Kolory El-muzyki. „Many different colors of love” Wojciecha Wszelakiego

Ta płyta ,jak mówi sam autor jest celowym kolażem dźwięków, który ma przekazać emocje ale także pokazać,że "El muzyka" nie musi stać w miejscu w swoich ścisłych ramach stylowych.

Pierwsze dźwięki nowej muzycznej podróży Wojciecha Wszelakiego przywodzą na myśl łagodniejszy melodyjny industrial pełen ciekawych „przeszkadzajek”, trochę jak na ostatnich płytach Frontline Assembly, choć znajdziemy tu mozaikę bardzo różnych dźwięków ze świata elektroniki.


I give up - night detresse, jak pisze sam autor, to po części robota znajomego muzyka z Francji.


Po pierwszym bogatym rozbudowanym smaczku dobrze dobranym jako intro kolejne dwa kawałki: Let us save what we can i Many people, different colors są jakby powrotem do tego, co z muzyką Wojtka kojarzy się najbardziej, czyli połączenia klasycznego brzmienia El z innymi elementami, jak wokalizy.


Wspomniany Many People w pewnej części zainspirowany jest wyraźnie graniem Mobiego i podobnych odniesień do różnych projektów, które w jakimś sensie zmieniały muzykę jest tu więcej.

 

Zmianę nastroju daje czwarty kawałek czyli nostalgiczny Each new day for love, gdzie usłyszymy saksofon i przewijające się po całej płycie brzmienie gitary elektrycznej.

 

Gitarowe kojące na swój sposób brzmienie to także ważny element I give up, który szybko zapada w pamięć głównie poprzez porywający wątek melodyczny i późniejszą zmianę melodyki, gdzie usłyszymy organy pięknie skomponowane z resztą brzmień.


Prawdopodobnie jest to kawałek,który może liczyć na największą sympatie słuchaczy, choć da się odnieść wrażenie, że dalej jest co najmniej równie ciekawie, tak jakby muzyczna podróż Wszelakiego rozkręcała się w trakcie trwania z coraz bardziej nieprzewidywalnym finałem podług początku płyty.


Oznaką tej nieprzewidywalności jest kolejny kawałek, w którym da się wyczuć inspiracje muzyka dawną, barokową czy gotycką, choć mamy tu brzmienie elektroniczne bez instrumentów z danej epoki.W wersji elektronicznych klawiszy takie motywy z reguły brzmią bardzo przyjemnie a z cała pewnością przynajmniej tyle da się powiedzieć o wspomnianym Innocent lovers.


Po melodyce podnoszącej na duchu mamy odmianę czyli spokojny dość krótki Porcelain dool.


Kolejny utwór, Warm me with your fire, można zaliczyć do najlepiej opracowanych na płycie, a być może dla niektórych okaże się największym smaczkiem.


Dość spokojny, ale ciekawy w formie nie przypomina w niczym starszych utworów Wszelakiego, bo niemal nie usłyszymy tu nic z klasycznego brzmienia syntezatorów czyli tzw. El (elektroniki w klasycznym znaczeniu).


Ciekawie rozwija się ze spokojnego w bardziej żywiołowy przypominając odrobinę wspomniany wcześniej I give up.


Dobrym kontrastem i oderwaniem od wszystkiego jest ostatni kawałek czyli bonusowy She's so stupid, który może się skojarzyć z brzmieniem z którym kojarzymy Depeche Mode. W rozmowie Wszelaki zdradza, że istotnie jest to jego mały hołd dla nich.


To również bardzo udana kompozycja, ale i najwyższa pora by jeszcze raz podsumować ostatnie dzieło Wojtka Wszelakiego bardziej skrótowo.

 

Jego płyta jest zróżnicowana i przynajmniej poza poza utworami 1 i 2, stanowiącymi swoisty powrót do klasycznej elektroniki, zupełnie świeża brzmieniowo dlatego każdy sympatyk muzyki elektronicznej  powinien bez trudu odnaleźć tu coś dla siebie. 


Wszędobylska fajnie brzmiąca przesterowana gitara to element harmonijnie spinający całą płytę.


Gitara, którą usłyszymy min. w Let us save what we can to improwizacja Jacka Rozwadowskiego - muzyka polskiego pochodzenia z Irlandii.

 

Na albumie znalazło się kilka ciekawych odniesień, które autor nazywa własnym małym hołdem dla klasyki polskiej muzyki elektronicznej, tak jak w Porcelain doll gdzie znalazł się krótki wysamplowany fragment z płyty OMNI - OMNI.

 

Ta różnorodność może powodować rozbieżne oceny, jednak tu zdecydowanie jest oznaką pewnej dojrzałości artystycznej i odwagi łączenia nowego ze starym.

 

O eksperymentowaniu i ciekawym wzbogaceniu muzyki na tej płycie sam Wszelaki mówi tak:
„Zrywam tą płytą z typową elektroniką, która «trapi» polską el-scenę i tzw el-granie, to celowy kolaż dźwięków, który ma przekazać bardziej emocje niż łatwo wpadającą w ucho melodykę”.

 

I chyba to zdanie powinno mówić wiele o zamyśle autora.

 

Wydawnictwo jest dostępne pod linkiem :

 

http://themotyw.bandcamp.com/album/many-different-colors-of-love

 

Wojciech Wszelaki Many different colors of love

Wydawnictwo niezależne 01.01.1014


1.I give up - night detresse 02:59
2.Let us save what we can... 06:18
3.Each new day for love 06:59
4.I give up 06:24
5.Many people...different colors 05:36
6.Innocent lovers - In three pa 05:11
7.Porcelain doll 02:55
8.Warm me with your fire 07:00
9.My first love - 80's 05:14
10.She's so stupid 05:31

 

Zdjęcia


J.K.Gotard

J.K.Gotard

38 lat Łódź
7 artykułów 13 prac 22 nagrania 1189 komentarzy 11 postów
Wielbiciel podróży i epoki gotyku, przyjaciel zwierząt i współtwórca muzycznego projektu GOTARD.
Ministerstwo Muzyki

Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
autor muzyki
autor muzyki 17 kwietnia 2014, 19:04
:) Dzięki za rzeczową recenzję!
Grzegorz Cezary Skwarliński
Grzegorz Cezary Skwarliński 17 kwietnia 2014, 20:31
Nigdy nie lubiłem terminu 'el-muzyka', choć wiem jakie przesłanki stały za jego stworzeniem. Niestety termin ten jest zrozumiały tylko w Polsce (i tylko przez fanów).

Opisywanej płyty posłuchałem z ciekawości. Nie jestem rozczarowany, ale też nie przykula mej uwagi na dłużej. Cieszy fakt, że kompozytor śmielej eksperymentuje. Interesujące kolaże daja pewne wyobrażenie co moze czekać słuchaczy w przyszłości.
samon
samon 19 kwietnia 2014, 16:44
Wojciech Wszelaki to płodny autor muzyki, tylko czekać na nowy album.
rss
przysłano: 5 kwietnia 2014


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło