Wszyscy jesteśmy PRoduktami

W chłodny jesienny wieczór spotkałem ten dziwny duet w kawiarence nieopodal wrocławskiego rynku. Natalia i Tomek – dwoje wywrotowców - na pierwszy rzut oka ludzie z zupełnie innych światów, jednak wkrótce przekonałem się jak wiele ich łączy...

Tomasz Jakub Sysło.
Dyplomowany artysta grafik. Prezes fundacji Artistik. Maluje obrazy, ilustruje książki, jest freelancerem. Zrobił mural przy klubie Niskie Łąki i chciałby taki mural zrobić w Nowym Jorku albo pojechać ze swoimi obrazami do Pragi. W swoim „drugim życiu” jest DJ-em. Prywatnie – za niedługo zostanie ojcem. Jego żona, Doris Mituni, również jest artystką. Jako student wrocławskiej ASP walczył z barierami przestrzennymi (i w akademickiej mentalności), dzięki czemu uczelnia jest jedyną w Polsce szkołą artystyczną wychodzącą naprzeciw artystom z utrudnieniami ruchowymi.

Natalia Stankiewicz. Specjalistka public relations, adwokat wizerunku i lobbystka. Doradza klientom indywidualnym, głównie ze świata showbiznesu, współpracuje z agencjami PR i butikami kreatywnymi. Niepokorne dziecko branży PR – kochana, nienawidzona, a przede wszystkim... rozpoznawalna. Być może jej multidyscyplinarna przygoda z PR kiedyś zaowocuje doktoratem (choć jest typem zdecydowanie nie-akademickim), a jej poszukiwania, niepokoje i intensywna praca z ludźmi - studiami reżyserskimi. Złamała zasadę „nieważne jak o Tobie mówią, ważne żeby nie przekręcali nazwiska” - i pod niektórymi PRojektami podpisuje się 'Satankiewicz'.  

 

Tomek

Arek Janicki: Zacznijmy od tego jak się poznaliście. Jak długo ze sobą współpracujecie?

Tomek: Poznaliśmy się na Facebooku jakieś trzy miesiące temu. Szukałem wsparcia, potwierdzenia, że idę w dobrą stronę. Okazało się, że obrałem właściwy kierunek, ale parę rzeczy można poprawić. Od roku jestem dyplomowanym artystą i chciałbym dobrze sprzedać swoją sztukę. Nie chciałbym nikomu wciskać mojej twórczości na siłę. Chcę czuć, że znalazła ona swoich odbiorców. O dziwo, niektórzy nawet z tego żyją - przykład  pana Wilhelma S., czy innych polskich artystów.

Arek: Z artystami jest często taki problem, że nawet jeśli mają zdolności i robią wartościowe rzeczy, to rzadko kiedy potrafią z tym wyjść do świata. Często są niedostosowani do rzeczywistości.

Natalia: Sprzedanie się, czy opakowanie na nowo pewnych treści ('lifting wizerunku') wcale nie jest złą rzeczą. Jest to próba głębszego dotarcia, sprawnej komunikacji z grupami docelowymi, które należy dobrze zidentyfikować.

Arek: Tymi które mają najwięcej pieniędzy, tak?

Tomek: Nie chodzi wyłącznie o siłę nabywczą, raczej o świadomość. O to aby dotrzeć z przekazem do jak największej liczby osób. Ja poruszam się na wózku inwalidzkim. Nie chcę, aby moja sztuka była traktowana jako sztuka ludzi niepełnosprawnych, bo takie coś nie istnieje. Dla mnie najważniejsze jest to, że jest to sztuka. Nie maluję tego ani ustami, ani nogami, ani mruganiem oka. Jest to jakiś wysiłek. Obraz powstaje przez jakiś czas, jest zamkniętym dziełem. Teraz to dzieło fajnie byłoby gdzieś pokazać, zaprezentować, a na końcu sprzedać, bo po sprzedaniu jest szansa na powstanie kolejnych prac. To tak działa.

Ostatnio zrobiłem logo firmie robiącej meble z drzewa i wiedząc o tym, że jest kryzys powiedziałem, że potrzebuję drewniane donice na taras i poczułem się jakbym cofał się o kilka tysięcy lat wstecz. Oni przywieźli swój produkt a ja im dałem logo. Ot, taka zgrabna wymiana bezgotówkowa, barter. Uścisnęliśmy sobie ręce i było OK. Kiedyś artyści mieli łatwiej, bo mieli mecenasów. Taki Michał Anioł, czy inni panowie mieli wsparcie i takiego wsparcia na pewno szukam. Oczywiście można szukać samemu, ale to jest błądzenie. Studiowałem na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tworzy się tam artystów, dobrych rzemieślników, którzy niestety po wyjściu ze szkoły praktycznie nie wiedzą jak zaistnieć. Giną gdzieś w jakichś agencjach reklamowych, które wysysają z nich całe dobro.

Arek: Znam ten problem, żeby wyjść poza ten krąg trzeba mieć dużo siły i determinacji.

Tomek: Co trzeba zrobić, żeby się sprzedać? Czy muszę sobie zrobić duży biust jak Doda, albo zafarbować włosy na blond, jak jeden pan kompozytor, a może mam sobie obciąć ucho? Chociaż ten pan, co sobie obciął ucho to dopiero po śmierci zaczął się dobrze sprzedawać. A może trzeba być czarnym, żydem czy gejem... jeżdżącym na wózku - i zagrać w filmie w Bolywood?

Arek: Ja myślę, że przede wszystkim trzeba robić coś, co się będzie ludziom podobać.

Natalia: I też być w tym autentycznym. Ludzie lubią tą żywą energię, która gdzieś tam wypływa z wewnątrz. Ta otoczka ma być podkreśleniem wnętrza.

Tomek: Między innymi właśnie dlatego, razem z moją małżonką założyliśmy w czasie studiów fundację Artistik. Chcieliśmy sprawdzić się w działaniach marketingowych i art menagment, rozmawiać ze sponsorami, z artystami. To dało nam dużo doświadczenia, którego nie zyskalibyśmy gdybyśmy byli zostawieni sami sobie. Działamy też jako artyści poza fundacją, a fundacja także realizuje projekty nie związane bezpośrednio z nami, takie jak wrocławskie murale, Art Piknik, czy konkursy fotograficzne.

Arek: Powiedz mi jak to jest z Art Piknikiem, czy jeszcze się kiedyś odbędzie? Pamiętam, że byłem na nim dwa razy i za każdym razem to była świetna impreza.

Tomek: Miło mi to słyszeć, oby więcej takich opinii. To bardziej zmotywuje nas do pracy (uśmiech). Art Piknik będzie jak go reaktywujemy. Jest to marka którą wypracowaliśmy przez sześć lat. Naszym celem było przede wszystkim integrowanie środowiska artystycznego we Wrocławiu, które wiesz jak wygląda – Szkoła Teatralna osobno, Akademia Muzyczna osobno, a Akademia Sztuk Pięknych osobno. Były pokazy mody, koncerty wrocławskich zespołów. Podczas Art Pikniku można było posłuchać jazzu, zobaczyć pantomimę i kupić obrazy studentów malarstwa.

Ostatni Art Piknik odbył się  w Arsenale, a pięć pierwszych na dziedzińcu wewnętrznym Akademii Sztuk Pięknych i hotelu Radisson. Impreza była pozytywnie postrzegana i oczywiście jeszcze kiedyś na pewno do tego wrócimy.

Arek: Chciałbym jeszcze zapytać o fundację – czy kiedy działaliście mieliście sponsorów, czy może jakieś dotacje z urzędu?

Tomek: Organizacje pozarządowe zawsze mają trudno. Albo się dokłada do biznesu z nadzieją, że kiedyś to zaprocentuje, albo dostaje się sponsorów na jakieś konkretne działania celowe. Art Piknik miał swoich sponsorów, murale mają sponsorów. Nie jest tak, że można z tego żyć. Z Wywroty nie da się żyć, prawda?

Arek: No nie da się.

Tomek: Czasami są projekty które się robi po to żeby zebrać kontakty, poznać nowych ludzi.

Natalia: Czysto komunikacyjne, z mojego punktu widzenia.

Arek: Ja właściwie sam nie wiem dlaczego zacząłem robić Wywrotę, często się nad tym zastanawiam. Ale wróćmy do was. Czym ty się zajmujesz Natalio?

 

Natalia

Natalia: PRacuję nad szeroko pojętym wizerunkiem, prowadzę doradztwo komunikacyjne. Nie chcę ujawniać swoich klientów - nie każdy lubi ujawniać, że ktoś mu doradza. PR jest najskuteczniejszy wtedy kiedy na pierwszy rzut oka nie widać, że on istnieje. Piarowiec to „człowiek cienia”. Bywa na spotkaniach tu i tam. Nikt nie powinien wiedzieć o tym, że działania osób publicznych są wspierane przez doradcę. Zwykle dla bezpieczeństwa mówię, że zajmuję się projektami kulturalnymi i tyle.

Tomek: Jarosławowi Kaczyńskiemu doradzono, aby pił piwo i spotkał się z internautami. Ktoś na pewno mu to musiał powiedzieć. A wszyscy myślą, że sam to wymyślił. (śmiech)

Natalia: Tak, marketing polityczny rządzi się swoimi prawami, ale ja staram się trzymać od tego z daleka. Choć oczywiście lubię wspierać pewne wartościowe idee, np. niektóre społeczne czy ekologiczne idee Zielonych. Interesują mnie wywrotowe PRojekty, tworzące jakąś nową jakość oraz osoby, które są nietypowe i przebojowe. Uważam też, że najciekawszy PR robi się w sytuacjach powszechnie uznanych za beznadziejne.

Arek: A czemu właśnie tak?

Natalia: Bo wtedy praca nie jest nudna, sztampowa, jest adrenalina.

Arek: To znaczy, że nie lubisz się nudzić w pracy? Załóżmy, że przyjdzie do Ciebie klient który chce zareklamować czekoladki.

Natalia: Nie lubię tzw. „produktówki” (PR produktów), moimi produktami są ludzie. Człowieka też można sprzedać, wyeksponować jego najlepsze cechy, ukryć niedociągnięcia. Lubię też wspierać projekty non-profit i ludzi, którzy mają szansę dopiero wypłynąć, zaistnieć. To mi się podoba. Czasami zdarzają się też osoby o ustalonej pozycji, ale które mają jakiś kryzys wizerunkowy – wypadły z obiegu lub zrobił się jakiś dym i trzeba im poradzić jak działać w tym kryzysie, jak komunikować się z otoczeniem. W zasadzie każdy klient jest osobnym przypadkiem i przy każdej osobie powstają nowe pomysły, nowe rozwiązania i PRojekty komunikacyjne „szyte na miarę”. Pracowałam kiedyś w muzealnictwie i teraz, gdy pracuję z Tomkiem, zastanawiam się, co ci ludzie mogą mu zaoferować. Często działam poprzez sieć kontaktów nieformalnych.

Tomek: Niekonwencjonalne podejście procentuje. Na pewno Natalia też zyska dzięki naszej współPRacy. 

Natalia: Na otwarcie współpracy dostałam rysunek, taki mini-mural na moją ścianę – na moje własne zamówienie. Śmieję się, że mam swojego rysownika.

Tomek: Nie jestem tematem tabu. Inaczej się poruszam, ale nie mam mózgu na kółkach. Idę do pana do galerii, pokazuję swoje obrazy a on się pyta czy namalowałem to ustami. Gdy opowiedziałem o tym Natalii to jej radą było „Powiedz mu spierdalaj.” (śmiech) Nie pomyślałem o tym, że można tak potraktować galernika. Ta współPRaca to eksperyment dla nas dwojga.

Natalia: Gdybym w mojej branży działała standardowo, to byłabym zwykłą „panienką od promocji” jakich wiele. Takie moje podejście do PRacy było oczywiście od początku szeroko krytykowane, jednak w ubiegłym roku zostałam zakwalifikowana do pierwszej dziesiątki „zwierząt medialnych” (obok m.in. Jacka Kurskiego, Janusza Palikota) przez kolegów z branży, w plebiscycie InternetPR. Kiedyś usłyszałam, że jestem Dodą polskiego Public Relations.

Arek: Czyli wybrałaś swoją drogę i trzymasz się jej?

Natalia: Tak. Czasami żartuję, że jestem takim enfant terrible – jak niesforne dziecko. Łamię zasady poprawności (które często jest po prostu zbyt mdłym komunikowaniem), pewnego bon ton, ale uważam, że czasami warto się z tego wyłamać, stworzyć nową jakość. Z Tomkiem oboje dużo się od siebie uczymy. Cała nasza współpraca polega na eksperymencie, poszukiwaniu drogi twórczej, a nawet drogi życiowej.

Tomek: Być może zrobisz z tego kiedyś profesurę. Musimy się spotkać za dziesięć lat i wtedy jeszcze raz o tym porozmawiać.

Arek: OK. Dziękuję za spotkanie. 

 

 

 

Zdjęcia Tomka - Kajetan Hajkowicz, pion.pl

Zdjęcia Natalii - Michał Monart, michalmonart.pl

 

 

 

Zdjęcia


Arek Janicki

Arek Janicki premium

36 lat Amsterdam
149 artykułów 2 teksty 46 prac 8 nagrań 723 komentarze 264 posty 34 teksty piosenek
pomysłodawca i założyciel portalu
Komitet Centralny

Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
hiiaka
hiiaka 8 listopada 2009, 18:42
"Nikt nie powinien wiedzieć o tym, że działania osób publicznych są wspierane przez doradcę". Zabawne, bo wydaje mi się, że w tych czasach jest wręcz oczywistym fakt, iż niemal każda osoba publiczna ma swojego doradcę. Potwierdzają to często wywiady ze specjalistami od wizerunku, w których ci opowiadają nawet o szczegółach swojej pracy ze znanymi osobistościami. Zresztą, nie trzeba nawet czytać w/w wywiadów, bo przy wnikliwej obserwacji postępów w zmianie wizerunku, jakie robią (mniej i bardzie udolnie) osoby publiczne, łatwo można dojść do tego, kto korzysta z pomocy doradców.

Być może jest to myślenie specyficzne dla polskiego, jakże jeszcze młodego PR-u (w bardziej rozwiniętych krajach, o współpracy ze specjalistami od PR od dawna mówi się oficjalnie).

Ludzie lubią być skutecznie oczarowywani (iluzjoniści dostają za udany występ gromkie brawa), jednak nie sądzę by lubili być traktowani jak nie w pełni sprawni umysłowo i by sugerowano im, że jest inaczej, niż widzą, że jest. Zwyczajnie nie lubią być okłamywani.
hiiaka
hiiaka 8 listopada 2009, 20:49
Jeszcze jedno.. "Zwykle dla bezpieczeństwa mówię, że zajmuję się projektami kulturalnymi i tyle". Bardzo ciekawi mnie, jakie to niebezpieczeństwa czyhają na PR-owca. Muszą być naprawdę groźne, skoro wymagają aż wprowadzania ludzi w błąd...
Nat. Satankiewicz
Nat. Satankiewicz 28 stycznia 2010, 15:57
pieprzyć się odechciewa, jak to czytam...

reżyserzy też "okłamują" publiczność, media też cynicznie, nieetycznie "manipulują" faktami...

niebezpieczeństwa czekające na piarowca - wymuszenia, szantaże, pogróżki, groźby karalne oraz cała gama innych (im wyżej w polityce i biznesie, tym gorzej)

... albo jak w tym przypadku - zwykła głupia, niska zazdrość

droga Ewo Bieleńko, robisz mi 'czarny PR', zakładając moje złe intencje i posługiwanie się kłamstwem - nie lubię tego...

od listopada nie chciało mi się odnieść do tego komentarza...


ps. Twoje relacje nt. Twojego życia prywatnego są dość niespójne - okłamujesz siebie czy innych?
hiiaka
hiiaka 28 stycznia 2010, 23:43
"droga Ewo Bieleńko, robisz mi 'czarny PR', zakładając moje złe intencje i posługiwanie się kłamstwem - nie lubię tego..."

Hmm.. a to ciekawe. Nie zgadzam się z Pani poglądami ("Nikt nie powinien wiedzieć o tym, że działania osób publicznych są wspierane przez doradcę"), lub też ich nie rozumiem (jak w przypadku "niebezpieczeństw czyhających na PR-owca"), więc nie wiem skąd takie wnioski.

"... albo jak w tym przypadku - zwykła głupia, niska zazdrość"

Hmm.. I znów konsternacja. Nie wiem za bardzo, czego miałabym zazdrościć.

"ps. Twoje relacje nt. Twojego życia prywatnego są dość niespójne - okłamujesz siebie czy innych?"

Domyślam się, że takie chwyty często stosuje się w PR.
Z całym szacunkiem, ale na mnie nie działają.

Pozdrawiam i powodzenia na ścieżkach kariery
rss
Usunięto 1 komentarz
przysłano: 7 listopada 2009


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło