nie napisałam wiersza przez wielkie W, jak Mithril, nie nagrałam piosenki jak Adam Rosołowski, większość z Was również tego nie zrobiła, ale myślę, że nie ma tu osoby, która mimo niezrobienia niczego wielkiego, nie zamyśli się jutro bardziej niż przez cały poprzedni rok, i wiem, że nie ma tu osoby, która by zapomniała o Marku. I niech tak będzie zawsze.
Ja napisałem wierszyk, rano 21.01.2009 r., zaraz jak się dowiedziałem, ale na pewno nie chciałbym go publikować. Marka szybko nie zapomnę, nie mówię, że nigdy, bo bardziej wytartego sformułowania ze świeczką słuchać, ale wymazać go z pamięci byłoby naprawdę ciężko. Widziałem go tylko raz, ale wiele razy rozmawialiśmy przez telefon itd., co umożliwiło nam złapanie ze sobą dobrego kontaktu. Można było porozmawiać o rzeczach ważnych, jak np. wtedy gdy zrezygnowałem z fukcji opiekuna, ale przede wszystkim pogadać o pierdołach, np. o tym jak postanowił wypić wodę ze swojej piwnicy :) Poza tym, gdy po raz pierwszy pojawiłem się na wywrocie, w lutym 2008, bardzo bałem się jego komentarzy, ale zarazem na nie czekałem, bo wydawały mi się rzeczowe i prawdziwe.
Świat jest starszy o rok, niektorzy są tam, gdzie byli, inni - jak ja - przenosili się to tu, to tam. Ale dla mnie, może też i dla Was, 21 stycznia to w jakiś sposób data graniczna, wtedy wszystko się zmieniło...
Jaqint
21 stycznia 2010, 12:30
Pierwsza osoba, od której dostałem tutaj po pysku... i mi się spodobało. Niestety miałem to szczęście tylko w wirtualu, choć z tego co pamiętam, przymierzał się na żywca. :)
Podzielam zdanie Michała. Dwudziesty pierwszy, jest i będzie datą graniczną.
Brakuje mi "zaraz wracam". Brakuje "cześć hanysko". Ale jesteś tu z nami, w sercach tych wszystkich ludzi, którzy o Tobie cały czas pamiętają i w swoich wierszach. Prawdziwie.
Tommy Gun
27 stycznia 2010, 22:20
Ja z Markiem miałem kontakt tylko na necie, co nie zmienia faktu, że uważałem go za kolegę i tak też odebrałem stratę - mnie umarł kolega. Mieliśmy się spotkać, bo ja urzeczony zdjęciami Szczyrku napisałem, czy nie nie mógłby mi pomóc w zorganizowaniu jakiejś kwatery, gdzie wspólnie z (przyszłą wtedy) żoną moglibyśmy spędzić urlop. Marek się ucieszył i obiecał pomóc. Niestety, nie wyszło. Początkowo myślałem, że wiadomość o jego śmierci to jakiś makabryczny, kiepski żart. Brakuje mi go do dziś...
Zresztą, nie tylko mnie.
Pamiętamy, Marku!
Anna Nawrocka
28 stycznia 2010, 00:16
tomik wierszy Marka lezy na szafce przy łóżku. czytam jego komentarze, krytyczne a jednak życzliwe, to jak napisał "potrafisz lepiej", i coś jeszcze o spadaniu :) i tylko na liście gg uporczywie niedostępny.