Wywrota

„Liczy się świadomość” – „Wiązka” Filipa Surowiaka

Surowiak robi to, co innym literatom przychodzi z niebywałym trudem – potrafi przesuwać granice kiczu, grać z banałem w taki sposób, aby wykorzystać go do swoich celów.

 

Literatura ma to do siebie, że raz na jakiś czas na jej horyzoncie pojawia się tsunami, które zalewa jej spokojne dotąd brzegi. Nieczęsto jednak spotyka się sytuację, w której o owej fali stanowi literacki debiut. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że pierwsze dziecko Filipa Surowiaka, czyli Wiązka na trwałe poczyniło spore spustoszenie w mojej świadomości literackiej.

 

Cóż to właściwie za dziwny twór zaserwował nam ten wrocławski prozaik? Otóż Wiązka jest zbiorem jedenastu opowiadań, których z pewnością nie możemy nazwać zwykłymi. Łatwo powiedzieć, ale co właściwie nadaje im miano wyjątkowości? To absolutnie podstawowe pytanie, które należy sobie zadać, rozważając specyfikę zbioru.

 

Surowiak robi to, co innym literatom przychodzi z niebywałym trudem – potrafi przesuwać granice kiczu, grać z banałem w taki sposób, aby wykorzystać go do swoich celów. Wydawałoby się, że ta strategia literacka znana jest w swojej dojrzałej formie już od połowy XX wieku, czyli od czasu ożywienia działalności absurdystów na czele z Genetem, Ionesco czy Beckettem. Wykorzystywali oni banał w połączeniu z groteską, odwracając tym samym pojęcia komizmu i tragizmu. Ich spuściznę kontynuowali także polscy twórcy, wśród których najczęściej wymienia się nazwiska Mrożka i Różewicza, zapominając częstokroć o innym, niezwykle ważnym spadkobiercy „absurdalnych” idei – Marku Koterskim. Dlaczego akurat jego nazwisko przywołuję w kontekście rozważań na temat prozy Surowiaka? Otóż obu panów łączy bardzo charakterystyczny sposób przedstawiania rzeczywistości, wynikający z rzadkiej umiejętności, jaką jest coś, co na potrzeby tego artykułu nazwę „widzeniem literackim” i co, przynajmniej częściowo, włącza autora Wiązki w krąg kontynuatorów tradycji mającej swoje korzenie już w filozofii Kierkegaarda1. Podobnie jak w dramatach Koterskiego, tak i tu analiza świata realnego odbywa się głównie na poziomie języka i czegoś w rodzaju intuicyjnej, acz przemyślanej diagnozy psychologicznej społeczeństwa i otoczenia. Surowiak nie przebiera w słowach, w myśl naturalistycznych koncepcji dotyczących sposobów obrazowania. Nie sili się też na pompatyczną poetyckość, przedstawiając świat takim, jakim jest. Obserwatorska przenikliwość autora jest fascynująca i godna uwagi, zaś sam bohater opowiadań – Edmund, wydaje się mieć coś z kultowego już Adasia Miauczyńskiego. Ta skrupulatność w połączeniu z lekkością stylu i groteskowym humorem daje efekt przerażającego realizmu, na który narażony jest odbiorca.

 

Świat opisywany przez Surowiaka nasycony jest ironią, ale nie w jej pierwotnym znaczeniu. Słownik motywów literackich2 definiuje ironię jako pewną „właściwość stylu, polegającą na sprzeczności miedzy tym, co dosłowne a tym, co niedopowiedziane”. W Wiązce sytuacja ma się zgoła inaczej. Tu ironii z pewnością nie zakwalifikowałbym wyłącznie do kategorii stylu. Sferę wyborów stylistycznych opowiadań konstytuują tu zdecydowanie inne elementy, na czele z zagadnieniami leksykalnymi sensu stricto. Poza tym dystans podmiotu wobec przedmiotu kolejnych „rozważań” (ciągle mam wrażenie, że ten wyraz pozostaje poza językiem Surowiaka) jest tu zdecydowanie większy, niż w przypadku klasycznie pojmowanej ironii. Wynika to z faktu, że autor w swojej relacji pomija element odpowiadający za „przetworzenie” faktu na język literatury, pozostawiając swoje spostrzeżenia niejako „samopas”. Stąd, czytając Wiązkę, ma się wrażenie autentyczności tak sytuacji, które przy baczniejszym oglądzie wcale nie muszą wyglądać na prawdziwe, jak samego sposobu konstruowania wypowiedzi literackiej.

 

Ostentacyjna szczerość opowiadań jest tu jednak rodzajem gry, na którą muszą zgodzić się zarówno autor jak i świadomy odbiorca. Polega ona na umiejętnym wyciągnięciu wniosków z pewnej wspólnoty pozornie tylko jednostkowych doświadczeń, przeplatanych dialogami na tematy, które teoretycznie nie powinny się tu pojawić. Bohaterowie mierzą się z absolutem, eschatologią, wszechogarniającym absurdem, nietzscheańskim pojęciem wiary czy potęgą władzy i nie ulegają tym problemom, często przełamując, albo przynajmniej wyostrzając najbardziej palące kwestie jak choćby „problem” homoseksualizmu.

 

Tom opowiadań Surowiaka niesie jednak ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Wysoce prawdopodobna jest sytuacja, w której kwestie estetyczne przyćmią swoim oddziaływaniem to, co stanowi meritum tekstu. Momentami trudno zorientować się bowiem, kiedy bohater nakłada maskę, a kiedy ją ściąga. Wynika to z ogromnej swobody twórczej, którą dał sobie autor. Poza koniecznością prowadzenia nieprzerwanej analizy nie ma nad nim żadnej wyższej instancji. Skutkuje to niczym innym, jak iście łotmanowską samowolą, uruchamiającą rozliczne konteksty, w których niezwykle łatwo jest się zagubić.

 

Na temat Wiązki powiedzieć można dużo, ponieważ książka uruchamia wiele możliwych płaszczyzn odbioru. Jest to zarówno jej ogromna siła jak i największa słabość. Znajdą się głosy krytykujące po części mimetyczny wobec czasów minionych styl Surowiaka, znajdą się ludzie odmawiający zbiorowi realistycznego rysu, znajdą się wreszcie tacy, którzy będą kwestionować samą literackość tomu – mają do tego prawo. Miejmy jednak własne zdanie i własne argumenty.

 

© Jacek Podgórski / Nisza Krytycznoliteracka

 

Filip Surowiak, Wiązka

Warszawska Firma Wydawnicza, 2011 

______________________________


1) Próba przyporządkowania autora do konkretnej tradycji literackiej nie jest tu kwestią sztywnej kategoryzacji, a jedynie sposobem ustalenia pewnego „nurtu źródłowego”, który uformował w tym przypadku sposób postrzegania literatury i literackości, wobec czego nie należy rozpatrywać go jako elementu obligatoryjnego. Sama próba definitywnego przypisania Surowiaka do tego akurat nurtu jest trudna, gdyż różnica czasowa wpływa na metody kształtowania wypowiedzi literackiej. Sam autor Wiązki także nie spełnia wszystkich założeń poetyki teatru absurdu, który jednak pomaga w zrozumieniu istoty jego twórczości.

 

2) Słownik terminów literackich, pod red. Janusza Sławińskiego, wyd. 5, Ossolineum, Wrocław, 2008.

Jacek

Jacek Podgórski Jacek

31 Warszawa/ Iława
18 artykułów 62 teksty 2276 komentarzy
Pierwszy redaktor działów Teatr i Kino. Były opiekun sekcji prozatorskiej i poetyckiej. Lubię klopsy. Naprawdę.
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Marcin Sierszyński
Marcin Sierszyński 16 maja 2011, 01:47
Jacek ma te same wydanie Słownika, co ja, a Justyna nie. :D
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 16 maja 2011, 09:04
Bo korzystam z tego, co akurat jest dostępne, a nowsze już ktoś powypożyczał :(
Jacek
Jacek 16 maja 2011, 10:40
Tak, tylko ten cytat jest parafrazą:) Ostatnio zakupiłem sobie taką bombę słownikową i jestem zły na PWN, bo są wstrętni i drodzy ;]
przysłano: 15 maja 2011 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca