Mikołajki w Paryżu - recenzja książki "Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości"

Drugi tom opowieści o niesamowitej Mademoiselle Oiseau jest równie urzekający jak pierwsza część. Znów jest bajecznie i magicznie, teraz również - mikołajkowo i przedświątecznie, ale i życiowo – dlatego to książka dla czytelników, a przede wszystkim czytelniczek, w każdym wieku.

Jedyną w swoim rodzaju Mademoiselle Oiseau poznałam w maju tego roku, gdy ukazała się na polskim rynku pierwsza część jej przygód dwóch francuskich autorek: Andrei da la Baree de Nanteuil i Lovisy Burfitt.

Obie panie stworzyły ponadczasową opowieść o wyzwolonej, ale i zauroczonej przeszłością kobiecie, która mieszka w centrum Paryża.
Kiedyś Mademoiselle Oiseau pomogła zakompleksionej Isabelli, która była nieśmiała i samotna. Dzięki przyjaźni z ekscentryczną sąsiadką, dziewczynka nabrała pewności siebie i stała się strażniczką jej dziwacznego mieszkania, gdy tajemnicza dama udała się w odwiedziny do swojej siostry Luisy.

Teraz Isabella jest pełna niepokoju, gdyż jej wyrafinowana przyjaciółka nie wraca, a ją zaczynają nękać tajemnicze telefony od kobiety, która domaga się wyjaśnienia spraw związanych z drugim, nieznanym dotąd mieszkaniem Panny Oiseau.
W wyjaśnieniu tajemnic dziewczynce pomaga przebojowa Isis, krewna Mademoiselle. Gdy obie dziewczyny łączą swoje siły, nic nie może stanąć im na przeszkodzie.

Tymczasem rzekomo zaginiona bohaterka spędza czas ze swoją siostrą w …malowniczej Wenecji. W mieście stworzonym do miłości i spełniania marzeń do obu pań zaczynają docierać tajemnicze listy.
A szukające ich młodziutkie paryżanki wyruszają w podróż, która sporo zmieni w ich życiu i odsłoni nowe sekrety.

Więcej szczegółów zdradzać nie zamierzam, by nie popełnić zbrodni spojlerowania. Książkę po prostu trzeba przeczytać. Trzeba i warto, gdyż to nie tylko baśniowa opowieść dla najmłodszych czytelniczek, świetnie wprowadzająca w nastrój mikołajkowych niespodzianek i nadchodzących wielkimi krokami Świąt Bożego Narodzenia.

I tytułowa postać, i pozostające pod jej wpływem bohaterki, to nie tylko literackie postacie. To również inspirujące sylwetki, które udowadniają, że można żyć tak, jak się chce, że można, a nawet należy realizować swoje marzenia, także jeśli wydają się nierealne.
Mieszkanie Mademoiselle Oiseau na pewno przyprawiłoby o apopleksję każdą perfekcyjną panią domu – w wielu pokojach poniewierają się części garderoby, biżuteria, perfumy…Są tu jednak również książki, kwiaty, rozbrajające bibeloty i wszędobylskie koty, które nie bez kozery chadzają własnymi drogami.

Całość warto przeczytać z małą czytelniczką, gdyż znajdują się tu odniesienia do tekstów kultury niezrozumiałych dla dzieci – to np. Franz Kafka, Maulin Rouge, Maria Antonina czy Villla Amalia.
Wspólna lektura na pewno może okazać się wspaniałą przygodą i pretekstem do rozmowy – nie tylko o książce.

O „Mademoiselle Oiseau i listach z przeszłości” nie można mówić w oderwaniu od przepięknych, ujmujących ilustracji, które – wraz z tekstem – stanowią integralną całość.
Rysunki nieco przypominają kreskę Jana Marcina Szancera, łącząc niesamowitość i baśniowość z realizmem.

Tę książkę chce się czytać i oglądać, chce się do niej wracać, rozmyślać o niej i zastanawiać się, jakie będą dalsze perypetie bohaterów.
Czegóż chcieć więcej!? Chyba tylko kolejnej części przygód Mademoiselle Oiseau i jej przyjaciół(ek).

BEATA IGIELSKA

Książka "Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości" Andrei de la Barre de Nanteuil i Lovisy Burett (w przekładzie Marii Jaszczurowskiej) ukazała się 23 listopada 2017 r., nakładem Wydawnictwa Literackiego

Zdjęcia


Beata Igielska

Beata Igielska

49 lat Lubuskie
106 artykułów 5 komentarzy
KSIĄŻKI - mój jedyny NAŁÓG!


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 1 grudnia 2017


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło