„Dowództwo Starka” – Jack Campbell


„Jack Campbell to prawdziwy psycholog wojny” – głosi fragment tekstu, który narobił tyle zamieszania w sieci. I z tym fragmentem absolutnie się zgadzam. Jako ktoś kto nie czytał wcześniej książek owego autora, uważam, że warto to zrobić.

Jack Campbell, a właściwie to John G. Hemry, bo tak naprawdę nazywa się ów autor, jest znany dzięki militarnym powieściom science fiction. Ten emerytowany oficer nazywany jest psychologiem wojny, gdyż w swych powieściach przepełnionych akcją świetnie opisuje przebieg wydarzeń na polu walki.

 

Science fiction nie jest gatunkiem, za którym przepadam. Gdy jakaś książka wpadnie mi w ręce – przeczytam ją. Jednakże nie jest to gatunek, po który sięgnę w pierwszej kolejności, mając przed sobą masę innych książek do wyboru. Wojna? Z tym jeszcze gorzej. Z pewnością wojna fikcyjna będzie dla mnie ciekawsza niż jakaś autentyczna, z domieszką geografii i historii (prawdziwej, nie zmyślonej), jednakże nadal wojna pozostaje wojną. Nadal też jest czymś, co niespecjalnie mnie interesuje.

 

Dlatego też moje zaskoczenie było ogromne, gdy okazało się, że lektura jest bardzo przyjemna, nawet dla mnie. Mało tego, nie było sytuacji, w której po kilku, kilkunastu stronach uznałam, że może jednak jest w niej coś godnego uwagi. Wystarczyła pierwsza strona, kilka zdań czy nawet początkowych słów, abym stwierdziła, że czyta się wspaniale. Może miałam dobry dzień, może to kwestia przypadku, a może naprawdę John ukrywający się pod pseudonimem, pisze genialne powieści.

 

Dopiero gdy Dowództwo Starka trafiło w moje ręce, zorientowałam się, iż jest to druga część trylogii. Trochę mnie to przeraziło i zniechęciło, gdyż pierwszej części nie czytałam i obawiałam się, że nie będę wiedzieć o co chodzi. Jak się okazuje, kolejne obawy szybko zostały rozwiane. Nie miałam najmniejszego problemu z odnalezieniem się w fabule powieści. Owszem, zdarzały się odwołania do przeszłości, jednakże nie jestem w stanie stwierdzić czy były obszerniej opisane w poprzednim tomie, czy po prostu były zwykłymi retrospekcjami bohatera. W końcu tego typu zabiegi często zdarzają się nawet w „jednoczęściowych” książkach. Zatem to czy czytałeś pierwszy tom pt: Wojna Starka, nie ma raczej znaczenia. I właściwie, kto powiedział, że trylogia jest po to, aby czytać ją po kolei?


To, co od początku zwróciło moją uwagę to... kobiety! Pomimo iż jest to wojsko i to nie byle jakie, kobiet jest tam mnóstwo. Z początku myślałam, że do akcji będzie wprowadzona jedna, maksymalnie dwie bohaterki, aby nikt nie mógł zarzucić autorowi dyskryminacji. Jak się okazało, pomimo nieciekawych warunków, przedstawicielek tak zwanej płci pięknej jest całkiem sporo. Niektóre wykonują swe obowiązki zdecydowanie lepiej od mężczyzn. Czytając, momentami miałam wrażenie, że gdyby nie one, cała jednostka wojskowa by padła. W sumie wszystko by padło. Mimo iż Ethan Stark jest dowodzącym, na co wskazuje nam już sam tytuł, to gdyby nie na przykład jego przyjaciółka Vic Reynolds, myślę, że klęska nastąpiłaby już dawno, dawno temu. Krótko mówiąc: dobrze, że są kobiety. Gdyby nie one, długo byście sobie nie poczytali, bo książka skończyłaby się szybciej niż by się zaczęła.

 

W dodatku autor chyba bardzo lubi swój pseudonim, pod którym się ukrywa. Podoba mu się do tego stopnia, że jeden z bohaterów (i to nie byle jakich) także otrzymał nazwisko Campbell. Dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, że na wielu stronach internetowych pojawił się błąd w jego pisowni. Przeglądając w sieci informacje dotyczące książki, możemy odnaleźć multum literówek. Jest tego tak dużo, że w pewnym momencie aż zgłupiałam i szukałam dalej, aby rozwiać wątpliwości. „Campbell czy Cambell?” – zastanawiałam się. Oczywiście wersja z magiczną literką „P” jest tą poprawną. Odszukałam źródło problemu. Fabryka Słów na swojej stronie umieściła w opisie książki zdanie, zawierające błąd. Wszyscy po kolei nie zastanawiając się długo, kopiowali je. Zdanie to, razi mnie na samą myśl o nim. Razi do tego stopnia, że przytoczę je w wersji poprawnej, która widnieje na okładce książki.

 

„Jack Campbell to prawdziwy psycholog wojny” – głosi fragment tekstu, który narobił tyle zamieszania w sieci. I z tym fragmentem absolutnie się zgadzam. Jako ktoś, kto nie czytał wcześniej książek owego autora, uważam, że warto to zrobić. Jako ktoś kto nie przepada za takim gatunkiem literackim, uważam, że widocznie wcześniej nie trafiłam na dobre dzieła, stąd taki stosunek do nich. Jako ktoś, kogo nie bawi wojna i strzelaniny w kosmosie, uważam, że dużo zależy od tego, w jaki sposób zostanie to przedstawione. Dlatego też moja irytacja owym błędem osiągnęła taki rozmiar. Uważam, że Campbell w pełni zasłużył sobie na to miano, a także szacunek. Jeśli potrafi stworzyć opisy, które nie nużą nawet mnie, a wręcz wciągają w całą akcję, to coś znaczy. Jeśli jest w stanie opisać rzeczy i wydarzenia, o których nie mam pojęcia w taki sposób, że oczyma wyobraźni widzę wszystko bardzo wyraźnie i trudno oderwać mi się od lektury, to niewątpliwie zasługuje na uznanie.

 

I moje uznanie zyskał. Zarówno autor, jak i książka. A być może w przyszłości cała trylogia, kto wie. Na koniec rzecz najważniejsza. Podsumowanie. Campbell, nie Cambell, pamiętajcie!

 

 

 

 

©Agnieszka Pilecka

 

 

 

Jack Campbell, Dowództwo Starka
Autor przekładu/ Redaktor: Robert J. Szmidt
Fabryka Słów, Lublin 2013
Seria Wydawnicza: Fantastyczna fabryka
Ilość stron: 390

 

 

Patronat medialny:
Wywrota

Agnieszka Pilecka

Agnieszka Pilecka

28 lat Gdańsk
19 artykułów 13 komentarzy 21 postów
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 7 marca 2013

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło