Historie prawdziwe - recenzja książki "Światu nie mamy czego zazdrościć" Barbary Demick

Reportaż Barbary Demick czyta się jednym tchem i z wielkimi emocjami, które nie pozwalają zapomnieć o lekturze nawet po odłożeniu jej na półkę. To książka, do której nie chce się wracać ze względu na jej drastyczność, ale trzeba i warto o niej pamiętać. 

 

Dla mnie ta książka jest arcydziełem reportażu z kilku względów. Przede wszystkim napisanie jej wymagało od autorki długiego i trudnego zbierania materiałów. Do mieszkańców Korei Północnej nie sposób dotrzeć, będąc w ich kraju, natomiast zbiegowie mieszkający w Korei Południowej lub w Chinach niechętnie godzą się na zwierzenia, bojąc się o siebie i swoich bliskich. Barbara Demick okazała się doskonałym słuchaczem i reporterką, która potrafi wzbudzić zaufanie w rozmówcach. Dzięki temu czytelnik ma okazję poznać prawdziwe historie ludzi, którzy urodzili się i żyli w reżimie, o jakim nie śniło się nawet Orwellowi.


Indoktrynowani i zastraszani od dziecka, dorastali w poczuciu wyjątkowości koreańskiego imperium; karmieni propagandową papką wierzyli ślepo w swojego boskiego przywódcę, który jawił się im jako dobry i wszechmocny ojciec narodu. Nawet wówczas, gdy kraj dotknęła klęska głodu, bohaterowie z poświęceniem rezygnowali z posiłków i z ochotą poddawali się kolejnym wyrzeczeniom, których żądała od nich jedyna słuszna komunistyczna partia.

 

Czytając te historie, polski czytelnik ma prawo łapać się za głowę. Trudno nam zrozumieć motywy postępowania kobiet i mężczyzn, nie sposób wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji. Nie należy jednak zapominać, że Koreańczycy od oseska wychowywani są w z góry narzucony sposób, a tak ukształtowanej (czy raczej wynaturzonej) psychiki nie można zmienić ot tak sobie.


Bohaterowie książki Barbary Demick musieli przejść piekło na ziemi, by zaczęły rodzić się w nich wątpliwości i nieśmiałe myśli o ucieczce. Nawet ci, którym udało się przekroczyć granicę i dostać azyl, z trudem odnajdują się w nowej rzeczywistości. Wiele osób ma poczucie winy wobec tych, których zostawili, wielu uciekinierów nie potrafi przystosować się do życia w wolnym świecie, gdyż ten nie tylko daje swobodę, ale i każe podejmować decyzje, a to bardzo trudne dla ludzi, za których od zawsze decydował system.

 

Świat pokazany w reportażu jest przerażający. Aż trudno uwierzyć, że pod koniec XX wieku i na początku obecnego stulecia wciąż istnieją reżimowe kraje, w których człowiek nie stanowi żadnej wartości, będąc jedynie tanią, a nawet darmową siłą roboczą. Jedna z bohaterek po przekroczeniu granicy ze zdziwieniem stwierdza, że w Korei Południowej podwórkowe psy jedzą lepiej niż ona i jej koledzy lekarze. Ten obraz, jakże wstrząsający, to jedna z najlepszych konkluzji zamykających poszczególne rozdziały.

 

Całość napisana jest jednorodnym stylem - bez patosu i rozdzierania szat; autorka przytacza opowieści swoich rozmówców, przeplatając je własnymi uzupełnianiami i komentarzami. Robi to z prostotą, niemal surowością i ascetyzmem. Są jednak i takie fragmenty (np. o miłości), w których liryzm przeplata się z realizmem.

 

Czyta się tę książkę z wielkimi emocjami, zainteresowaniem, niepokojem o losy bohaterów i ich bliskich. Przeżycia rozmówców autorki robią ogromne wrażenie, bo to autentyczne historie, które wciąż są pisane przez życie i wielką politykę.

 

BEATA IGIELSKA

Książka "Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej" Barbary Demick (w przekładzie Agnieszki Nowakowskiej) ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne

Beata Igielska

Beata Igielska

50 lat Lubuskie
126 artykułów 6 komentarzy
KSIĄŻKI - mój jedyny NAŁÓG!

przysłano: 8 stycznia 2018


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło