Zastanawia mnie, jak ci najwięksi autorzy prozy(teraz każdy o jakimś pomyśli) tworzyli, mając przed sobą dokładny plan opowieści czy opowiadania, czy po prostu zdawali się na intuicję. Oczywiście raczej chodzi tutaj o te krótsze formy literackie.
Oto co pisze Bolesław Prus ("Słówko o krytyce pozytywnej"):
"Kiedy zaczynałem pisać, robiłem to częścią instynktownie, częścią przez mimowolne naśladownictwo [...] Tymczasem powieściopisarz buduje swoje machiny tak bezświadomie, jak pszczoły lepią plaster z miodem albo jak kury znoszą jaja."
Dalej Prus pisze, że gdy zaczął czytać różnorakie podręczniki traktujące o kompozycji utworów, zupełnie stracił umiejętność ich instynktownego planowania (zaciekawionych odsyłam do „Słówko o krytyce pozytywnej”, dla uzupełnienia; nie korzystałem z całości tekstu, tylko z fragmentu zamieszczonego na końcu „Lalki” w „Pismach wybranych” PIW – u, więc może coś mi umknęło).
Może fragment nie dotyka istoty rzeczy, ale tym którzy jeszcze nie załapali o co mi chodzi pomoże. Otóż,(mając zarys jakiegoś tematu, o którym chcielibyście napisać), zdajecie się na przygotowany wcześniej plan, czy robicie to bardziej „naturalnie” – po prostu siadacie i zaczynacie pisać. W końcu Wasza w miarę obiektywna opinia, który sposób jest lepszy.
Kiedy tak patrzyłem na sinusoidę pana Krzyżanowskiego, zaciekawiło mnie, czy autorzy w epokach rozumu tworzyli tak samo jak w epokach uczuć. Chodzi mi o sam akt tworzenia, jeśli nadążacie za mną. Zdawali się na inspiracje i wyczucie, czy mimo wszystko woleli temat rozpisać na punkty? :)
Prus – wiadomo, pozytywizm, czyli rozum. Dodatkowo pisał o swoich problemach literackich, dlatego wiemy jak tworzył. Chciał znaleźć jakieś ogólne prawidła rządzące prozą. U niego wszystko miało swój cel, jednak co z innymi autorami, nie dzielącymi się z nami swoimi spostrzeżeniami ? Jak tworzyli? No właśnie, byłbym wdzięczny, gdyby mnie ktoś uświadomił :).
inCrudo
16 stycznia 2012, 10:47
Tu istnieje pewien problem, bo z jednej strony obawiasz się, że rozmówcy nie nadążą za Tobą i zakładasz istnienie ludzi, którzy "nie złapali", a z drugiej strony wyrażasz przedwczesną wdzięczność za uświadomienie.
-:)
Muszę podumać, do której grupy będę zaliczona, i co mi za grozi.
Dla ostatecznego kształtu dzieła nie ma znaczenia sama idea, myśl, która może, a nawet powinna rodzić się spontanicznie, dojrzewać w twórcy, wręcz rozsadzać od środka, powodować życie tematem. A dlaczego? A dlatego, że na ostateczny kształt ma wpływ praca włożona, oddanie się pracy nad każdym zdaniem, wynikanie w każdy w przecinek, kropkę, nadanie szlifu. Pasja twórcza niweluje odczucie trudu, intuicja pomaga, jest jak iskra zapalająca zdania, i tej nie zastąpi wiedza, tego nie sposób wyuczyć się, nabyć.
Przemo
16 stycznia 2012, 21:21
jejku, nie obraź się, ale chyba ulegasz skrzywieniu - w każdym tekście wyszukujesz nieścisłości (btw chciałbym aby w dyskusję włączyli się wszyscy, więc zakładam co się da :)
Ale czy na przykład Ty, pisząc opowiadanie robisz dokładny plan, czy po prostu siadasz i piszesz? Czyli twoim zdaniem, głównym czynnikiem od którego zależy jakość pracy (jakkolwiek o tym pięknie pisać) jest praca i warsztat? Intuicja jest tylko aspektem który pomaga?
Czy nigdy w historii literatury nie pojawił się twórca, całkowicie polegający na spontaniczności, tak jak improwizujący muzyk? Opierający się tylko na swoich uczuciach?
inCrudo
16 stycznia 2012, 22:48
Żartowałam, i nie obrażam się.
Wirginia Woolf stan o jaki pytasz nazywała "płodną chorobą".
Przemo
18 stycznia 2012, 19:54
O, coś nowego, a mogłabyś podać książkę lub tekst w którym tak opisała to "zjawisko"?
inCrudo
21 stycznia 2012, 14:05
Jeffrey A.Kotler - "Boskie szaleństwo", rozdział 6, strona 116, dwunasta linijka tekstu.
-:)
Autor pisze:
"Pracowała właśnie nad powieścią "Własny pokój", ale nie mogła jej skończyć. Potem, gdy leżała w łóżku, pogrążona w dziwnym, sennym i nierealnym stanie, nieoczekiwanie spłynęło na nią olśnienie, w jaki sposób zakończyć książkę. Kiedy wreszcie odzyskała dziennik słowa popłynęły z niej wartkim strumieniem. Miała potem nazwać to doświadczenie "płodną chorobą"."
Przytoczny fragment częściowo odpowiada na Twoje pytanie.
Zwróć też uwagę na fakt, że takie zapalenie się, ten moment wejścia w pewien rodzaj twórczego transu - dający się odczuć dla słuchacza, gdy mówimy o muzyku, czasem widoczny - patrz spotkania poetyckie, szybka wymiana zdań w komentarzach, a często niewidoczny dla czytelnika, gdy mowa o poecie czy prozaiku - to kompozycyjne wyrzucanie z siebie jest możliwe dopiero po nasyceniu, gdy artysta,autor jest dopełniony na tyle, że już czuje swobodę poruszania się w materiale, w motywach, ideach-tematach, jest pewny w łączeniu i dzieleniu, gdy posiada bazę, wiedzę, ma opanowany warsztat, wie do czego zmierza nawet w epizodach muzycznych, czy w pisaniu albo w mowie "na żywo".
Bywa różnie, czasem czynię szkic, a czsem nie zapisuję, nie tworzę kopii tego, czego nie muszę kopiować na kartki, bo zabiera, kradnie mi czas. W moim przypadku zapis realny i nadanie szlifu dotyczy wierszy rymowanych. Z innymi tekstami chodzę, mam je, korzystam, poprawiam, zapamiętuję, i jeszcze nie muszę części z nich przelać z miejsca na miejsca, na kartkę czy do notatnika w komputerze. Zdarzało się, że tekst powstał w oknie na komentarz. Wiem, że nie tylko mi zdarzały się takie dialogi. Miałam okazję śledzić i czytać. Improwizacja jest możliwa, rzadka, ale ma miejsce.
inCrudo
21 stycznia 2012, 14:16
Jeffrey A.Kotler - "Boskie szaleń„stwo", rozdział‚ 6, strona 116, dwunasta linijka tekstu.
-:)
Autor pisze:
"Pracowała właśnie nad powieścią "Własny pokój", ale nie mogła jej skończyć Potem, gdy leżała w łóżku, pogrążona w dziwnym, sennym i nierealnym stanie, nieoczekiwanie spłynęło na nią olsnienie, w jaki sposób zakończyć książkę. Kiedy wreszcie odzyskała dziennik słowa popłynęły z niej wartkim strumieniem. Miała potem nazwać to doświadczenie "płodną chorobą"."
Przytoczny fragment częściowo odpowiada na Twoje pytanie.
Zwróć uwagę na fakt, że takie zapalenie się, ten moment wejścia w pewien rodzaj twórczego transu - dający się odczuć dla słuchaczom, gdy mówimy o muzyku, czasem widoczny - patrz spotkania poetyckie, szybka wymiana zdań w komentarzach, a często niewidoczny dla czytelnika, gdy mowa o poecie czy prozaiku - to kompozycyjne wyrzucanie z siebie jest możliwe dopiero po nasyceniu, gdy artysta,autor jest dopełniony na tyle, by czuć swobodę poruszania się w materiale, w motywach, ideach-tematach, gdy jest pewny w łączeniu i dzieleniu, gdy posiada bazę, wiedzę, ma opanowany warsztat, wie do czego zmierza nawet w epizodach muzycznych, czy w pisaniu albo w mowie "na żywo".
Jeszcze raz:
Jeffrey A.Kotler - "Boskie szaleństwo", rozdział 6, strona 116, dwunasta linijka tekstu.
-:)
Autor pisze:
"Pracowała właśnie nad powieścią "Własny pokój", ale nie mogła jej skończyć. Potem, gdy leżała w łóżku pogrążona w dziwnym, sennym i nierealnym stanie, nieoczekiwanie spłynęło na nią olśnienie, w jaki sposób ma zakończyć książkę. Kiedy wreszcie odzyskała dziennik słowa popłynęły z niej wartkim strumieniem. Miała potem nazwać to doświadczenie "płodną chorobą"."
Przytoczny fragment częściowo odpowiada na Twoje pytanie.
Zwróć też uwagę na fakt, że takie zapalenie się, ten moment wejścia w pewien rodzaj twórczego transu - dający się odczuć słuchaczom, gdy mówimy o muzyku, czasem widoczny - patrz spotkania poetyckie, szybka wymiana zdań w komentarzach, a często niewidoczny dla czytelnika, gdy mowa o poecie czy prozaiku - to kompozycyjne wyrzucanie z siebie jest możliwe dopiero po nasyceniu, gdy artysta, autor jest dopełniony na tyle, że już czuje swobodę poruszania się w materiale, w motywach, ideach-tematach, jest pewny w łączeniu i dzieleniu, gdy posiada bazę, wiedzę, ma opanowany warsztat, wie do czego zmierza nawet w epizodach muzycznych, czy w pisaniu albo w mowie "na żywo".
Bywa różnie, czasem czynię szkic, a czasem nie zapisuję, nie tworzę kopii tego, czego nie muszę kopiować na kartki, bo zabiera, kradnie mi czas. W moim przypadku zapis realny i nadanie szlifu dotyczy wierszy rymowanych. Z innymi tekstami chodzę, mam je, korzystam, poprawiam, zapamiętuję, i jeszcze nie muszę części z nich przelać z miejsca na miejsce, na kartki czy do notatnika w komputerze. Zdarzało się, że tekst powstał w oknie na komentarz. Wiem, że nie tylko mi zdarzały się takie dialogi. Miałam okazję śledzić i czytać takowe. Improwizacja jest możliwa, rzadka, ale ma miejsce.
Jeśli i teraz nie pojawi się komentarz napisany poprawnie, to się załamię, -:(
Justyna D. Barańska
21 stycznia 2012, 17:03
Przepraszam, to wszystko przez systemowe odswiezanie strony (czy cos takiego, nie jestem od spraw technicznych), przez co nie zawsze automatycznie wlaczaja sie polskie znaki. Takze chwilowo wyskakuja te krzaczory :/
Przemo
30 stycznia 2012, 20:17
Dzięki za tak wyczerpującą odpowiedź. Chyba trafiłaś w sedno (jeśli ja dobrze odczytałem te krzaczory :) Dzięki wielkie, dla początkującego takie informacje z pogranicza teorii literatury, są bardzo pomocne. Poza tym interesuje mnie geneza, jak utwory powstają, utwór i sposób jego powstania to chyba tak jakby odzwierciedlenie aktualnego stanu umysłu autora.
PS. przepraszam, że piszę tak późno
inCrudo
31 stycznia 2012, 08:33
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak uchwycenie na pewniaka "aktualnego stanu umysłu autora" - bo niby jak, i co wtedy definiować, a co najważniejsze: czego dotyka i w imię czego dotyka osoba chcąca dokonać odkryć o powstaniu utworu?
Osoba chcąca dokonać odkryć o powstaniu danego utworu operuje tym, co autor mówi o swoim utworze, wiedzą o czasie, w jakim powstało dzieło, wiedzą o temacie poruszonym w tekście, oraz masą przypuszczeń, domniemań, w rezultacie tworzy z tego wszystkiego swój scenariusz oparty na zebranych wiadomościach.
Zauważ, że tekst pisany o kimś - np. tworzenie biografii - też posiada cechy autorskie.
PS - w porządku, to rozmowa, której nie wyznaczyliśmy czasu "antenowego" - możemy wracać do dialogu w dowolnym czasie
-:)
Przemo
9 lutego 2012, 14:24
Na pewniaka na pewno nie da się na pewno, szczególnie, jeśli patrzysz na sam utwór. Natomiast, jeśliby wiedzieć, jak tekst powstawał, kto wie. Przecież, patrząc na styl, nastrój i wydźwięk utworu, już dużo się dowiemy o autorze, a co dopiero, gdyby wiedzieć jak dzieło powstawało i co wpłynęło na taki jego kształt . Oczywiście może nas zmyślnie manipulować :), specjalnie podsuwając nam fałszywe wnioski.
"Osoba chcąca dokonać odkryć o powstaniu danego utworu operuje tym, [...]tworzy z tego wszystkiego swój scenariusz oparty na zebranych wiadomościach. "
Naturalnie, że mówimy tylko o sytuacji idealnej, jak byśmy widzieli autora w chwili np. pisania tekstu. Normalnie, wszystko to domysły, które mogą okazać się tylko złudzeniami.
inCrudo
17 lutego 2012, 09:00
Styl pisania to realizacja przyjętego przez autora kanonu, w sumie ograniczenie narzucone sobie, ale i uporządkowanie dzieła. Styl utrwalany w wielu utworach może sprawić, że autor stanie się rozpoznawalny dla czytelnika. Nie musi,ale może. Styl chyba najwięcej powie o warsztacie. Czy po stylu można dużo wnioskować o autorze, o człowieku?
Nastrój - czasem nastrój utworu jest podporządkowany wybranej postaci, nie zawsze postaci wyobrażonej.