Pociąg do konserw. Felieton Rafała Krausego


Jak powszechnie wiadomo, umiejętność koncentracji w dobie internetu to zaleta na wagę złota. Zatem, korzystając z tego że – albo przypadkowo, albo traktowani ciekawością – otworzyliście ten felieton, chciałbym prędko (póki nie odciągnie Was jakiś atrakcyjny sieciowy dystryktor) przyznać się, że ostatnio zwątpiłem.

To nie żart, błądzę. Po prostu, po ludzku, po chrześcijańsku. Ściślej – przestaję ufać możliwościom mojej percepcji. Otóż, wygląda na to, że doświadczyłem czegoś w rodzaju dysonansu poznawczego i przez to niektóre pojęcia z mojego słownika zaczynają tracić dotychczasowe konotacje. Moje myśli mącone są przez garść nietypowych pytań, moje postrzeganie jest coraz bardziej wyabstrahowane. W czym problem? W nastrojach społeczno-politycznych młodych. Ostatnie wydarzenia z obszaru tzw. życia publicznego erygowały przede mną szereg niespodziewanych łamigłówek. Dlatego pytam - czy prawicowość może być sexy? Czy młodzież jest w stanie samoistnie i nieprzymuszenie opiewać tradycję? I wreszcie – jakim cudem konserwatyzm może stać się przejawem buntu?

 

Jak się łatwo domyślić, znowu będzie o rosnącym w siłę Krulu i jego wiernej armii akolitów, co z pewnością wywoła grymas niezadowolenia wśród tych oponentów KNP, którzy postulują o niepoświęcanie tej partii przysłowiowego „czasu antenowego”. Być może tekst ten sprowadzi niezwykle aktywny w sieci elektrorat Korwina na forum Wywroty. Jednak zdecydowałem się wywołać tego wilka z lasu z zupełnie innych względów. Tu bowiem (wypowiedziane w tonie starego konserwatysty) o młodzież idzie!

 

Przytoczone wyżej pytania nie powinny dziwić ani bacznych obserwatorów mediów społecznościowych, ani kulturalnych masohistów czytających komentarze pod artykułami w sieci. Mimo wszystko pragnę podkreślić, że noszą one przecież znamiona oksymoroniczności. Może posłużę się na początku cytatem. Jak głosi popularny poeta Szczepan Kopyt: „napięcie rewolucyjne i seksualne to jedno”. Zastanawiam się zatem, zakładając że zwrot w prawą stronę jest przejawem kontestacji obecnych władz i Unii Europejskiej ingerującej w politykę narodową, co może być atrakcyjnego w konserwatyzmie, że jest on obecnie w stanie rozpalać młode polskie umysły? Cała moja konfuzja polega na tym, że wspomniana ideologia, jak do tej pory, przywodziła mi na myśl wąsatych panów, lamentujących nad demoralizacją „dzisiejszych czasów”, oburzających się na każdą próbę społecznej zmiany, z czym wizerunek Korwin-Mikkego akurat zdaje się konweniować. Wiele dla piaru polskich konserwatystów zrobił również swojego czasu PiS kojarzony z „moherowym” elektoratem, do którego zresztą adresuje swój program polityczny po dziś dzień. Ale kontynuujmy grę skojarzeń. Reakcyjny krzyk, zerkanie w przeszłość, lustracje, hierarchie, wartości religijne, powstania, mężni i waleczni bohaterowie z orzełkiem w klapie. Jak dla mnie, strasznie asekusalne to wszystko i zupełnie nie licuje z symulakrami młodości serwowanymi przez popkulturę (które wpływają na naszą wyobraźnię chyba silniej niż polityka), gdzie miejsce dla siebie znajduje przede wszystkim idea multikulturalizmu, olewactwo sztywnych norm, a czasem hippisowsko pojmowana równość.

 

Jednak polska młodzież (także ta nieco starsza) skręcająca na prawo, wcale nie odcina się od fantazmatów popkultury i jej seksualności, tak jak by można było w tym wypadku sądzić. Wręcz przeciwnie – duża część młodych nie czuje żadnego światopoglądowego zgrzytu w takiej fuzji, dokonując wręcz próby pewnego rodzaju pogodzenia przywilejów młodości z ideologiczną bezwzględnością konserwatywnych założeń. Wystarczy zerknąć na prawicowe fanpejdże, gdzie bez problemu można natknąć się na dziesiątki selfie zalotnie spoglądających młodych dziewczyn z karteczką „Kongres Nowej Prawicy” w ręku. Znamiennym dowodem powyższej tezy zdaje się być też nowa młoda gwiazdeczka prawicy z Gorzowa Wielkopolskiego o aparycji „późnej Bożenki z Klanu”, która z wystudiowanym ruchem modelki, przemierzając szkolny hol, opowiada przed kamerami o zdradzie narodu. Cóż, fakty są bezlitosne – niektórzy młodzi w Polsce zdają się po prostu czuć pociąg do pomników. Nie straszny ich genitaliom spiż, a perspektywa zawężania swojej seksualności do pola patriarchalnego modelu rodziny widocznie rozpala młode ciała (co jeszcze w przypadku korzyści mężczyzn wydaje się zrozumiałe, w końcu dopuszczalny jest tam zawsze „lekki gwałt” – jeżeli mówimy oczywiście o tym specyficznym konserwatyźmie w wydaniu JKM). Prawica może zacierać ręce, w końcu zbiera teraz swoje plony, uatrykcyjniając własny wizerunek niczym „Biedronka” po aferach z pogwałceniami praw pracowników.

 

Oczywiście mocno generalizuję, nie można przecież wrzucać wszystkich konserwatywnych wyborców do jednego worka. Ostatecznie taki liberalny konerwatyzm korwinistów, różni się przykładowo od tego PiS-owskiego, a to głównie ten pierwszy zdobywa serca młodego pokolenia. Rozszyfrowując genezę takiego stanu rzeczy, przychodzi mi na myśl wiele zagadnień, które zresztą zostały już gdzieniegdzie opisane. Przede wszystkim myślę o rzekomej atrakcyjności aspektów gospodarczych opisywanej opcji politycznej – młodszy elektorat zapewne rzadziej był przymuszony do korzystania z oferty socjalnej, więc może dlatego bardziej wierzy w możliwość indywidualnej drogi do sukcesu, co w jakimś stopniu wyjaśnia (ale nie usprawiedliwa) jego skłonność do apologii neoliberalnej ekonomii (choć, co zabawne, bardzo dużym poparciem KNP cieszy się wśród polskich emigrantów mieszkających w bardzo rozwiniętej pod względem socjalnym Norwegii!). Być może promocja egoizmu i społecznego darwinizmu, tak bliskich etosowi „zaradnych” mężczyzn, to przyczyna atrakcyjności, nad którą dywagowałem powyżej. Na pewno interesujący dla młodych wydaje się być też swoisty trolling prezesa partii, uprawiany przez niego w mediach, dorównujący swoją bezkompromisowością „bece z kwejka”, która za nic ma jakąkolwiek poprawność polityczną i szacunek wobec odmienności. Jednak jest jeden problem. Bowiem ta cała antysytemowość KNP, zakłada w swoim programie zaprowadzenie nowego porządku, opartego na silnym autorytecie. Czy rzeczywiście taka wizja jawi się młodym jako atrakcyjna? Przecież elitaryzm i „prawo silniejszego” musi powściągać swobodę „słabszego” czy „mniej wykształconego”.

 

Póki co, mogę się tylko pocieszać, że może ta moda na powrót do tradycyjnych stosunków społecznych to po prostu kolejny efemeryczny viral, który z łatwością na tę chwilę uczynił pojęcie „lewak” zamiennikiem „frajera”, „odmieńca”, a w zasadzie wszystkiego, co choć o milimetr oddala się od prawoskrętnego nakazu dyktowanego przez jego zwolenników.

 

Pamiętam, jak całkiem niedawno, zarówno kościół, jak i szkoła, prezentowały mi i równieśnikom różne sposoby na wierność wobec ojczyzy z pozycji kolan. Myślałem wówczas, że całe to nadęcie bogoojczyźniane zadziała a rebours, wywoła reakcję zwrotną wśród uczniów. Sądziłem też, że fakt niedoświadczenia przeze mnie i młodszych życia w komuniźmie, uczyni nas bardziej zdystansowanymi do poprzedniego systemu, co pozwoli przełamać strach przed takimi pojęciami jak wspólnota czy równość. Niestety, zdaje się, że istnieje duże ryzyko, że społeczne zmiany potoczą się w zupełnie innym kierunku. Dlatego - jeżeli ostatnie wybory do europarlamentu mają być drogowskazem, a myśl o powrocie do XIX-wiecznego kapitalizmu i obecnych wówczas stosunków społecznych stymuluje dzisiaj dużą część młodych - obawiam się, że moje napięcie seksualne zacznie być w takich warunkach powoli uziemiane. W takim układzie pozostaje mi na razie jedna propozycja. Skoro tak wielu nakręca pociąg do konserwy, i z tego tytułu chcą ustalać rozkłady jazdy, to – uszanujcie tę decyzję - ale ja przesiądę się na autobus. 

Rafał Krause

Rafał Krause

31 lat Gdynia
2 artykuły


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 3 lipca 2014


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło