologii] jest oczywiście tolerancja i eksperymentowanie"3.

Przypuśćmy, że pewien filozof - Zet - idąc za radami Quine'a, zredukował swoją ontologię do rozmiarów wręcz ascetycznych. Goląc twardą i skołtunioną jak szczecina leśnego zwierza brodę Platona niemalże tępą brzytwą Ockhama pozacinał się dotkliwie. Jego aktualna ontologia zmieściłaby się w pudełku po butach, gdyby takie pudełko istniało. Biedny Zet nie jest już pewien istnienia swoich danych zmysłowych, myśli, a nawet samego siebie. Nawiasem nadmieńmy, że Zet należy do grona filozofów niegdyś stąpających szczęśliwie po ontologicznym ogrodzie Eden. Pomóżmy więc zrozpaczonemu filozofowi o bladej fizjonomii wzbogacić jego ontologię.

Najlepszym początkiem dla Zeta będzie uznanie siebie jako podmiotu. Co prawda "Krytyka czystego umysłu" Kanta nie jest lekturą łatwą a jego pomysły przy konstruowaniu sądów syntetycznych a'priori nie dla wszystkich są przekonujące, jakkolwiek tak wielkiemu umysłowi wypada uwierzyć na słowo. Czy ktoś, kto napisał tak mądre i przełomowe rzeczy mógłby być niewiarygodny? Spójrzmy prawdzie w oczy - nad swoimi teoriami Kant myślał przez całe życie, zdecydowanie więcej niż my. Jak pisze Kuhn, wiele tez nie umarłoby, gdyby nie umarli niosący je ludzie. Coś musi być zatem na rzeczy - Kant znał swoją filozofię lepiej od nas i naszą ignorancją mógłby nas nie jeden raz zapewne zawstydzić. Więc warto zaufać mu jako swoistemu specjaliście od filozofii Kanta. A więc istnieję i jestem podmiotem.

Pierwszy krok już zrobiliśmy. Ale to ciągle za mało! Nasz zbiór rzeczy istniejących zawiera tylko nas samych (być może użycie liczby mnogiej nie jest tu najlepszym pomysłem). Samotnych, pustych, nieistotnych. Filozof Zet wcale nie jest z tego powodu szczęśliwszy, a jego policzki wciąż są zapadłe. Nie traćmy wiec czasu i pójdźmy dalej w naszych wywodach. Bowiem czas przyjąć istnienie rzeczy.

Co ciekawe współcześni filozofowie najczęściej ograniczali swoją ontologię w zakresie istnienia rzeczy. Tak jest zdecydowanie łatwiej, niż udowadniać ich istnienie. Postaram się opisać naszą drogę możliwie szybko, płynnie i niekonsekwentnie. Znowu zaczniemy od Kanta, który kwestionował istnienie noumenów a także formułowanie wypowiedzi ich dotyczących. Zdanie o noumenach jest bełkotem. Jednak rozróżniając noumeny w sensie pozytywnym i negatywnym Kant popada w sprzeczność. A - jak wiadomo - ze zdania sprzecznego możemy wyprowadzić wszystkie inne zdania - w szczególności to, stwierdzające istnienie rzeczy. W ten sposób przenieśliśmy się o jeden poziom wyżej. Osiągnęliśmy niezbędne minimum, a zakres tego co istnieje stał się jedynie odrobinę mniejszy niż u Quine'a. Następnym naszym krokiem będzie zwiększenie ilości rzeczy istniejących.

To zagadnienie, choć właściwie dość proste, wymagałoby oddzielnego studium, dlatego w tej pracy, licząc się z jej objętością, wymienię tylko parę przykładów rozmnożenia rzeczy4. Bogatym źródłem inspiracji są substancje. Na przykład mleko - postrzegane minimalistycznie jako czterowymiarowy nieciągły przedmiot obejmujący sobą cały wszechświat - możemy "przerobić" na mleko w kształcie butelki, mleko w kształcie torebki, kartonu, szklanki, plamy po kubku itp. itd. Każde mleko może być inne, istniejące niezależnie. Jeśli do tego dodamy różne rodzaje mleka zależnie od jego pochodzenia, składu i sposobu konserwowania, będziemy mogli z podniesioną głową wstąpić do ontologicznej krainy dosłownie mlekiem (i miodem) płynącej. Jeśli uważamy tego typu podziały za sztuczne, zapoznajmy się z wodą. Wystarczy zamrozić ją i pociąć w kostki, aby uzyskać więcej rzeczy. Prawdziwym fascynatom dysponującym odrobiną wolnego czasu proponuję jeszcze wycieczkę na biegun i pogwarki z Eskimosami. Przyjęcie ich wizji i rozróżnienia poszczególnych rodzajów lodu i śniegu nie powinno zająć więcej niż jakieś 10 lat.

Ale to oczywiście nie koniec naszych możliwości. Możemy przecież dzielić inne istniejące rzeczy na części. Przykładowo, widzimy pół psa i pół kota wystające zza winkla. Czy możemy słusznie przyjąć, że jest to cały pies i kot, których to zwierząt jedynie nie widzimy w całości? Oczywiście, że nie! Wyobraźmy sobie, że żyjemy w świecie, gdzie istnieją tylko półpsy i półkoty. Wtedy nie moglibyśmy zgodnie z prawdą powiedzieć, że pies stoi obok kota, bo stosunek liczby psów do liczby kotów wynosiłby 0, a więc nie byłoby takiego stosunku. Możemy w ten sposób rozłożyć większość rzeczy - np. stół na blat i cztery nogi, kota na liczne części pierwsze itp., itd.

Skoro już przyjęliśmy stół jako istniejący, a będący w istocie odpowiednim czasoprzestrzennym zbiorem nóg i blatu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przyjąć istnienie innych, bardziej skomplikowanych zbiorów - np. stół z dwoma krzesłami, stół przykryty serwetą, itd. Idąc za ciosem możemy również przyjąć istnienie zbiorów tych samych rzeczy a także wszelkich możliwych implikacji. Nasza ontologia rozrasta się dzięki temu do kolosalnych rozmiarów. A to dopiero początek.

Kolejnym poziomem "inicjacji ontologicznej" może być intuicjonizm. Czemu nie przyjąć za istniejące bytów, których nie możemy zobaczyć, ale możemy zbadać ich oddziaływanie? Istnienie niektórych niedostrzegalnych rzeczy w mikro- i makro- świecie zostało już nie jeden raz potwierdzone przez naukę. Mamy więc prawie wystarczające podstawy, aby pójść w tym kierunku. Co więcej - zgadzając się na istnienie pośrednio postrzeganych rzeczy - możemy też zgodzić się na istnienie deistycznego Boga - oddziałującego przez prawa fizyczne. Taki Bóg zajmowałby sobą całą rzeczywistość, w pewien sposób byłby zbiorem praw fizycznych. A, jak to uczyniliśmy wcześniej, równie dobrze możemy przyjąć poszczególne prawa za istniejące, na czele z czasem i przestrzenią.

W tej chwili znaleźliśmy się bardzo blisko konceptualizmu i realizm. Wedle tego pierwszego uniwersalia istnieją, choć są tworami umysłu, wedle drugiego uniwersalia istnieją niezależnie od umysłu. W zasadzie bez znaczenia jest, czy w tym miejscu przyjmiemy konceptualizm czy realizm, w tej pracy interesują nas przede wszystkim byty, nie zaś ich pochodzenie (co, uważam, pozostaje w zgodnie z wcześniejszymi wywodami). Na temat tego, jakie możliwości w zakresie ontologii daje nam istnienie uniwersaliów nie będę się zanadto rozpisywał. Platon oraz kontynuatorzy jego myśli zgłębili ten problem wystarczająco jasno i gruntownie. Jeśli koncepcja idei prawdy, piękna czy sprawiedliwości uleciała nam z głowy najlepiej przypomnieć ją sobie ze źródeł.

Nasza ontologia w tej chwili równa się ideałom starożytnym i w zasadzie nie ma powodu, abyśmy poszukiwali bytów jeszcze gdzie indziej. Jednak nadmienię jeszcze o ostatnim kroku, a w zasadzie dwóch mniejszych, które dzielą nas od pełni bogactwa ontologicznego. Pierwszym z nich są rzeczy możliwe, tak krytykowane przez Quine'a, jak niebyt, pegaz, wysoki człowiek stojący w drzwiach i niski człowiek stojący w drzwiach5. Jeśli mamy problemy ze stwierdzeniem ich istnienia, wystarczy wyobrazić sobie światy równoległe, w których takie rzeczy możliwe istnieją. A jako że jeden przedmiot nie może być jednocześnie istniejący i nieistniejący, najlepiej przyjąć jego istnienie po prostu w innym (możliwym) miejscu.. Drugim, w konsekwencji, jest przyjęcie istnienia właśnie światów równoległych.

Tymi, czasami niezbyt wysublimowanymi sposobami, dotarliśmy do definitywnego końca naszej wędrówki. Nie twierdzę, że powyższe studium tematu jest kompletne (uzupełnienie go pozostawiam potomności), aczkolwiek wydaje mi się, że zawarłem w nim wszystkie najważniejsze elementy. Filozof Zet z pewnością jest zadowolony z takiego obrotu spraw i, jeśli tylko nie spotka się z jakąś druzgoczącą krytyczną argumentacją, może pozostać w stanie szczęśliwości aż do śmierci.

Oczywiście jego punkt widzenia w perspektywie filozofii jako całości jest tylko jednym z wielu i odpowiada pewnym tylko spośród różnorodnych naszych zainteresowań i celów.

1 Za Sandorem Needlemanem, Woody Allen, "Skutki uboczne", tłum. B. Baran, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2004, s. 8.

2 Propozycji jako nie-bytów nieistniejących na różne sposoby.

3 W. v O. Quine, O tym, co istnieje, [w:] Z punktu widzenia logiki. Dziewięć esejów logiczno-filozoficznych, tłum. B. Stanosz, Aletheia, Warszawa 2000, s. 47.

4 Analogia z pewnymi wydarzeniami z Nowego Testamentu może być słuszna, ale nie musi.

5 "- Czy widzę kogoś na drodze? Nikogo! - rzekła Alicja.

- Ach, żebym ja miał taki wzrok - powiedział z żalem Król. - Nikogo! na taką odległość! Ja przy tym świetle widzę tylko tych, co istnieją." - Lewis Carroll, Alicja po drugiej stronie lustra.

nF

Paweł Leszczyński nF premium

35 lat Warszawa
80 artykułów 90 tekstów 13 prac 14 nagrań 661 komentarzy 14 postów
Wskaźnik aktywności: 28%. Czego szuka w internecie: 1) miłości: 0%; 2) przygotnych związków: 2%; 3) przyjaźni: 1%; 4) Zrozumienia: 69%. Wskaźnik rotacji należności: 3. Kryteria kwalifikujące: RZS, F1, WKN:15. animator kultury, filozof

Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 21 grudnia 2009


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło