Muzyka

Piotr Rachoń – Biały Wiodący Wiatr

 

O człowieku-muzyce, którego się w ogóle nie zna i pierwszy raz słyszy, grającego z płyty CD na jednym instrumencie przy akompaniamencie ciszy, trudno jest napisać coś jednomyślnego. Myśli bowiem, przy tak niecodziennej energii dźwiękowej, kłębią się ku niebu jak dym z komina. Pierwszą z nich, która od pierwszych sekund pozwoliła mi się skupić, była ta, że technicznie nagranie jest wyjątkowo smaczne: słychać przestrzeń, dźwięk przyciskanych pedałów i klawiszy oraz chwile czystej ciszy.

 

Zaraz za tym popłynęła wraz z łagodnymi nutami moja kolejna myśl, że to jest balsam dla duszy na gorsze chwile. Wstawki niezwykłych improwizacji, które spokojnie możemy nazwać kakofonią, niezauważalnie przechodzą w kolejne magiczne melodie. Te, istotnie, nie raz przypominają wschodnią charakterystykę grania, jak zostało to opisane na profilu Myspace Piotra Rachonia. Przede wszystkim genialny fragment pierwszego utworu od 5:15 do 6:05. Strasznie żałuję, że ten motyw nie został pociągnięty, lecz ucięty i nigdy już nie powtórzony. Takich fragmentów jest parę.

 

Jest to niestety pięta Achillesowa tej płyty. Improwizacje są oczywiście uwolnieniem od wszelkich ograniczeń, zakazów, reguł, standardów, ale są granice, które, gdy się je przekroczy, zamiast wzmagać poczucie wolności, przebudzają nas zbyt gwałtownie z cudownego snu. Jeśli taki był zamysł artysty, czyli granie na emocjach słuchacza, sterowanie nim jak żaglówką na kapryśnym jeziorze, udał się on niemal perfekcyjnie. Niezwykle miło jest posłuchać czegoś, co właściwie w świecie muzyki, dzisiejszych czasów, nie ma miejsca. Płyta jest "jazzowo wyimprowizowana" w każdej minucie. Fantastycznie, że jest jeszcze ktoś, kto ma odwagę postawić się wszelkiej komercjalizacji. Zagrać etniczne nuty, a zaraz potem ułożyć palce na klawiaturze w filmowy akord grozy.

 

Początek drugiego utworu znów daje mi otoczyć się ciepłym wspomnieniem, daje mi szanse wytworzyć niezwykłe wizje. Przychylam się do stwierdzenia, że owy muzyk jest szamanem fortepianu, bowiem łatwo zaczarować się nie daję. A jednak wsłuchując się w te nieco błądzące, pojedyncze dźwięki po trzeciej minucie, lekko prześlizguję się w stan muzycznego transu. Takie momenty pojawiają się ukradkiem, jak szpieg. Zaskoczony jestem dopiero, kiedy otrząsam się i zdaję sobie sprawę, że właśnie dałem się zahipnotyzować, zaskoczyć. 

 

Trzeci utwór jest a b s o l u t n i e opowiadaniem. Łagodny i przyjemny, aż gęba się otwiera na całe prawie sześć minut w zamyśleniu. Każdy szept byłby oszpeceniem tych niecodziennych „słów”. Cieszy mnie to, że utwór ten mogę dołączyć do swojej listy "leczniczych". Nie równa się to w ogóle od czasu do czasu występującej kakofonii poplątanych palców. Gdybym mógł tylko doradzić kompozytorowi, powiedziałbym: graj Piotrze takie melodie godzinami, a nikt się nie spostrzeże, że świat się skończył. Siła Ducha na pewno jest. Siła inspiracji także, można ją poczuć w kościach. Zaś Siła komunikacji jest dostępna tylko dla wybrańców. Razem łączy się to w Biały Wiodący Wiatr.

 

Pominę czwarty utwór i przejdę do bardziej interesującego, piątego. Jest dużo żywszy, pojawia się wnim więcej akordów. Wesoła klimat poprawia zdecydowanie humor. Godzina 23, można iść spać z dobrze nastrojonymi nerwami. Według mnie, jest do doskonały utwór, aby słuchać go cicho, aby nuty wtapiały się w nas jak deszcz w glebę. Szósty utwór, zaczynający się tym samym motywem co poprzednie, jest mocno "jazzowo tajemniczy". Dobrze nadawałby się do filmu, gdzie odwzorowywałby długą, solową wędrówkę przez głuche ulice pustego miasta, pogrążonego w światłach okien, bilbordów i neonów. Kakofonia w tym utworze staję się bardziej zrozumiała. 

 

Granie Piotra Rachonia ciężko porównać jest z innymi, świetnie znanymi kompozytorami. Miejscami pozwoliłbym sobie je porównać do dźwięków Prokofiewa, który często mrocznymi akordami wychodził poza ramy ówczesnego komponowania. Nie przywiązywałbym jednak do tego większej wagi, gdyż przede wszystkim należy docenić niecodzienny talent tego muzyka i życzyć mu powodzenia w kolejnych etapach odkrywania siebie przy fortepianie oraz tajników muzyki, pozwalających mu nas, słuchaczy, jeszcze sprawniej hipnotyzować.

 

                                                                                                                        O>S<A

 

Realizacja - Rosa przy wpsółpracy MAQ Records.

Zarejestrowane w Katowicach, w kiewtniu 2005 roku.

 

Foto: Krzysztof Chrobak

 

Zdjęcia


Ben Stern

Ben Stern

34 WarSaw
1 artykuł 14 komentarzy


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Grzegorz Cezary Skwarliński
Grzegorz Cezary Skwarliński 13 czerwca 2011, 12:44
Płyta jest dodatkiem do książki "Słownik uczuć i emocji". Pisałem o niej przy recenzji wydawnictwa. Dla miłośników współczesnego jazzu jak najbardziej, innym odradzam.
przysłano: 27 grudnia 2010 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca