Nisza Krytycznoliteracka – „Wiązka” Filipa Surowiaka

Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy kolejną odsłonę projektu Niszy Krytycznoliterackiej, będącą kontynuacją poprzednich części forumowych zmagań użytkowników z twórczością młodych pisarzy. Liczymy na wasz udział!

 

Drodzy Wywrotowcy!

 

Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy kolejną odsłonę projektu Niszy Krytycznoliterackiej, będącą kontynuacją poprzednich części forumowych zmagań użytkowników z twórczością młodych pisarzy. Z drobną róznicą: tym razem nie będziemy zajmować się poezją. Na warsztat weźmiemy solidną prozę.

 

10 maja 2011 roku będzie miał premierę zbiór opowiadań młodego wrocławskiego beletrysty, Filipa Surowiaka, który to zbiór ukaże się pod tytułem „Wiązka”. Więcej informacji o nim znajdziecie pod tymi linkami

 

Wiązka na FB:

 

http://www.facebook.com/pages/Wi%C4%85zka/126650220746612

 

Wiązka na Wywrocie:

http://www.wywrota.pl/db/artykuly/18640_filip_surowiak_wiazka_redakcja.html?utm_source=wywrota&utm_medium=site&utm_campaign=ucd&utm_content=home-main

 

Tymczasem, na sześć dni przed premierą, mamy okazję przeczytać jedno z tych opowiadań, które sprezentowane będzie niżej. Dajemy wam trochę czasu na zapoznanie się z tekstem, po czym część warsztatową rozpocznie Dominika Ciechanowicz, która poprowadzi ten wątek do końca.

 

Rozmowę przenosimy z forum na stronę główną z racji specyfiki tekstu prozatorskiego.

 

Każde wasze zdanie i słowo się liczy, wszak nie ma nic milszego od możliwości wygłoszenia publicznie swoich zachwytów, zażaleń i uwag, a przede wszystkim - możliwości dyskusji. Życzymy miłej lektury i liczymy na wasz udział w projekcie!

 

 


DWADZIEŚCIA SIEDEM OCZEK

 

Rzeczywiście prawda, która zbawia,

nigdy nie padła z ust nauczającego Buddy

- on wiedział, że każdy musi odkryć ją

sam wewnątrz siebie.

Sutralamaka

 

   Siedzę w barze i udaję, że nie piję. Palę sobie. Jest niedziela i ukrop tak ogromny, że poważnie rozważam, czy nie schować się w lodówce. Myśli w głowie jawią mi się niczym miraże raju utraconego. Marzę o byciu kawałkiem zamrożonego ananasa, którym czule zajmują się usta, tak, same usta i oczy. Język delikatnie zajmuje się moim ciałem, ciałem Pana Ananasa, i jakby od niechcenia wędruje w tę i z powrotem. Dodatkowo poruszam się niczym astronauta, praktycznie bez grawitacji. Newton najwyraźniej nie wpadł na to, nacierając sobie obtłuczoną głowę po spotkaniu z jabłkiem. Reguluję ostrość widzenia, żeby spojrzeć, co się dzieje w pozostałych trzech wymiarach i orientuję się, że jest święto religijne i wszyscy mają wolne. Bataliony katolików karnie stawiły się w centrum, żeby przedefilować ulicami, w przepisowych granatowo-białych mundurkach. Dzieciom każe się rozrzucać kwiaty i dzwonić dzwoneczkami, żeby było miło i rodzinnie. Widzę ich, jak roztapiają się w tym przerażającym upale i nie chcę nawet rozumieć, w imię czego robią, co robią. Piknik w piekle.

    Kawiarnia, którą okupuję wraz z barmanką Patrycją i dawno niewidzianym kolegą, którego imienia nie pomnę, jest absolutnie martwa. Śmierdzi rynsztokiem i wyraźnie widać, że ludzie wczoraj nie mieli nic do stracenia. Postanowiłem im nie mówić, że jestem zamrożonym ananasem w stanie nieważkości. Postanowiłem w ogóle się nie odzywać. Pati uczy się robić na drutach i właśnie dzierga zgniłozielony szalik z najtańszej włóczki. Dwadzieścia siedem oczek wszerz i tak całymi godzinami, w tę i z powrotem. Poprosiła panią Tereskę z kuchni, rocznik '49, żeby ją poduczyła, bo trochę zapomniała technikę, i tak, najprostszym ściegiem, nadziergała już metrową szmatę. Twierdzi, że to ją uspokaja, w przeciwieństwie do książek, które po prostu nie nadają się do baru. Każdy, kto choć chwilę pracował jako barman, zapewne wie, o co chodzi. Problemy ze skupieniem.

   Kolega pyta:

  – Słuchaj, Patrycja, a różni się robienie na drutach przed zapaleniem i po?

  – Zdecydowanie tak – odpowiada bez zastanowienia, nie podnosząc wzroku znad robótki. – Każde oczko jest różne. Wcześniej były takie same. Wcześniej też wiedziałam, co robię, a teraz już nie jestem tego pewna.

    Bo widzisz – ciągnie monolog – tak sobie rozmyślałam, że teraz, kiedy robię na drutach, mam dużo więcej cierpliwości niż jak miałam, dajmy na to, osiem lat. Myślę, że wtedy skupiałam się na celu i jego szybkiej realizacji, a teraz, z grubsza, w dupie mam cel. Liczy się pewnego rodzaju zen, który osiągam. Jestem skupiona wyłącznie na tym, co wszerz. Nie prę za niczym do przodu, a jednak się do przodu poruszam.

   Skupiam się wyłącznie na dwudziestu siedmiu oczkach szerokości mojego beznadziejnego szalika, i ten ruch w bok wydłuża całość równomiernie i bez szarpaniny.

     O nic nie muszę się martwić, bo wiem, że mój szalik rośnie, a ja coraz lepiej rozumiem to, co wokoło. Hi, hi – zachichrała pod nosem – ostatnio czytałam Sartre'a, bo jest dobry na upał, i myślę sobie, że pewnie nazwałby to „decyzją radykalną”. Radykalny szalik, he, he.

    To dlatego jestem teraz wyciszona do granic możliwości, siedzę sobie tutaj, nie szarpię się i dziergam ten szalik, którego nikt z odrobiną gustu nie założy. Nadszedł ten moment, kiedy mogę sobie na to pozwolić, rozumiecie, chłopaki?

    – Hm – kolega podjął rękawicę. – Z tego co rozumiem, starasz się powiedzieć, że twoje dzierganie jest jak zaciśnięcie mydła w dwóch wilgotnych rękach? Efekt życiowej katapulty czy coś w tym rodzaju?

    – Otóż, widzisz, niekoniecznie. To, co naprawdę chcę wam powiedzieć, jest troszkę inne. Dzięki tym drutom zrozumiałam, że nic mnie nie łączy z tymi ludźmi za oknem. Oni idą w swojej procesji prosto do zbawienia, starając się jak najmniej zrozumieć, żeby przypadkiem nie ponieść porażki. Oni nie „wybierają się” świadomie. Za nich ktoś już raz wybrał i na tym się rewizja skończyła. Sartre mówił, że to jest „zła wiara”. Ich myślenie jest jak to mydło, o którym wspomniałeś. Tylko do przodu, zaciśnięci w dwóch wilgotnych dłoniach swoich ograniczeń i nieweryfikowanych nigdy wyobrażeń. Mam przeczucie, raczej pewność, że nie w tym tkwi cała moc świadomości i zrozumienia, a co za tym idzie -– zbawienia, czymkolwiek by nie było. Bo to jest ruch w szerokości, niczym równoleżnik, jest to zrozumienie świata z jego niuansami, a nie zdobywanie za wszelką cenę jego biegunów. Tam po obu stronach jest lód, bezkres bieli. Ogromne szwedzkie mieszkanie Ikei z niekończącym się oknem. I aby tak naprawdę poczuć, że jesteś na wierzchołku świata, musisz zrozumieć, co kryje jego szerokość. Jego lasy i dżungle, upał i wilgoć o wiele większe i intensywniejsze od tego, co można sobie wyobrazić. Staram się wam powiedzieć, że nie ma świadomości ograniczeń, póki tak naprawdę nie zrozumiemy, co to jest świadomość w swojej najczystszej istocie. Nawet jeśli nie znajdziemy się w grupieszczęśliwców, takich jak Budda, Chrystus czy Mahomet, którzy doszli do zrozumienia absolutnego, nie znaczy, że mamy się nie starać, wbijać w to lachę i udawać, że nie ma sprawy. Tego nie da się dokonać bez rewizji przeszłości, prąc tylko do przodu. O wiele więcej odcieni jest w dwudziestu siedmiu oczkach tej mojej robótki. Jestem na nie gotowa i zrozumiałam, że zawsze byłam.

    – Patrycja, kocham cię – powiedziałem.

    Oderwała wzrok od szalika, popatrzyła na nas i zapytała:

    – Skoro tak, to co, chłopaki, piwko?

    – Skoro tak, to piwko.

Nisza Krytycznoliteracka

Nisza Krytycznoliteracka

10 Polska
116 artykułów 11 komentarzy


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Znaleziono 33 komentarze. Poniżej ostatnie 25.
Aleksandra Lubińska
Aleksandra Lubińska 5 maja 2011, 23:09
Nie. Nie, nie, nie, nie, nie. Nie.

Wrażenia mam dość straszne. Wszystko mocno zalatuje mi wodą toaletową "Dorota Masłowska", to pomieszanie barowej rzeczywistości z potoczystymi fragmentami jak po amfetaminie, ten Sartre i te oczka. Cała różnica polega na tym, że Pani Dorota uprawia swój dresing całkiem wdzięcznie, a tutaj jest przeraźliwie topornie. Na początku wali mi w oczy dwukrotne powtórzenie "niczym". Potem "nie pomnę". Za bardzo kiczowate i oklepane, bym mogla zaliczyć to do warstwy sacrum, zbyt wysublimowane (mimo wszystko) na profanum.

Dorotka M., ale nie tylko. Dołączają do niej średniej klasy utwory z czasów Polski Ludowej; te dialogi pozbawione pierwiastka uwiarygodniającego psychologię postaci, pełny wykład marksizmu-leninizmu w każdej kwestii. Główny bohater, któremu trzeba wytłumaczyć, co jest słuszne, a co nie.

"Barmanka powołuje się na egzystencjalistę Sartre'a - dlaczego?"

Nie wiem, może z jakichś względów Autor uznał, że Sartre jest mniej oklepany, niż Schopenhauer albo Cioran.
Panie Jezu, naprawdę, marzę o utworze, w którym wspomniany będzie, nie wiem, Wittgenstein. Albo Popper. Lub ktokolwiek inny.

Od początku do końca opowiadania odnoszę wrażenie, że nie chodzi tu o pisanie, tylko o autora, który uprawia pisanie, macha mi zza tekstu, próbując przekonać, iż ma w głowie szalenie mądre rzeczy i że ja te mądre rzeczy stanowczo powinnam kupić.

Nie kupuję.
Marcin Sierszyński
Marcin Sierszyński 6 maja 2011, 11:04
Być może za bardzo poważnie podchodzicie do tekstu, podczas gdy autor cały czas puszcza nam oko: "To nie dzieje się naprawdę"; chociażby wykorzystaniem witkacowskiej burleski, możliwości porozmawiania o metempsychozie, nietzscheańskim kryzysie religii czy istoty władzy z barmanem właśnie, służącym, szewcem i tak dalej; również wspomniany blant może o tym świadczyć. Już od początku, gdy pojawia się figura Pana Ananasa, nie możemy brać wszystkiego serio, chociaż istnieje spora doza prawdopodobieństwa realności czytanej sytuacji. Zauważcie, że pod koniec długiego wywodu Patrycji bohater i ona sama rozładowują atmosferę powagi: unieważniają jej monolog.

W ten sposób "Dwadzieścia siedem oczek" jest naprawdę frapującą literaturą.

@Rafał Kwiatkowski: "Autorytarny głos mędrca, który klepie banały". To byłaby słuszna uwaga, gdyby Surowiak zostawił nas w bez ostatnich wypowiedzi bohaterów. W tym momencie nie powinniśmy brać bardziej na serio tych słów, chociaż możemy - na potrzeby interpretacji.

@Jarosław Klebaniuk: Literatura nie musi być realistyczna, naturalistyczna itp. Twój komentarz brzmi niemal jak wypowiedź programowa. ;)

@Dominika Ciechanowicz: Co do słów Hemingwaya, sądzę że w takim razie Surowiak ma tylko 50% szczęścia. Hemingwayu, płoń.
Dlaczego barmanka rozmawia o Sartrem? Najwyraźniej ostatnio go czytała... Wiadomo, że jest bardzo popularny w wielu kręgach, bowiem jest bardzo literacki, niemal aforystyczny i dość klarowny. Jako autor książek pojawia się, aby wyjaśnić genezę wywodu Patrycji, natomiast nas bardziej powinno interesować motto opowiadania. Tyle, że jest to znów proste, co wyjaśniają słowa barmanki.
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 6 maja 2011, 15:04
Michał, czytałam cały zbiór jego opowiadań i talent zauważam. Ale możliwe, że w tym, co tu przedstawiono nie manifestuje się on w pełni.

Marcin, Surowiak ma 50% procent szczęścia - w sensie, że nie ma tu poważnego stosunku do pisania? Dobrze rozumiem?

Bo ten zarzut ma chyba rację bytu - już pojawiło się zdanie o błahej tematyce.

Co sądzicie - zbyt błaha, by nazwać to dobrą prozą? Nie pierwszy to i nie ostatni człowiek, który siedzi i pisze o tym, że siedzi i pije. Ale z drugiej strony - mamy tu krytykę zinstytucjonalizowanej religii, mamy te wszystkie nawiązania, które tak świetnie wychwyciliście...
Michał Domagalski
Michał Domagalski 6 maja 2011, 19:36
Z nawiązań i krytyki katolicyzmu nie ma jeszcze dobrej literatury. Stylistycznie nieciekawie! Zaś reszta: na plus, chociaż, jak już wielu rzekło, sztampowo, topornie i raczej...
Anna Balcerowska
Anna Balcerowska 6 maja 2011, 21:01
Trudno na podstawie takiego fragmentu wyrokować, czy Autor ma talent, cz nie ma. Do mnie taka proza zdecydowanie nie przemawia. Mam wrażenie, że Surowiak chciał stworzyć coś fajnego poprzez połączenie filozofii, humoru i krytykę społeczeństwa. I rzeczywiście mieszanka tych elementów może się złożyć na interesujący tekst, ale w tym przypadku wyszło jakoś tak sztucznie i topornie.

Wydaje mi się też, że raczej mamy tu do czynienia z krytyką sprowadzania praktyki religijnej do bezmyślnego rytuału, a nie z krytyką katolicyzmu jako takiego.
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 6 maja 2011, 21:19
No dobra, skoro już się przyznajemy, to też jestem po lekturze wszystkich opowiadań i na dodatek traktuję ten zbiorek jako całość. Nie wiem, na ile takie traktowanie "Wiązki" jest poprawne, ale to pierwsze, co nasunęło mi się na myśl: jako twory autonomiczne te opowiadanka są zbyt szczątkowe i dopiero pozbieranie informacji ze wszystkich daje bardziej spójny obraz. Więc jeśli miałabym jakieś zastrzeżenia, to na pewno dotyczą właśnie tego: nazwać rozdziałami lub częściami, a nie zbiorem opowiadań. Wspomniałam ten "Raj utracony", bo chyba pojawia się w każdej części i tak się zastanawiam nad połączeniem jej z okładką. Może to wcale nie chrystusowa korona. Bo wiązka to chyba ze światłem związana, tak? A Raj Utracony o Lucyferze jest, którego imię oznacza światło, prawda?
Zatem zastanawiam się czy autor-narrator-bohater ma ambicję do bycia Lucyferem, który się przeciwstawił Bogu (tej procesji) i został zrzucony w otchłań (do knajpy/w pijaństwo/włóczęgę itd.)? Co o tym myślicie? Bo kurcze, przywołanie Miltona chyba nie było tylko po to, aby pochwalić się erudycją?

Jeśli chodzi o krytykę Kościoła, instytucji czy te bezmyślne rytuały - to rzeczywiście, z tym się Surowiak nieco spóźnił. Taki dość popularny chwyt w prozie polskiej. Chciałabym zapytać naiwnie skąd to się wzięło, ale nietrudno jest odpowiedzieć sobie. Inna sprawa, czy ten śmiech nie staje się już tak samo bezmyślny, jak rytuały, które krytykuje?
Sporo w "Wiązkach" prób uchwycenia się płaszcza, na którym prześlizgnęli się inni twórcy. Chlańsko, wyzwolenie seksualne, sprawy religijne, przejście z jakiejś wiochy do dużego miasta i wiążące się z tym zagubienie - no nic nowego... ale i tak żałuję, że nie zostało przytoczone inne opowiadanie w barze o tym, jak można obudzić się w dobrym humorze i ile trzeba się nawalczyć w polskich realiach, żeby ten dobry humor utrzymać.
Michał Domagalski
Michał Domagalski 6 maja 2011, 21:53
Czyli jednak słabo!

O całym tomiku nie będę się wypowiadał, bo nie zapowiada się po lekturze tego fragmentu na czytanie całości.
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 6 maja 2011, 21:55
Mam nadzieję, że opowiadanie nie jest wersją, która zostanie opublikowana w zbiorze. Bo jeśli jest, to ktoś tu nie wykonał dobrze swojej roboty. Kto? Autor? Redakcja? Nie życzę sobie marnować papieru na taką fuszerkę. Niektórym wydaje się, iż bycie autorem publikowanych dzieł zwalnia od obowiązku dopracowania tekstu od strony formalnej. A czy to się komuś podoba, czy nie, ma to znaczenie. No to sobie pomarudziłem.
Opowiadanie należy do tych, które przeczytałem i do którego nie wrócę. Jest pomysł - "sztrykowane" rozważania barmanki. To plus. Ładne porównanie do "zdobywania" Ziemi, tego jej zróżnicowania równoleżnikowego i południkowego. To zdecydowanie dobry fragment.
Myślę, jak powiedział Marcin, że nie można tego tekstu traktować poważnie. Bo jeśli tak, rozważania to płytkie. Nudzi mnie już ta nieustanna wojna polsko-polska i podział na moherowców i komuchów, pisowców i peowców itd. itp. Wszystko sprowadza się do narosłych stereotypów i podpuszczania jednych na drugich. I "widok" procesji w tym opowiadaniu i jej krytyka też należałaby do tego podejścia. "Z nawiązań i krytyki katolicyzmu nie ma jeszcze dobrej literatury. " - ot co. Nic tu nowego w tym zakresie. Wystarczy włączyć telewizor, otworzyć gazetę, posłuchać ludzi w autobusie. Żadnej głębi.
I zastanawiam się, czy przypadkiem, mając na uwadze nie całkiem poważne podejście do tego tekstu, to tak naprawdę nie samokrytyka bohatera, który próbuje w ten szczególny dzień, gdy "normalny polski obywatel" idzie w procesji, nie pić. Chociaż tak naprawdę nie reprezentuje sobą nic więcej - patrz zakończenie. Ale takie spojrzenie też byłoby pozbawione głębi, prawda?
Ta sztrykująca barmanka sprowadza nas na właściwe miejsce dla każdego - jeden ma swoich 27 kroków w procesji, 27 wyklepanych modlitw, inny 27 oczek, jeszcze inny 27 łyków piwa... i to życie, które kryje się gdzieś pomiędzy z całą głębią.
Pomysł tak, wykonanie nie. Autor talent ma, ale to jeszcze nieoszlifowany SUROWIAK. Czy diament - nie wiem. Może tylko agat.
romantka
romantka 7 maja 2011, 09:28
Śmieszne, najbardziej podoba mi się dwa zdania:

"Widzę ich, jak roztapiają się w tym przerażającym upale i nie chcę nawet rozumieć, w imię czego robią, co robią"

Chyba najbardziej lubię i szukam w literaturze czegoś co opisze moją rzeczywistość, czegoś co nazwie nienazwane, czy czute ale nie zauważone. Kiedy mogę się w duchu zaśmiać i powiedzieć "o tak, wiem jak to jest". Wtedy jest to dla mnie dobra literatura. I właśnie tak się czuję, jak czytam to opowiadanko.

"starając się jak najmniej zrozumieć, żeby przypadkiem nie ponieść porażki"

O kurcze, to dla mnie prawie jak definicja religijności. Jak czytam ostatni monolog w którym jest ten cytat, to rozumiem co Pan Kierowca miał na myśli pisząc, że nie wiadomo czy się śmiać czy płakać przy czytaniu tego autora. Ponieważ z jednej strony negliżuje coś co wszyscy znamy i nam się nie podoba, a z drugiej storny żyjemy w tej rzeczywistości więc, trudno śmiać się z samego siebie.

To opowiadanie, to takie niby frywolne, szeleszczące śmiesznie słowa, a z drugiej strony nasycone jest polskością i nie wiesz nawetk kiedy ją wypijasz.
Aleksandra Lubińska
Aleksandra Lubińska 7 maja 2011, 10:06
Prawdę mówiąc, mam z lekka w nosie to, czy Autor podchodzi poważnie, czy niepoważnie, czy temat jest serio, czy nie. Można napisać świetne, błyskotliwe opowiadanie o siedzeniu na fotelu. Tutaj jest po prostu pretensjonalnie w sztywności, topornie i nudno - jeżeli nawet podejdę do tekstu jak do picu, to nadal to będzie po prostu słabe stylistycznie.`

Oglądałam kiedyś dzieła jednego ze współczesnych polskich artystów; artysta był jasno świecącą gwiazdą, a jego prace - przeraźliwym bełtem estetycznym. Dla mnie. Ale chyba nie muszę tego ciągle dodawać. Zapytałam znajomą z ASP, o co chodzi z szumem dookoła tego człowieka, bo bardzo zależało mi na tym, żeby to pojąć. Usłyszałam coś takiego: wiesz, te dzieła wiele zyskują, gdy przeczytasz jego prace teoretyczne.

Dziękuję serdecznie za coś takiego.

Podobną sytuację mam z Kozakiem, którego książkę dostałam od Pawła do zrecenzowania. Kozak jest niesamowicie spójnym teoretycznie twórcą, bardzo inteligentnym i o błyskotliwych spostrzeżeniach. Ale jego murale i tego typu rzeczy... ohyda. I jeżeli kiedykolwiek zetknę się z jego dziełami, nie mogę pozwolić na to, by moja ocena była spaczona przez cokolwiek, poza samym obrazem. Nie podpisywałam umowy na prawdy absolutne, więc nie wiem, jak to jest w tej materii, ale uważam, że utwór powinien być tak skondensowany, by zawierał w sobie wszystko, co niezbędne do jego odczytania przy odpowiednich chęciach i relatywnie standardowej wiedzy.
romantka
romantka 7 maja 2011, 11:24
Tak sobie siedzę i myślę:
To tak jak napisać swój wiersz i nie przeczytać żadnego w swoim życiu
lub myśleć, że obrazy są tylko po to żeby w jednym momencie zachwycić i być ładne. W sensie, że rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Tak łatwo mi oceniać wszystko tylko ze względu na to czy coś mnie dotyka czy nie, a z drugiej strony potrzeba trochę wyjścia z siebie, i z tych ściśnietych namydlonych rąk, żeby zostać zrozumianym przez innych i ich rozumieć.
Zawsze biłam się z myślą, o tradycji czy kulturze, że to nie potrzebne czy zniewalajace. Ale od jakiegoś czasu zagłębiam się np w historie malarstwa i te same obrazy które wcześnie ogladałam bez, jakby to nazwać, wkładki teoretycznej teraz widzę je jakbym zmieniła oczy na jakies inne i trudno mi ocenić które oczy są lepsze. Czy można odczytywać wartość autora bez patrzenia na rzeczywistość która go otacza? Myślę, że można ale wtedy to chyba musi być ktoś wybitny, wielki, ponadczasowy.
- Takie myśli mi się nasunęły odnośnie twojego komentarza Loobensky
Pozdrawiam
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 7 maja 2011, 11:49
Akurat wczoraj czytałam tekst Boya "Czy myć zęby, czy ręce", w którym poruszał kwestię metod biograficznych i sporu z antybiografizmem. I stwierdził, że nie jest szkodą dla organizmu mycie i zębów, i rąk (jakby nie patrzeć, to nawet wskazane). Loo problem poszerzyła o teorię tworzoną przez autora, Romantka dorzuciła teorię w ogóle i całą otoczkę kulturową. Czy może to przeszkodzić w odbiorze, czy wręcz go wspomóc? O jakim odbiorze mówimy: o wzruszeniu, wrażeniach estetycznych czy pogłębieniu tego o zrozumienie dzieła?
Mnie zawsze powtarzają, że najpierw trzeba dzieło brać w jego macierzystym kontekście, dopiero później we własnym, bo przecież interpretujemy w punktu, w którym się aktualnie znajdujemy, uwarunkowani przez takie, a nie inne czynniki, różniące się od tych, w których tworzył autor.
Jeśli chodzi o tło pozaliterackie, to jest trochę dla mnie, jak z "Akademią Pana Kleksa" - w dzieciństwie stanowiła dla mnie baśniową przygodę, a kiedy się dowiedziałam, że była wydana w czasie wojny, zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać hordy wilków.

I tu się dla mnie rodzi pytanie, czy Surowiak przekazuje nam coś ważnego? Wciela pewien społeczny obraz do opowiadań i przez jakąś woalkę (humoru, filozofii - bez względu na to czy głęboka) ukazuje?
Albo z innej strony: może za bardzo drążymy? może to ma być podwórkowa filozofia? a może po prostu już nieco na siłę poszukujemy głębi, która ma wyznaczać dobrą literaturę, przez co w prostych utworach jej nie dostrzegamy? bo raczej stwierdzenie takie, jak m.in. moje, że książkę dobrze się czytało, wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z dobrą literaturą i dobrze napisaną - nie wiem, gdzie wtedy umieszczona by Prousta ;)
Marcin Sierszyński
Marcin Sierszyński 7 maja 2011, 13:01
Widzę, że poruszamy nowy wątek - i wydaje się dość ważny do przyjęcia opowiadania.

Zarówno romantka, jak i Loo mają rację, ale tylko z jedną mogę się zgodzić. ;) Wynika to z różnego podejścia do recepcji i interpretacji, gdzie znacznie bliżej mi do stanowiska tej pierwszej. Szkice teoretyczne pomagają oczywiście w odbiorze literatury - a współczesnych sztuk wizualnych, podejrzewam, jeszcze bardziej (co jest tematem na osobną dyskusję). Mimo to dobra literatura nie potrzebuje takich podpórek i jestem przekonany, że z takim przykładem mamy do czynienia powyżej. Można do "Dwudziestu siedmiu oczek" podejść zwyczajnie, bez żadnej wiedzy teoretycznoliterackiej. Proza Surowiaka jest głęboko osadzona w rzeczywistości, w jakiej się znalazł autor, jednak potrafi on bez zadęcia i z humorem komentować ten zastany świat. Można przecież, jak zauważyłem po komentarzach, zupełnie pominąć groteskę i wziąć na poważnie ten tekst, skupiając się na jego przekazie, ale można też go nie przyjąć w warstwie ideologicznej i zwyczajnie pośmiać się z sytuacji. To wskazuje na siłę, nie słabość tekstu.

@Justyna: Surowiak na pewno chce nam przekazać coś ważnego, ale nie sili się na zuniwersalizowanie poruszanych problemów. On filtruje je przez własną osobowość i komentuje, choć nie bezpośrednio. Nie jest gadatliwy, a bohaterowie, których opisuje, wcześniej pewnie obserwując, mają tutaj największe prawo głosu. Postawiwszy na tak szeroką autonomię postaci daje nam możliwość uwierzytelnienia jego opowiadań. Stąd pewnie ten "spór" o "realizm" i poważne, dość jednostronne podejście do opowiadania.
romantka
romantka 7 maja 2011, 13:31
Może to kwestia osobowości czy sposobu myślenia, a nie jakaś fundamentalna zasada jeśli chodzi o sposób patrzenia na tekst. Heh, ja np zanim przeczytałam to opowiadanie najpierw przeskanowałam komentarze, potem przeczytałam tekst Kierowcy i dopiero zabrałam się za meritum. Hehe. Zabawne to, sama siebie zaszufladkowałam do danego sposobu myślenia - czego normalnie unikam jak ognia.
Swoim komentarzem nie chciałam stwierdzić, że nie robie i nie myśle tak samo jak Loobensky, tylko, że zastanawiam się nad istotą korzystania z obu par oczu.

Namalowany obraz przez powyższe opowiadanie jest klarowny, zabawny i wystarczająco nie płaski. Hehe, chyba co do tego możemy się zgodzić ?
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 7 maja 2011, 14:13
Cieszy mnie ten wielogłos – świadczy o tym, z jak różnych perspektyw spojrzeć można na jeden, dość w gruncie rzeczy prosty tekst. Świadczy też o tym, że w odbiorze literatury - poza kompetencjami - liczy się coś tak zwyczajnego, jak gust.

Podobnie jak Justyna, traktuję zbiór jako całość i jak dla mnie ta całość się broni. Czy broni się powyższy tekst jako odrębny byt – kwestia sporna. Opowiadanie to forma, która nie jest przecież obwarowana jakimiś szczególnymi wymogami, nie musi mieć określonej struktury, jest tu miejsce na dywagacje, luźne przemyślenia, postaci drugoplanowe. Inna sprawa, to to, czy wprowadzenie tych postaci coś wnosi. Po co na przykład ta pani Tereska z kuchni i jej rocznik urodzenia? Czy takie zabiegi coś wnoszą?

Kolejna rzecz – na ile monolog barmanki wydaje Wam się autentyczny? W sensie językowym?
romantka
romantka 7 maja 2011, 14:41
oo miałam już ucichnąć, ale muszę coś powiedzieć odnośnie pani Tereski.

Heh, mi ten zabieg daje dużo smaczku (może polskiego właśnie, bo kojarzy mi się z polską "babą" w czepku i białym kitlu) dlatego że jest to osoba z którą Patrycja pracuje, więc musi się stykać i mieć relacje i może jest starszą, prostą osobą, która może próbuje trochę matkować młodej dziewczynie (no jeśli już nawet uczy ją robienia na drutach). Taka pani Tereska kojarzy mi się, z panią w szatani albo woźną w miejscu pracy z którą trzeba umieć nawiązać kontakt żeby się dogadać. Hehehe, nie mogę się nie śmiać, bo kojarzy mi się to z osobą z którą ja pracuję i o takim samym imieniu, hehe. I może TEŻ dlatego jest mi tak swojsko przy tym opowiadanku :)
Michał Domagalski
Michał Domagalski 7 maja 2011, 20:54
Rozważania Wasze słuszne. Gust, wielość spojrzeń... Jednak to wszystko obok tekstu. Wydaje się jednak, że - jako rzekło już wielu - nie problem tu filozofii (ta może i ciekawa), a raczej stylu, który miejscami trąci zabiegami... grafomańskimi (?), topornością (?) - jak chciało wielu. Czy zyskuje ów utwór, gdy potraktujemy go jako całość większej układanki? Ja się niestety nie dowiem...
Jarosław Klebaniuk
Jarosław Klebaniuk 8 maja 2011, 12:07
W prozie literackiej najważniejszy, jak dla mnie, jest język. Filozofię sobie poczytam u filozofów, o świecie i ludziach skuteczniej dowiem się u naukowców lub sam sobie wybadam to, co zechcę. Po prozę, niekiedy poezję, sięgam dla piękna frazy, urokliwości języka, cudownego brzmienia. Tego Surowiakowemu tekstowi niestety brakuje. Jeśli on sam nie czuje, że pewnych rzeczy po prostu się nie pisze, to tym bardziej peany na jego cześć nie wybiją mu ich z głowy. Być może ma talent, ale to nie jest z pewnością talent na miarę choćby Stasiuka, który od razu pisał pięknie, nawet bardzo pięknie (sięgnąłem właśnie do jego wczesnych opowiadań).

Na plus zapisać można autorowi "27 oczek" zapał do pisania. Skoro uzbierał nie tylko na tomik, ale i zgromadził wokół niego grupkę mniej więcej apologetów, to dobrze to zapowiada jego literacką karierę. Tych, których zraził swoim językowym niedbalstwem, odzyska być może dopiero, gdy (i jeśli) zdobędzie uznanie mainstreamowej krytyki. Do tej pory będzie się musiał bez nas obyć.
Marcin Sierszyński
Marcin Sierszyński 9 maja 2011, 00:41
Czy ja wiem - autentyczność języka? Pojęcie autentyczności w literaturze samo w sobie jest śliskie. Na pewno istnieje możliwość zaistnienia takiego dialogu - dziś barman nie jest po prostu barmanem, nieraz studentem filozofii czy chemii, albo w inny sposób ciekawym człowiekiem, co sprawia, że mogą być poruszone takie tematy każdego dnia.

@Jarosław: Nie mówiłbym tu o niedbalstwie. Małe potknięcia, które zostały wymienione, nie uważam nawet za błędy. Gustu kwestia. Zgadzam się zaś z tym, że nie jest to talent porównywalny ze Stasiukiem - gdyż obydwaj poruszają się po innej sferze językowej. U Surowiaka jest to mocne nastawienie na gawędziarstwo i popadanie w refleksje; Stasiuk zaś poprzez opis każe czytelnikowi samemu "domyślić się" rzeczywistości bohaterów, nawet gdy są w stanie ją komentować.
Michał Słotwiński
Michał Słotwiński 9 maja 2011, 12:28
Najbardziej cenię język, który specyfiką swoją jak filtr przetwarza rzeczywistość w osobliwą, mglistą fikcję, literaturę - jak zwykło się ją nazywać - "nieprzezroczystą". Ale zauważyć też trzeba inną, oszczędną w środkach, nienastawioną na piękne brzmienie, pisaną językiem zwykłej, jak ujął to Marcin: gawędy. Taka jest też proza - a przynajmniej "Dwadzieścia siedem oczek" - Surowiaka. Ma być sprawna, niezauważalna, właśnie "przezroczysta", i zdaje mi się, że jest sprawna wystarczająco, by jej "nie zauważać". Prześlizguję się przez nią i trzeba mi zwolnić, by zauważyć jej niezręczności.

Sednem zaś tego opowiadania zdaje się stosunek motta do sytuacji - ogólnikowego cytatu do konkretnego zdarzenia - oraz narratora do słów, w jakich ów cytat jest "konkretyzowany", a który wyraża się dystansującą, wieloznaczną tutaj i żartobliwą odpowiedzią: "Patrycja, kocham cię". Nie widzę tutaj próby przekazania mi niczego ważnego, nie czuję pretensji do wzniosłych myśli, we fraszkach Jana z Czarnolasu więcej jest powagi, tu zaś wyczuwam jedynie subtelny komizm.

Nie sprawdza się "Dwadzieścia siedem oczek" jako dzieło poetyckie - ani jako "dzieło" w ogóle; sprawdza się jako krotochwilny utworek na jedno czytanie, którym - jak mniemam - miał być. Jako taki oferuje nawet więcej, niż się można spodziewać, bo kilka metaforycznych niejasności, nad którymi można podumać, jeśliby chciało się komu spędzić nad nim ciut więcej czasu. Utworek ów mnie nie jest potrzebny, ale komuś sprawić może nieco radości, spełniając zarazem całe swoje posłannictwo.

No i co to jest "Sutralamaka"? Żartobliwy anagram czy nazwa kolejnej, nieznanej mi, wschodniej księgi tajemnej?
Aleksandra Lubińska
Aleksandra Lubińska 9 maja 2011, 19:45
Krótko mówiąc - long live fancy prose? ;)
Jacek
Jacek 10 maja 2011, 09:38
Przyszła zatem kolej i na mnie. Widzisz, Michale, mam podobny problem z rozszyfrowaniem cytatu. Jedyne, co wpadło mi do głowy to anagram sformułowania la kamasutra :) Zastanawiam się nawet, czy ma to jakiś sens - jako cytat raczej nie, ale już jako parafraza, nawiązanie? Zważywszy na kontekst kulturowy powstania księgi, nie byłoby to wcale takie niedorzeczne.

Ale do samego tekstu. Problem opowiadania polega na tym, że jest ono absolutnie wyrwane z kontekstu. "Wiązka" to 11 opowiadań, które, mimo zróżnicowanej tematyki, układają się w logiczną całość. Wyrwany z tego ciągu tekst wygląda nieco pokracznie, choć i tak się broni - moim zdaniem. "Dwadzieścia siedem oczek" to, zdaje się, trzecie lub czwarte opowiadanie z serii. We wcześniejszych Surowiak daje próbkę dystansu z jakim podchodzi do opisywanych wydarzeń i do samego języka, który de facto kształtuje tu całą wypowiedź literacką.

Robienie na drutach i jego symbolika to kwestia zastanawiająca. Nie przyszło mi na myśl nic poza tym, co już wyłożyliście w swoich wypowiedziach. No, może poza jedną kwestią, czyli symboliką liczb. Jeśli przyjmiemy, że "obiekt dziergania" jest pewną drogą, którą musi przejść bohaterka i zestawimy ów z fragmentem tekstu: "Dzięki tym drutom zrozumiałam, że nic mnie nie łączy z tymi ludźmi za oknem. Oni idą w swojej procesji prosto do zbawienia, starając się jak najmniej zrozumieć, żeby przypadkiem nie ponieść porażki. Oni nie „wybierają się” świadomie.", dojdziemy wówczas do ciekawych wniosków. 27 to klasyczny przykład powielania dziewiątki, która uchodzi za idealne złożenie liczby szczęścia i absolutu, którą jest 3. 9 to trzy razy trzy, czyli szczęście razy szczęście. Ten wynik razy trzy to kolejne potrojenie wartości. Prawdopodobnie idę za daleko, choć biorąc pod uwagę obecną w całym zbiorze intertekstualność i płynącą z niej symbolikę, myślę, że może mieć to jakieś pokrycie w rzeczywistości. Wówczas droga, którą obrała "dziergająca" byłaby przeciwieństwem tego, co robią wszyscy inni, symbolem (nie alegorią) odcięcia się od świata, który stanowi zgodę na przyjęcie monotonnej i zachowawczej konwencji.

Sytuacja dialogowa, w której znaleźli się bohaterowie także nie jest tak prosta jak się to wydaje na pierwszy rzut oka. Czy ona właściwie miała być realna, prawdopodobna, możliwa? A może z kolei naciągana, sztuczna, sfabrykowana? Myślę, że ani jedno, ani drugie. Dialog staje się tu przyczynkiem do rozważań nad sensem. Sam akt jest mało istotny. Stworzenie dialogu wpisującego się idealnie w ramy "możliwości" nie jest problemem, jednak autor odchodzi od tego - pytanie: w jakim celu? Sama forma może stanowić kontrast dla tego, co przynosi, czyli żywej refleksji nad istotą świadomości. To stały chwyt w tej książce, który polega na przemyślanym odrzuceniu formy na rzecz idei wyższej. Podobną rzecz czyni choćby Wiedemann w swojej poezji. Tam częstym zabiegiem jest sampling, ale sampling nie do końca zwyczajny. Poeta bierze na warsztat wybrany tekst i zachowując pierwsze litery wyrazów i zależności składniowe, prowadzi grę z formą, wlewając w nią absolutnie niespójną leksykę, zupełnie pozbawioną sensu. Chodzi tu o grę z samą konwencją. Podobnie dzieje się w tym opowiadaniu - trzeba spojrzeć głębiej, bardziej analitycznie. nie oceniać i nie wartościować, a zadać sobie pytanie - dlaczego akurat tak? Nie wątpmy w umiejętności Surowiaka - zaręczam, że są one na naprawdę zadowalającym poziomie
Offler
Offler 12 maja 2011, 22:01
Hm.. biorąc pod uwagę to, że google odsyłają wyłącznie do serwisu wywrota.pl, altavista nic o haśle "sutralamaka" nie wie, yahoo znowu do serwisu "wywrota.pl" odsyła, to stosując metodę Sherl.Holmesa należy uznać, że nie ma czegoś takiego i autor pomylił się.
I nie próbuję wpaść w paranoję, że "jak czegoś w google nie ma, to nie istnieje" tylko podejrzewam, że każdy tekst bardziej wartościowy literacko od nadruku na bilecie MPK, gdzieś już kiedyś i przez kogoś zauważony został i ślady w Internecie POWINNY BYĆ.
Inna ewentualność to taka, że autor powołał się na NIEISTNIEJĄCY tekst i każda linijka komentarza na jego temat uwiarygodnia go (ten nieistniejący tekst, nie autora), co na pewno twórcę cieszy niezmiernie :)
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 12 maja 2011, 22:02
Pora zamknąć surowiakowy wątek. Wszystkim zaangażowanym bardzo dziękuję za dyskusję. Wkrótce na stronie głównej pojawią się recenzje "Wiązki" - zachęcam do lektury i komentowania.
Paweł Kaczorowski - Ivo
Paweł Kaczorowski - Ivo 10 sierpnia 2015, 21:10
Słuchajcie... Jest tak, że o książkach Przyjaciół lepiej się nie wypowiadać. I poza zapowiedzią - tak właśnie zrobiłem. Po kilku latach zaglądam i czytam Wasze rozpoznania. Mocne to i trafne. Rzetelna roboty, szanowni Państwo Wywrotowcy. Dzięki. Pozdrawiam.
więcej komentarzy »
Usunięto 1 komentarz
przysłano: 22 listopada 2010 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło