Ryzykowne wyzwanie - premierowa recenzja książki "Serce ciemności" w wersji Jacka Dukaja

„Serce ciemności” to literacki eksperyment Jacka Dukaja, polegający na spolszczeniu słynnego Jądra ciemności Josepha Conrada. Na pewno prowokacyjny, intrygujący i jedyny w swoim rodzaju. Czy udany?

 

Przyznam, że podeszłam do wersji Dukaja z dużym dystansem. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak ma wyglądać nowa, uwspółcześniona wersja klasycznego opowiadania.


Czy można dostosowywać klasykę do języka, stylu i wyobrażeń przeciętnego czytelnika XXI wieku? Jeśli czytelnik ów nie radzi sobie z pierwowzorem, może nie dorósł do niego i powinien darować sobie lekturę? Czy zabieg zwany spolszczeniem nie okaże się profanacją i nie zaprzepaści lub nie wynaturzy idei utworu?

 

Te i inne podobne pytania towarzyszyły mi podczas lektury pierwszych stron lektury w wydaniu Dukaja. A potem nagle się przełamałam i zaczęłam porównywać zapamiętaną conradowską wersję z tym, co stworzył współczesny polski pisarz.


Niemal w tym samym momencie przypomniałam sobie dość już odległe, ale wciąż mile wspominane czasy pracy w liceum ogólnokształcącym, gdy z różnymi efektami próbowałam przekonać swoich uczniów, że „przeszłość do dziś”.
Z ręką na sercu przyznaję, że częściej i lepiej udawało mi się zarazić licealistów podziwem i miłością do twórczości Mickiewicza czy Norwida niż przekonać do prozy Conrada. Zarówno Lorda Jima, jak i Jadro ciemności czytali nieliczni, a ci, którzy przebrnęli przez lekturę, najczęściej albo twierdzili, że niewiele do nich dotarło, albo narzekali na ciężki styl i język.

 

A jak by było, gdyby mogli wówczas poznać wersję w wydaniu Dukaja? – spytałam samą siebie. I szczerze musiałam przyznać, że na pewno podeszliby do niej z większym przekonaniem i zrozumieniem.
Tak, tak… Już słyszę słowa krytyki z ust zagorzałych miłośników prozy Conrada i ortodoksyjnych obrońców klasyki. Być może, gdybym nie sięgnęła po „Serce ciemności” też znalazłabym się w ich gronie.


Jestem niereformowalną przeciwniczką poznawania utworów we fragmentach i skracania ich w iście zbójecki sposób nawet o połowę (i więcej), jak czyni się ostatnio z niektórymi powieściami Charlesa Dickensa.

Jacek Dukaj nie ograbił jednak opowiadania Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego z treści i przesłania.


To wciąż zapadająca w pamięć opowieść Charlesa Marlowa, który wyruszył w garstką przyjaciół w rejs po Tamizie. Były kapitan niedużego statku wspomina niebezpieczną podroż do afrykańskiej dżungli, jaką odbył rzeką Kongo.
Narrator ma wiele wspólnego z autorem, który także wojażował po Czarnym Kontynencie, nabierając coraz bardziej krytycznego stosunku do kolonialnej działalności, w której dominowały bezwzględność wobec tubylców, chciwość, fałszywie pojmowana duma i skrzętnie skrywana korupcja.

 

Kluczową postacią w opowiadaniu okazuje się Kurtz, osławiony handlarz kością słoniową, który w głębi interioru stworzył własne państewko i obwołał się absolutnym władcą. Znamy Kurtza nie tylko z oryginalnej wersji Conrada, gdyż stał się on inspiracją dla wielu późniejszych tekstów kultury, z których najbardziej znany okazał się obsypany nagrodami film Francisa Coppoli Czas apokalipsy.

 

To postać uosabiająca wszystkie wynaturzenia człowieka, który dorwał się do władzy, który w wypaczony sposób pojmuje związki z naturą i odcięcie się od cywilizacji. Tak naprawdę bowiem Kurtz stworzył własne imperium, niewiele różniące się od europejskich królestw. Tę ideę i towarzyszące jej refleksje na temat kolonializmu oraz miejsca człowieka w świecie odnajdujemy również w prozie Dukaja.


Ma ona, oczywiście, inny charakter. Zamiast rozbudowanych i skomplikowanych opisów odnajdziemy w niej proste relacje, w których przeważają zdania pojedyncze. Jeśli złożone – to na pewno nie wielokrotnie i nie w barokowy, finezyjny, ozdobny sposób.

 

Bohaterowie dukajowskiej wersji nie prowadzą zawiłych dialogów. Ich rozmowy bardziej przypominają krótkie wymiany zdań i mailowe zapiski niż prozatorskie popisy. Nie stronią też od wulgaryzmów i myślowych skrótów.
W ujęciu Conrada – nie do pomyślenia! A jednak do współczesnego czytelnika ta nowa wersja przemawia całkiem przekonująco!

 

Cóż, dałam się uwieść uwspółcześnionej, czy – jak kto woli – spolszczonej  wersji „Jądra ciemności”. To eksperyment udany, chociaż kontrowersyjny i niebezpieczny. Jacek Dukaj wyszedł z niego obronną ręką i być może zachęci do sięgnięcia po oryginalną wersję, chociażby w ramach porównania i zwykłej czytelniczej ciekawości. Oby!

 

BEATA IGIELSKA

Książka "Serce ciemności" Josepha Conrada - Jacka Dukaja ukazała się 26 października 2017 roku, nakładem Wydawnictwa Literackiego

Zdjęcia


Beata Igielska

Beata Igielska

49 lat Lubuskie
106 artykułów 5 komentarzy
KSIĄŻKI - mój jedyny NAŁÓG!


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 24 listopada 2017


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło