Nisza Krytycznoliteracka: Czereśnie prosto z drzewa – Karola Ketzera


„Warto podążyć tym tropem. Warto połknąć przynętę jak sądzi. (...) poszukiwanie za pomocą połykania kolejnych przynęt leży głęboko w naturze mojej i Karola Ketzera" – połknijmy czereśnię!

Proszę Państwa, Drodzy Wywrotowcy,

 

Po dłuższej przerwie i zmianach personalnych na łamy naszego portalu powraca Nisza Krytycznoliteracka, którą od tej pory poprowadzi Magdalena Ponikiewska, znana na Wywrocie jako Paulina Wielbicka, opiekunka sekcji poetyckiej. Mamy nadzieję, że podczas urlopu Niszy nazbieraliście sił i wspólnymi siłami przyjrzymy się wybranej przez nas książce z każdej możliwej strony, a w ożywionej dyskusji dojdziemy do interesujących wniosków. Jak powiedział Oscar Wilde: „Krytykiem jest ten, kto swe własne wrażenie piękna umie w odmiennej wyrazić formie, nowy im nadać kształt". Zatem do dzieła! Twórzcie nowe kształty!

 

Pozdrawia Redakcja i głos oddaje Paulinie/Magdzie.

 

 

 

W bieżącym wątku Niszy Krytycznoliterackiej tak dla odmiany zajmiemy się prozą, a mianowicie debiutancką książką Karola Ketzera Czereśnie prosto z drzewa, wydaną przez Wydawnictwo Novae Res. Podczas trwania kwietniowej odsłony projektu poproszę Was o przeczytanie kilku opowiadań napisanych przez Karola, które kolejno będę zamieszczać w tym artykule. Będziemy analizować, dyskutować. Każdy, kto tylko ma ochotę podzielić się swoim zdaniem, jest mile widziany. Nie ma opinii mniej ważnych. Jednak pamiętajcie, aby najpierw przemyśleć to, co chcecie napisać, przemyślcie opowiadania Karola. Co Wam się w nich podoba? Czytaliście już coś podobnego? Gdzie na mapie literatury można umieścić jego twórczość? Jaki pytania rodzą się w Was podczas czytania? A jakie odpowiedzi otrzymujecie? Po dyskuscji pod tym artykułem zabierzemy się za pisanie recenzji – będziecie mieli gotowe już wnioski, wystarczy tylko sformułować je w zwarty tekst, nadać nowy kształt wrażeniom. 

 

Macie ochotę napisać recenzję całego zbioru opowiadań? Świetnie! Piszcie w tej sprawie do mnie, wysyłając poprzez profil wiadomość prywatną.

 

Jeszcze na długo przed premierą książki przedstawiam opowiadanie Meteorytologia wybrane specjalnie dla Was, aby dać Wam przedsmak tego, co znajdziecie w debiutanckim zbiorze opowiadań laureata licznych konkursów poetyckich, swojego czasu bywalca Wywroty, opiekuna sekcji poetyckiej, artysty wrażliwego także na rzeczywistości alternatywne – Karola Ketzera. 

 

Aby zaostrzyć Wasz apetyt dodam tylko, że Czereśnie prosto z drzewa to zbiór 10 opowiadań (choć gatunkowo niejednoznacznych) o bardzo zróżnicowanej formie objętych klamrą poetycką  – dwa wiersze są wstępem i zakończeniem debiutanckiej książki – są także poetycką charakterystyką autora. I tak na początku  w poetyckim prologu pulse pulse pulse pojawia się zdanie: 

 

Niestety już od dzieciństwa czułem, że Ikar,

nie wierzy w wodę do jakiej spada.

 

Natomiast w epilogu Złośliwość rzeczy martwych czytamy: 

 

Odkąd cię wymyśliłem, nie przestajesz mnie zaskakiwać.

Teraz już takich nie produkują, żaden Chińczyk,

nawet za dodatkową porcję ryżu, nie stanie na wysokości zadania.

Żadna Matka Boska nie uczyni cudu wirującego słońca mimo

podwojnej liczby modlitw.

 

Autor wymyślił całą galerię ciekawych postaci – w tym Martę Maat, Dorotę Drim, Karolinę Kier, Piotra Piekielnego, Pawła Hertza a także samego ...Karola Ketzera, który przeczuwa, że we wszytkich opowieściach jest coś, czego nie ma, i ta nieobecność niepokoi go". 

 

Strony o debiutanckiej książce:

http://www.wywrota.pl/literatura/22737-karol-ketzer-czeresnie-prosto-z-drzewa.html

http://www.granice.pl/ksiazka,czeresnie-prosto-z-drzewa,279651

 

Fanpage: Czereśnie prosto z drzewa

 

 

Zapraszam do lektury i dyskusji poniżej piąte opowiadanie z tomu Czereśnie prosto z drzewa:

 

 

METEORYTOLOGIA

 

Rok nabrzmiewa z każdym dniem i już dosłownie kilkadziesiąt godzin dzieli go od eksplozji.

Bezśnieżna zima szczerzy zęby na przygarbionych pod ciężarem popołudniowego mroku

przechodniów. Mży deszcz ze śniegiem (czy deszcz ze śniegiem może mżyć, czy mżyć może

tylko mżawka, czyli deszczyk? A jeżeli deszcz ze śniegiem nie może mżyć, to jak nazwać

deszcz ze śniegiem padający z intensywnością mżawki?). Deszcz ze śniegiem przechodzi w

deszcz, przechodzący w śnieg, który natychmiast topnieje. Miasto walczy z sennością.

Wdycha ociężałe opary spalin na granicy omdlenia. Stawia niepewne kroki na nogach jak z

waty. Resztką sił otwiera przekrwione zmęczeniem ślepia.

 

Marta Maat wchodzi do ultranowoczesnej windy i przyciska „P”. Na piątym piętrze do windy

wsiada Filip, wita się, pozdrawia, uśmiecha dwuznacznie. Staje za nią, żeby nacieszyć oczy

widokiem całkiem zgrabnego tyłka. Wychodzą z biurowca razem, ale każdy idzie w inną

stronę. Po wyjściu z tego biurowca nikt nie idzie w stronę tę samą, co ktoś inny.

Ten dzień nieźle dał jej w kość. Resztką sił wraca do domu ze świetnie prosperującej agencji

reklamowej, rozważając przeróżne wersje nowego spotu dla rewolucyjnych tamponów Bolec.

Zatrzymuje się na chwilę przed wystawą jubilera. Ogrzewa świadomość blaskiem złota i

szlachetnych kamieni, a potem chłodna poświata brylantów przenika jej spojrzenie

spokojnym, uporządkowanym zimnem, całkowicie innym niż chaotyczne i drażniące zimno

na zewnątrz. Nurkuje w tym zimnie, powolnie i bez pamięci wypełnia nim całą siebie. Coraz

słabiej słyszy ryk samochodów, coraz mniej uwagi zwraca na fantasmagorie sztucznych

świateł, które tańczą na źrenicach ludzi, hipnotyzując ich oraz ubezwłasnowolniając.

– O, ciągle na siebie wpadamy, czeeeść – ze stanu przyjemnej niedotykalności wyrywa ją

zbyt znajomy głos. Znajomy głos przypomina, że powinna nie móc się już doczekać,

planować, analizować przeróżne warianty. Znajomy głos jest wyraźnie rozbudzony. Zaraz

potem głos musi gdzieś lecieć, zrobić coś, kupić, zadzwonić, odwiedzić, zapłacić, obejrzeć,

przeczytać. Odchodzi szybko, mieszając się ze zgiełkiem kopulujących ze sobą ordynarnie

hałasów ulicy.

 

Marta zauważa mężczyznę lat około czterdziestu, stojącego bez ruchu przy

przejściu dla pieszych, mimo że światło zielone, jak uczono nas od dziecka, oznajmia

majestatycznie, że można przejść. Podchodzi bliżej. Łapie mężczyznę za ramię.

– Nie rób tego – szepcze. – Nie rób tego, nie myśl, że nikt nie wie. Nie myśl, że tam nic nie

ma, bo jest. Jest i czeka. Czeka i zaciera ręce. Nie chcesz w nie wpaść. Nie chcesz poczuć

tego dotyku.

– Co to? Kim, kurwa, jesteś? – nieznajomy wybałusza na nią oczy, nie może złapać tchu, jest

blady i drżący. Pachnie strachem. Zapala się czerwone.

– Nie rób tego – powtarza spokojnie i odchodzi. Nieznajomy odprowadza ją wzrokiem,

potem patrzy znów na ulicę. Światło znowu zmienia się na zielone (tak szybka zmiana

świateł pozornie umiejscawia tę historię w gronie opowieści fantastycznych, ale nic bardziej

mylnego), a on przechodzi na drugą stronę. Marta Maat nie wie. Nie wie, skąd wie. Nie wie,

jak to wyczuwa i dlaczego zawsze jest w dobrym miejscu. Nie wie, dlaczego słuchają jej

głosu. Nauczyła się nie myśleć o tym już lata temu, tak samo jak nie myśli o tym teraz. Teraz

wraca do domu i to jest najważniejsze. Domu, którego pustka z biegiem czasu zaczyna ją

przygnębiać, o co nie podejrzewałaby siebie jeszcze kilka lat temu. Jeszcze kilka lat temu,

żaden mężczyzna nie zostawiłby jej tylko dlatego, że jest bezpłodna, zwłaszcza biorąc pod

uwagę idealną figurę, kruczoczarne włosy i zielone oczy. Czasami kilka lat to dosłownie

epoka.

– Rzeczywiście, rzeczywiście, trzeba się jakoś przygotować, przecież to już jutro – mówi do

siebie na głos, zmywając przed lustrem makijaż.

 

Sylwester to nie jest jej ulubiony dzień w roku. Imprezy z tej okazji to nie są jej ulubione

imprezy, ale tym razem jest całkiem przyjemnie. Przyjaciele, przyjaciółki, cuba libre, cygara,

impreza w stylu Hawana Party, na ścianach portrety Che Guevary i plakaty Hände weg von

Kuba. W telewizorze, na który nikt nie patrzy, zapętlone przemówienie Fidela Castro.

Znajome głosy. Znajome twarze. Jest nawet Filip, który jak zwykle nie odrywa wzroku od jej

tyłka. Każdy koniec roku jest też trochę jak koniec jakiegoś świata, prawda? Marta czuła to

dziwne, jednak nienaprzykrzające się uczucie gdzieś głęboko pod skórą. Wyszła do pokoju

obok, żeby odpocząć przez chwilę od harmidru. Filip zrobił to samo. Nie pierwszy raz

próbował zostać z nią sam na sam. Marta raczej nie sądziła, że to dobry pomysł; uważała go

za nieco nawiedzonego. Pewnego dnia spotkali się na drinka i było całkiem przyjemnie,

dopóki Filip nagle nie zamilkł. Wpatrywał się przez piętnaście minut w stolik, całkowicie

ignorując typowe „Hej, co ci jest”, „O co chodzi”, „Dobrze się czujesz?”. Nagle spojrzał

Marcie prosto w oczy szalonym wzrokiem.

– A co, jeśli Bóg to nie osoba, ale pewien proces? – spytał.

Chwilę potem stwierdził, że chyba już musi iść do domu. Przyjęła to ze sporą ulgą. Teraz na

szczęście milczał. Po prostu patrzyli razem przez okno. Nad oknem wisiał obrazek

przedstawiający Anioła Stróża pilnującego dwójkę dzieci, bawiących się na skraju urwiska.

Wtedy spytała go, chociaż wiedziała, że będzie tego żałować. Spytała o to uczucie.

– Ty też czasami czujesz taki dziwny dreszcz, kiedy rok się kończy, jakby na sekundę czas

się zawieszał?

– Tak – odpowiedział. – A co, jeżeli każdy anioł stróż nosi ze sobą nóż? – spytał po chwili,

ale ona całkowicie to zignorowała.

Potem zaprosiła go do siebie. Nie chciała obudzić się w Nowy Rok sama.

 

 

*****

Kiedy Jezus wystąpił w telewizji po raz pierwszy, czyli w drugą niedzielę stycznia, widzowie

odnieśli się do jego wystąpienia ze sporym dystansem. Oczywiście próbował przedtem

czynić znaki na niebie i ziemi, jednak po tym, jak zostały całkowicie zignorowane, musiał

spojrzeć prawdzie w oczy. Kilka kolejnych wejść na antenę utwierdziło społeczeństwa świata

w przekonaniu, że sprawa jest poważna. Miny ludzkości zrzedły. Koniec świata miał nadejść

dokładnie za rok.

Meteoryt o średnicy dwudziestu pięciu kilometrów pojawił się w teleskopach praktycznie

znikąd i pędził wprost w stronę Ziemi po trajektorii niedającej najmniejszych nadziei na

uniknięcie katastrofy. Wszystkie konstruowane naprędce teorie (że to nie Jezus, tylko

podszywający się pod niego obcy, że to zbiorowa halucynacja, że to masońska próba

zastraszenia ludzkości) padały jedna po drugiej. Kościół na chwilę nabrał wody w usta, ale

specjalnie zebrany zespół bardzo szybko opracował „oficjalną wersję”, tak żeby wszelkie

wydarzenia wydawały się naturalną koleją rzeczy. Instytucja, która przetrwała tysiąclecia, po

raz kolejny udowodniła, że nie ma spraw niemożliwych. Generałowie z całego świata

rozkładali ręce w geście bezradności. Wszystkie plany obrony wydawały się bezsensowne,

zwłaszcza że tym razem Bruce Willis stanowczo odmówił współpracy przy ratowaniu

planety. Powszechny płacz oraz zgrzytanie zębów łączyły się z nieukrywaną radością oraz

sporą ulgą. Modlitwy mieszały się z bluźnierstwami. Podziękowania natrafiały na polemiki

pełne złorzeczeń. Cierpliwe oczekiwanie przeplatane było nerwowym odliczaniem.

Pogodzenie z wyrokiem losu kontrastowało z chęcią wzięcia go w swoje ręce.

Mimo tego misz-maszu, ogólnie rzecz biorąc, nawet ci przerażeni, nawet ci rozżaleni, nawet

ci zapłakani tak naprawdę przyjęli wiadomość o zagładzie ze sporą ulgą. To prawda, że

strasznie byłoby znać datę własnej śmierci i chyba żaden człowiek tak naprawdę nie chciałby

wiedzieć, kiedy to nastąpi. No, chyba że jest to także data śmierci wszystkich – wtedy jak

najbardziej. Wtedy tak.

 

Fala samobójstw przybrała rozmiary monstrum. Jak gdyby nie można było po prostu

poczekać, setki osób postanowiły urządzić swój prywatny koniec świata w wyznaczonym

przez siebie miejscu i czasie, odrzucając tym samym mainstreamowy sposób zagłady. Wielu

z nich tak naprawdę tylko czekało na pretekst, żeby rozstać się ze światem, ale trujące

sumienia wciąż podszeptywały im, że przecież jutro wszystko może się zmienić na lepsze. Że

warto próbować, że warto męczyć się dalej. Szkodliwa i jadowita nadzieja przedłużała ich

egzystencję, ale teraz, kiedy czarno na białym podano im dekret usuwający z języka to

zgubne słowo, mogli przejść do działania.

 

Pociągi przestały kursować normalnie (tak, pasażerowie PKP – może być jeszcze gorzej),

ponieważ ciągle ktoś rzucał się na tory. Wzdłuż wysokich budynków zamontowano specjalne

elewacje, chroniące przechodniów przed spadającymi kobietami i mężczyznami (powietrze

wciąż wypełniał ich krzyk). Apteki świeciły pustkami, regularnie ogołacane ze wszelkich

leków, których przedawkowanie dawało chociaż cień szansy na pożądany efekt. Podobnie

sklepy chemiczne. Wszelkie rybołówstwo zostało surowo zakazane ze względu na

wypełniające każdy akwen ciała topielców. Przedsiębiorca oferujący specjalne noże, których

kształt i ostrość gwarantowały komfortowe podcinanie żył, błyskawicznie zbił majątek (nie

można mieć pretensji do kogoś, kto po prostu chciał się trochę zabawić przed końcem

wszystkiego). Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to należy wyjaśnić, że drogie restauracje, hotele i

burdele działały normalnym tokiem. Gorzelnie pracowały na pełną parę. Wiele kobiet i

mężczyzn rzuciło się bez opamiętania w ramiona wolnej miłości, jednak ruch „Czystość aż

do końca” także zdobywał niebagatelne powodzenie, co było prawdziwą solą w oku dla

wszystkich, którzy, korzystając z okazji, chcieli sobie porządnie poruchać.

 

Pośrodku tego wszystkiego Marta. Biedna Marta. Teraz to już nie była jedna osoba na

miesiąc. Teraz to było kilka osób dziennie. Próbowała to jakoś w sobie powstrzymać,

zamknąć się w domu, przykuć kajdankami do kaloryfera. Wszystko na nic. Codziennie

wychodziła wcześnie rano i wracała w środku nocy albo dopiero nazajutrz. Wystarczyło, że

zamknęła oczy i pokręciła się przez chwilę wokół własnej osi, a potem ruszyła w

przypadkowo wybranym w ten sposób kierunku. Wieczna wybawicielka. Pocieszycielka.

Orędowniczka. Coś całkowicie niesprecyzowanego wciąż sprawiało, że ratowała zupełnie

nieznane sobie osoby wprost z kamiennych objęć śmierci, aby mogły umrzeć bez brzemienia

ciężkiego grzechu.

 

*****

Ostatnie miesiące mijają w błyskawicznym tempie. Rok ponownie chyli się ku upadkowi i

tym razem nie jest to tylko bezużyteczna metafora. Meteoryt ochrzczony przydomkiem

Lacrima Ignis, zachowując skalę kosmiczną, jest już dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Początkową dekadencję oraz hedonistyczną chęć wykorzystania ostatnich chwil jak

najsoczyściej, praktycznie stuprocentowo zastępuje paniczny strach.

– O Boże, tak się boję, Marta, tak się boję, co będzie, ty jesteś taka spokojna, jak to robisz, ja

nie mogę spać, zwariuję – wybuchła płaczem koleżanka Marty, kiedy spotkały się na wódkę

dzień przed sylwestrem. – Pomyśl o tych wszystkich niespełnionych marzeniach,

niewykorzystanych szansach, o dzieciach, które nigdy nie zasmakują prawdziwego życia. To

takie niesprawiedliwe, dlaczego to się dzieje, dlaczego? – kontynuowała przez łzy.

Marta właściwie nie słuchała. Obserwowała kobietę siedzącą w rogu. Nie wiedziała jeszcze

jak, ale był pewna, że będzie musiała ją śledzić, a potem przekonać, że nie warto. Noc była

pogodna, bardzo ciepła jak na wczesną zimę. Cały ostatni rok istnienia ludzkości należał do

wyjątkowo upalnych.

– Myślałaś już jak spędzisz ostatnie chwile? Ja nie chcę być sama, to wiem na pewno.

Może… może powinniśmy zostać razem, może jeszcze ktoś się przyłączy? Marta, hej!

Słuchasz mnie?

– Tak, tak, słucham. Nie wiem, nie myślałam o tym jeszcze, ale chyba masz rację.

Przepraszam cię, muszę wyjść. Poczekaj tutaj na mnie, za chwilę wrócę – powiedziała,

pośpiesznie wstając od stołu, kiedy kobieta siedząca w rogu wyraźnie zaczęła szykować się

do wyjścia.

Tamtej nocy księżyc przypominał krwawy odcisk palca, zakryty przez pełen niepokoju cień

Ziemi. Kto by pomyślał, że na kilkadziesiąt godzin przed zagładą będzie można podziwiać to

dość rzadkie zjawisko? Kobieta szła szybkim krokiem przed siebie. Po chwili skręciła w

ciemną aleję. Marta weszła do zaułka za nią, niepostrzeżenie i po cichu. Obserwowała, jak

kobieta patrzy w niebo, jakby wypatrywała jakiegoś znaku. Nie ujrzawszy niczego

interesującego, wyciągnęła z torebki srebrny rewolwer kalibru 44 i przystawiła go sobie do

skroni. Marta tylko podeszła. Powolnym ruchem wyjęła rewolwer z ręki kobiety, a potem

pogładziła ją po włosach.

– Idź już i nie myśl o tym więcej – powiedziała, patrząc jej w oczy. Schowała pistolet do

torby i wróciła do baru.

Dokładnie godzinę później, kiedy obydwie były już dość podpite, Jezus wystąpił w telewizji

po raz drugi. Zawieszony pod sufitem barowy telewizor natychmiast znalazł się w centrum

uwagi. Jezus rozkręcał się długo, zanim przeszedł do konkretów, wyraźnie speszony

świadomością ogromnej oglądalności. W końcu wykrztusił z siebie, co następuje:

– A więc odnalazłem w każdym z krajów dziesięciu sprawiedliwych i ludzkość będzie

ocalona. Żyjcie i powstrzymujcie się od grzechu! – brzmiało jego lakoniczne oświadczenie.

Dawna charyzma oraz skłonność do publicznych wystąpień najwidoczniej zostały zatarte

przez ponad 2000 lat zasiadania po prawicy. Nic przedtem nie wspominał o szukaniu

sprawiedliwych czy niesprawiedliwych, więc naturalną reakcją widowni był spory dystans

oraz niedowierzanie. Na ekranie telewizorów na całym świecie, niczym napisy końcowe filmu, wyświetlały się nazwiska zbawicieli ludzkości.

 

Zanim pojawiły się nazwiska na M, wszyscy na A, B i C już nie żyli. Marta Maat zauważyła

swoje pierwsza z całego baru.

– O Boże, Marta, zobacz, to ty! – krzyknęła jej koleżanka.

Kilka sekund potem musiała uciekać przed gradem szklanek, butelek i przekleństw, które

leciały w jej stronę z rąk i ust oszukanych ludzi. Ludzi, którym obiecano koniec świata i nie

dotrzymano obietnicy przez takich jak ona. Uciekała ponad godzinę, później udało jej się

ukryć na kilka dni. Marta Matt przeżyła ze wszystkich najdłużej. Dopadli ją dopiero dwa

tygodnie później i powiesili publicznie dla przykładu.

 

 

 

___________________________________________________________________

 

W Niszy Krytycznoliterackiej gościli już:

 

Aleksandra Zbierska

Grzegorz Kwiatkowski 

Agnieszka Mirahina

Filip Surowiak 

Konrad Góra

Rafał Kwiatkowski

Magdalena Gałkowska

Jakobe Mansztajn

Rafał Gawin

Jakub Sajkowski

Beata Patrycja Klary

Krzysztof Szeremeta

Karol Maliszewski

Kamil Kwidziński

Hanna Dikta

Urszula Kulbacka

 

Chcesz, aby twój tomik poetcyki czy zbiór opowiadań znalazł się w Niszy Krytycznoliterackiej? Zgłoś się do redakcji: redakcja@wywrota.pl w tytule wiadomości wpisując Nisza.

 

 

Patronat medialny:
Wywrota

Zdjęcia


Nisza Krytycznoliteracka

Nisza Krytycznoliteracka

7 lat Polska
116 artykułów 11 komentarzy 5 postów


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Znaleziono 38 komentarzy. Poniżej ostatnie 25.
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 5 kwietnia 2013, 23:35
Paulina [czy Magda] - Nie , nie , Ty też trochę żle mnie zrozumiałaś , ja na razie nie rezygnuję , ale zostawiam pole do podpisu dla innych , bo raz - że nie czytałem wszystkich opowiadań , a dwa - że , że nie wiem nic o żywych pierwowzorach wszystkich tych "typów" ukazanych w książce . (choć znałem swego czasu kilka Twoich imienniczek , a i Filip jakiś jeden by się znalazł , jakby głębiej poskrobać :D) Trzy wreszcie - nie próbuję tworzyć w zupełnym oderwaniu od mitów , archetypów , także stereotypów i innych kulturowych ikon i kalek (cholera , ten język znaczny - znowu pluje w twarz sobie , mnie , a nawet i rykoszetem Wam tutaj się :D) , bo wówczas stałbym się także dla siebie niepojęciem . Próbuję to tylko "pociągnąć" ten kram dalej , ekstrapolować w przyszłość ... biorąc "stare" jako pkt wyjścia . No- hipotezy wymyślam , najkrócej rzeczy ujmując . :)

***

Michał - Kiedy słyszę "Gnoza" - zaraz myślę : "malteizm" , a potem "Persja" i ... "Katar"/Katarzy ... [powiedzmy]

Maat , nie Tiamat - może i racja ... no różnisz się w interpretacjach ... nie jestem dobry z egipskiej mitologii , nie znam historii Maat , pamiętam z dzieciństwa , że sztuka egipska trochę mnie ... przerażała - te zwierzęce mordy bóstw itd. - wolałem zawsze mity asyryjsko-babilońskie , w sumie , to nie wiem , czemu , bo przecież sztuka Mezopotamii nie była wcale mniej upiorna , niż egipska . :)
MichałSg.
MichałSg. 5 kwietnia 2013, 23:56
Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy mieli okazję zapoznać się z całością. A to, że wolę opowiadania konsekwentnie poprowadzone od rozfragmentaryzowanych, to w dużej mierze kwestia gustu;). Niemniej przytoczone opowiadanie uważam za jedno ze słabszych, a moją opinię uzasadniłem chyba aż nazbyt obszernie. Za spójnie, poprowadzone bardziej jak nowelę uznaję np. ,,Do dnia". Chociaż największy dreszcz odczuwałem czytając pierwsze opowiadanie z tego zbioru, być może z przyczyn osobistych, bo trochę utożsamiłem się z głównym bohaterem tej opowieści. Ale jeśli utożsamiamy się z bohaterami literackimi to chyba oznacza, że rzecz jest dobrze napisana. Ogólne wrażenie jakie wywarł na mnie ten tom to: dobry, obiecujący, acz nierówny. I nie kuś mnie, żebym znowu rozwodził się nad poszczególnymi jego fragmentami, bo wypstrykam się z metafor i nie będzie recenzji haha.
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 6 kwietnia 2013, 00:03
... a tak zupełnie od czapy , dla rozładowania transcendencji wysokiej - jak Wam się poddobba określenie "kulisty klaeka" ? :D
MichałSg.
MichałSg. 6 kwietnia 2013, 00:31
Mnie wszystkie dawne cywilizacje przerażają, odkąd - jeszcze w dzieciństwie - zaserwowano mi rysunek kapłana Azteków z okrwawionym sercem ludzkim w ręku, w podręczniku do historii, a jakże. Zwróciłeś Tomku uwagę na ważną kwestię - po zapoznaniu się z tym zbiorkiem miałem straszny zamęt w głowie, związany z imionami. Być może niektóre z tych postaci są nazbyt pobieżnie scharakteryzowane, brakuje jakiegoś ,,klucza" do ich osobowości? Jestem ciekawy, czy innym czytelnikom zostały one(postacie, niekoniecznie ich imiona;)) na dłużej w głowie. Choćby te z zaprezentowanego opowiadania.

,,kulisty klaeka" jako określenie np. na siedzisko - jak najbardziej:D.
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 6 kwietnia 2013, 01:11
Napisz komentarz...
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 6 kwietnia 2013, 01:22
Azt
-ekowie ... (tak mi się przypomniało , że jako 16-roczne pacholę pisałem słowo "AZTECA" po murach i ścianach) - nie wiem , czy nie był to bodaj czy nie jedyny lud w historii prowadzący wojny z sąsiadami nie dla zagarnięcia ziem i/lub łupów , ale dla chwytania jeńców , z którymi potem wiadomo , co robili ... Trochę bardziej na płd. byli jeszcze Indianie Mochika , zwani też Moche - oni takoż lubowali się w składaniu masowych ofiar bogom , ale okrucieństwem prześcignęli nawet i Azt-eków . Nie - nie prześcignęli , bo wtedy , tzn.za czasów Moche jeszcze nie słyszano o Azt
-ekach w Meksyku .

Ale nie nadymajmy się za bardzo swoją "europejs
-kością" , bo i "nasi'' Wikingowie nie lepsi - drakkary-snekkary wodowano też po jeńcach ...
Paulina Wielbicka
Paulina Wielbicka 6 kwietnia 2013, 07:19
Dobrze nie męczę Cię Michał już, żeby jednak recenzja powstała. Dla mnie super są te momenty, kiedy Karol Ketzer przechodzi od realizmu do wątków z innego świata. I taki sposób pisania kojarzy mi się z Balladynami i romansami Karpowicza. Czy macie podobne odczucia czy też skojarzycie opowiadanie/opowiadania z innymi autorami, a może są tak autonomiczne, że nie da się ich z niczym skojarzyć?

Polecam też fragmenty na stronie facebookowej Karola Ketzera, który pisząc, dzieli się fragmentami utworów z odbiorcami, to może dać lepszy obraz całości, pozdrawiam dyskutantów :)
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 7 kwietnia 2013, 12:47
Ale to wrzuć link do strony , skoro polecasz ... bo jakże inaczej mam znależć człowieka na fejsbugu ??? - tam są przecież miliony ludzi ...
Clifford Geertz 9 kwietnia 2013, 21:15
Gdy przychodzi wyrazić opinię o czyimś pisaniu, staram się, by ta opinia nie była sumą pochopnych pochlebstw albo - co gorsza - pospiesznym krytykanctwem. Skrzydeł nie wolno podcinać, podpalać, urywać czy amputować - nawet jeśli mają być to skrzydła Ikara. Przejdźmy zatem do rzeczy, a Autora proszę o wyrozumiałość.
W debiutanckim opowiadaniu Karola Ketzera jest kilka ściśle egzystencjalnych zdań (będących często stylizacją form aforystycznych), które idealnie spełniają to, co Milan Kundera nazywa (za Martinem Heideggerem) "Byciem-w-świecie" ("In-der-Welt-sein"). Mam tutaj na myśli zdanie: "Każdy koniec roku jest też trochę jak koniec jakiegoś świata, prawda?" albo "Przedsiębiorca oferujący specjalne noże, których kształt i ostrość gwarantowały komfortowe podcinanie żył, błyskawicznie zbił majątek (niemożna mieć pretensji do kogoś, kto po prostu chciał się trochę zabawić przed końcem wszystkiego)".
Postacie Karola, choć nie znamy ich dokładnego rysu psychologicznego (psychologia nie jest tutaj dominantą), pasują do tego groteskowego świata, gdzie wpisani są trochę "in medias res". Marta jest niczym skorupa ślimaka, zwinięta w sobie i nierozumiejąca skomplikowanej retoryki Filipa. Świat osuwa się jej spod nóg. Kim właściwie jest Marta?
W tej prozie nie sposób oddzielić podmiotu i przedmiotu poznania, dlatego też prosta dychotomia "fabularne/niefabularne" nie jest jeszcze istotna. Ketzer dąży do celności egzystencjalnych spostrzeżeń, stara się sprawdzić granice możliwości (a jednocześnie niezborności) ludzkiej egzystencji, wprowadzając celowe dysonanse między tym, co prawdziwe i antropologiczne, a tym, co niesamowite i wymykające się opisowi kognitywnemu. Coś niezbadanego przebija się do realności z marginesu niedopowiedzenia - wszystko idzie dobrym torem, dyskurs prozy i poezji poddał Autor wyważonej syntezie. Znać talent i nie sposób nie powiedzieć, że to debiut szczególny. Metaliteracka aluzja jest tutaj w pewnym sensie szczytem "piramidy Freytaga", na której dowiadujemy się, że oto "Światło znowu zmienia się na zielone (tak szybka zmiana świateł pozornie umiejscawia tę historię w gronie opowieści fantastycznych, ale nic bardziej mylnego"). Mogę się domyślać: podkreślenie zawiadamia, że nie mamy do czynienia z literaturą fantastyczną, ale z jedną z odmian "realizmu magicznego". Czy rzeczywiście? Pytanie pozostawiam do dyskusji. Pozdrawiam ;]
Karol Ketzer
Karol Ketzer 12 kwietnia 2013, 01:43
1. Maat to nie skrót od Tiamat.
2. Michał - "Dwa tygodnie PO OSTATECZNEJ ZAGŁADZIE? " - zagłada zostaje odwołana m.in przez Martę, ona ukrywa się potem przez oprawcami, dopadają ją dopiero później, przecież dlatego ją dopadają, że nie mogą wybaczyć "sprawiedliwym", że ocalili świat, nie rozumiem czego nie rozumiesz chronologicznie ;]

Co do Filipa i urwanych wątków. Ciągnąc taką postać do końca nie sposób nie nadać jej znaczenia, które jej się nie należy. To jest facet z windy, z którym poszła do łóżka przez samotność od tak. Nie myśli o nim, on nie jest uczestnikiem kluczowych wydarzeń, nie ma nic do rzeczy. A po co się wprowadza takiego bohatera? Po to żeby pokazać jak główny bohater/ka traktuje swoje otoczenie itp. No długo można by się rozwodzić. Oczywiście wszystko ma swoje + i -

Zbiór opowiadań moim zdaniem nie powinien być zbyt "równy" o ile nie są to teksty typowo "gatunkowe" np 10 opowiadań kryminalnych, wszystkie powinny być "kryminalnie jak najlepsze" natomiast w tym przypadku różne koncepcje i różne style trafią w różne gusta, a może nie tyle trafią w gusta, co otworzą różne oczy.

Moim zdaniem czasami dobrze jest robić operacje w stylu "na odwrót" np nie cierpię skórzanych spodni więc dam bohaterce skórzane spodnie, na punkcie których będzie miała bzika. Pisać trzeba lubić nawet o rzeczach, których się nie lubi bo inaczej monotematyczność jest kwestią czasu.

Tak jak napisałem w opisie książki, jest tutaj dużo pytań, niektóre z tych pytań zadałem sam sobie i są to także pytania o styl, o koncepcję tekstu, o potencjał tej czy innej formy. Dlatego teksty są różne, różnej długości i różnie napisane. Z resztą, jak ktoś przeczyta to zobaczy, a mam nadzieję, że przeczyta ;]

Tak czy inaczej, osobiście sam traktuję ten tekst jako "jeden z tych, które lubię trochę mniej niż inne". Tekst jest bardzo koncepcyjny i na pewno traci na tym jego strona stricte literacka, jednak uznałem opowiadanie za wystarczająco cenne żeby znalazło się w zbiorze.

Dzięki za opinie i najciekawsze ( mam nadzieję ) przed nami.
Karol Ketzer
Karol Ketzer 12 kwietnia 2013, 02:28
Aha i jeszcze jedno, przewinęło się gdzieś info, że na mojej stronie na FB można poczytać fragmenty innych tekstów. Cóż, coś tam jest, ale ostatnio robiłem porządki i nie zostało tego wiele ponieważ były to na ogół fragmenty bez żadnej redakcji, większość z nich wygląda w książce znacznie inaczej niż "na początku". Bez względu na to zapraszam ciekawych do polubienia ponieważ niedługo zacznę publikować pierwsze fragmenty powieści ;] Pozdrawiam.

facebook.com/k.ketzer
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 12 kwietnia 2013, 09:37
"Realizm magiczny" jest mi raczej obcy - choć zdaję sobie oczywiście sprawę , że takie jednokierunkowe zaszufladkowanie czyjegoś tekstu nie jest do końca prawdziwe . Bo przecież wszelkie granicę nie są narysowaną cyrklem ołówkiem kredą kreską , a raczej płynnymi przejściami gradientów , światłocieni i tak dalej . A przecież - znana sprawa - co niedookreślone - co nie daje się dookreślić , wstawić do jednej , konkretnej , wymiernej szuflady ileś na ileś wraz sobie podobnymi zjawiskami - staje się nieopisywalnym . Nieprawda'ż ?
Karol Ketzer
Karol Ketzer 12 kwietnia 2013, 10:56
Był czas, kiedy pozostawałem pod dość głębokim wpływem realizmu magicznego. Powiem to raz i tylko tutaj, ale deszcz w opowiadaniu "Do dnia" to pewien ukłon w stronę noweli "Zła godzina", która swego czasu zawładnęła moją wyobraźnią. Tak czy inaczej, nie mnie oceniać czy to, co piszę, to jest realizm magiczny czy nie. Biorąc jako kryterium jego "oryginalne" wydanie, raczej nie, chyba nie, na pewno nie, jednak w genotypie tekstu znajdą się geny odziedziczone właśnie po nim. Tak przynajmniej sądzę, ale nie jest to jakiś proces zaplanowany w sensie "OK, to teraz piszę realizm magiczny". To po prostu mój styl pisania ;]
Paulina Wielbicka
Paulina Wielbicka 12 kwietnia 2013, 22:32
Realizm magiczny w moim odczuciu to może tylko jakiś korzeń - jeden z wielu, które wpłynęły jakoś na twórczą osobowość Karola Ketzera. Coś zapewne z tego "lubienia" realizmu magicznego zostało, ale ja osobiście mam wrażenie, że Karol wyszedł dalej poza takie rozumienie - wykorzystał konwnecje, które łączą płynnie świat rzeczywisty z nierealnym, wykorzystując absurd, ale także maleńkie tropy nierealności, który pozwalają na te przejścia wg mnie płynne. Maat rzeczywiście pochodzi z mitologii egipskiej, ale samo rozumienie Tomasza o jakichś starożytnych ofiarach, gdzie bóstwo degraduje bóstwo, jest trafne - tyle że Maat zostaje zdegradowana przez tłum ...Te krwawe walki zeszły między ludzi - ludzie powtarzają - odtwarzają walki z Olimpu, Niebios itd. , bo przecież bogowie stworzyli nas na swoje podobieństwo albo my ich na nasze ...
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 18 kwietnia 2013, 06:40
Karol , Paulina - Czyli bardziej jakaś "alchemia" wyjątkowych stanów , niż "zwyczajna" chemia . Bardziej osmoza , niż "firmowa" reakcja wymiany anionów czy kationów .
Ciekawe , co nam jeszcze przyniosą windy z głęboko położonych pokładów i wiatry znad Zatoki ...
I dokąd też zdążą jeszcze doprowadzić te wszystkie ciągi skojarzeń ... ;D
Paulina Wielbicka
Paulina Wielbicka 18 kwietnia 2013, 08:28
Tomek, co jeszcze wyjdzie z tych skojarzeń? Hmm skojarzenia są dobre, bo pomagają różne rzeczy, zjawiska opisać za pomocą czegoś, co już znamy. A co myślisz o tzw. bizzaro? Uważasz, że pisanie Karola Ketzera można wpisać w ten nurt?
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 18 kwietnia 2013, 19:52
Bizarro ? Zaraz przyszedł mi do głowy Francisco Pizarro , a potem Hernan Cortes i Morgan Sportes ... Poszperam , a potem coś jeszcze napiszę , ogóle chyba ta "podróż" prowadzi - poprze różne punkty tranzytowe - do dziwnie znajomych miejsc ... nie wiem tylko , wątpię , czy taka podróż w drugą stronę ma jeszcze dla mnie sens ...

Bo ja idę chyba w przeciwną .Uważam np. że Philip Dick to prawie-ze-chałturnik przy Stanisławie Lemie . I wcale nie dlatego ,że jeden Amerykanin , a drugi - Polak . Lem jest po prostu mądrzejszy , niż jego "brat" zza oceanu .
Wpadłem na stronę "Niedobre Literki" , ale jakoś na pierwszy rzut oka nic mnie tam nie "wciągnęło" . Zresztą ten nurt rozwijał się , gdy mnie już nie było na świecie .
w ogóle czuję jakiś przesyt surrealizmu /czy tam - post surrealizmu/ w sztuce . Jakby zachwiane proporcje ... Mówi się , że "nie ma już poetyk normatywnych" , a ten nurt właściwie wziął wszystko ...
Karol Ketzer
Karol Ketzer 19 kwietnia 2013, 12:20
A widzisz, i tutaj pies pogrzebany, bo bizarro chociaż bywa takie jak mówisz, czyli przesurrealizowane, to nie zawsze, a czasami połączenie gatunków zmieszane ze słowiańską duszą oraz porządnym warsztatem dają naprawdę dobre efekty. Jak za bizzaryjczyka z krwi i kości się nie uważam, ale sądzę, że można w moim pisaniu znaleźć elementy tego nurtu, co potwierdzają z resztą sami jego twórcy, ale to bardziej po prostu "efekt" , a nie "zamiar". W każdym bądź razie, tobie polecam "Gębie w niebie" Dawida Kaina, idealny przykład polskiego bizarro i mogę się założyć, że ci się spodoba. Co do Niedobrych Literek, to od dzisiaj można tam znaleźć inne moje opowiadanie ze zbioru "Czereśnie prosto z drzewa" więc może warto zajrzeć jeszcze raz;]
Paulina Wielbicka
Paulina Wielbicka 19 kwietnia 2013, 22:58
Tomek masz linka do tego opowiadania :) -
niedobreliterki.wordpress.com/2013/04/19/dlugo-ocz…

A co do bizzaro to pojawiają się liczne elementy, motywy do niego nawiązujące np. gadająca butelka whiskey w opowiadaniu Tylne drzwi.

Co do kojarzeń, jedne z moich ulubionych podczas pierwszego czytania to w niektórych opowiadaniach takie płynne przenoszenie się z rzeczywistości realnej w rzeczywiśtość fantasy, ale nie takiej stereotypowej, ale bardziej na kształt tego, który tak cenię u Neila Gaimana czy ten z polskich Balladyn i romansów Ignacego Karpowicza. I tak sobie myślę, że to debiut Karola Ketzera, ale już teraz podjęta gra - mimo zróżnicowanego poziomu opowiadań,sposobu kreowania i gatunków czy nurtów - balansowanie między "tym", a "tamtym"( czego nie ma, a jednak istnieje) - wróży jego sukces. Do tego myślę, że właśnie takie zróżnicowanie to kreatywność, której dziś literaturze trzeba.
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 20 kwietnia 2013, 09:18
Zajrzę , zajrzę , bo tytuł - ten o gębie /oraz dziecku gęby , czyli mordzie/ w niebie zaciekawił mnie . Tylko wiecie co - tylko dziwi mnie moje odosobnione - czy zdalne - miejsce w tej "grze" . Mnie już nudzi takie wypośrednienie . Niewiele więcej już mogę się dowiedzieć na odległość i naprawdę w końcu zwariuję od tego siedzenia za biurkiem , no chyba , że o to Wam chodzi . ;p

P.S. - można jeszcze zabukować miejsce na waszymnaszym zlocie , czy już wszystko pozajmowane i zarezerwowane ?
Karol Ketzer
Karol Ketzer 20 kwietnia 2013, 10:09
Właśnie o to chodzi w mojej książce, że można o niej powiedzieć wszystko, oprócz tego, że jest "wypośrodkowana" ;]
Paulina Wielbicka
Paulina Wielbicka 20 kwietnia 2013, 10:22
hmm myślę Karol, że Tomek nie miał na myśli twojej książki ;), ale czekam aż przeczytasz Tomaszu drugie opowiadanie i się wypowiesz
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 20 kwietnia 2013, 12:24
Zadałem konkretne pytanie i tez czekam na konkretną odpowiedz , a nie na kolejny obrót wokół osi . To tyle . ;p . No i czekamy dalej . Ciekawe , kto kogo przeczeka ? - bo jak dotąd to gra znaczonymi kartami .
Paulina Wielbicka
Paulina Wielbicka 21 kwietnia 2013, 23:19
Tomek ja czytam Twoje pytania i nie wiem, które masz na myśli w ostatnim poście? wiem to niewybaczalne ;P, ale gdybyś mógł je ponownie zadać krótko i treściwie?
+plus mechanik tomek zimakowski
+plus mechanik tomek zimakowski 22 kwietnia 2013, 09:37
Krótko a treściwie , powiadasz ? No właśnie , w tym sęk , z nie wszystko da się "upakować" w trzech słowach . Ale moje pytanie kluczowe w tym momencie brzmi ;
"co się stało z Figa" . I może nawet domyślam się odpowiedzi - i to takiej właśnie , którą strach usłyszeć . Bo wskazówek , odnośników , poszlak jest dość . A wiem , ktoś wie . można się domyśleć z zachowania - ale nie chcę pokazywać palcem .
To jest wszystko okropne , zorganizowany , tłumny terror psychiczny . Tyle .
rss więcej komentarzy »
Usunięto 4 komentarze
przysłano: 3 kwietnia 2013

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło