Wywrota

Kryzysu nie widać, gdyż w Polsce kryzys trwa od kilkuset lat

Esej o kryzysie

Podczas gdy cały zachodni i pozostały świat użala się na skutki narastającego kryzysu gospodarczego, w Polsce panuje optymistyczna atmosfera. Mówi się głośno w gremiach politycznych czy naukowych, że Polska pokona kryzys niczym terenowy samochód mały pagórek.

 

Przede wszystkim należy powiedzieć, że kryzysu u nas nie widać dlatego, iż w kraju nad Wisłą panuje kryzys właściwie od kilkuset lat. Równie dobrze można by ujrzeć czarną plamę na czarnej tablicy umieszczonej w czarnym kanale...

 

Jeszcze w XVI wieku ówczesna Rzeczpospolita funkcjonowała w sensie gospodarczym dobrze wskutek koniunktury na zboże. Jednakże wkrótce koniunktura się skończyła, a gospodarka feudalna zaczęła z dekady na dekadę podupadać. Na Zachodzie zaczęła rozwijać się gospodarka wczesnokapitalistyczna, podczas gdy u nas zacieśniano więzy feudalizmu. Zachodniemu nurtowi egalitaryzacji społecznej odpowiadał nasz swojski odwrotny proces elitaryzacji. Cofaliśmy się w rozwoju społecznym. Arystokrata, pan szlachcic, ksiądz pleban wyznaczali rytm życia we wsi, zaś parobkowie wegetowali w absolutnej beznadziejności, tyrając jak niewolnicy.

 

Potem nastąpiły wojny z Kozakami, Szwedami, Rosjanami, Turkami etc, które ciągle osłabiały i wyludniały kraj. Anarchizacja postępowała równie silnie co upadek gospodarczy i moralny. Każdy szlachcic chciał rządzić krajem niczym na swej zagrodzie. Szczytem polskiej głupoty była zasada liberum veto oraz tzw. odsiecz wiedeńska, motywowana religijnie, a nie pragmatycznie, w wyniku której kraj stracił wielu ludzi, zaś sama wyprawa kosztowała olbrzymie kwoty, które nie zwróciły się. Połowa łupów podczas powrotu naszych wojsk spod Wiednia potopiła się w naddunajskich bagnach, zaś sami Austriacy zamykali drzwi przed nosem swych utrudzonych wyzwolicieli. Austria odwdzięczyła się za uratowanie jej wolności tym, iż stulecie później sama zabrała nam niepodległość wespół z Prusami oraz Rosją. Zamiast bić się z Turkami pod Wiedniem trzeba było razem z nimi dokonać rozbioru Austrii oraz części Niemiec...

 

Okres zaborów był wielkim kryzysem dla Polaków, a rozwój gospodarczy i w sferze kapitału ludzkiego nie był aż tak poważny, aby dokonać  zasadniczych przeobrażeń społeczno-ekonomicznych na lepsze. Kolejne powstania narodowe inicjowane przez synów szlachty kończyły się kompromitującymi porażkami, natomiast jedno z nich - powstanie krakowskie - zakończyło się tym, że chłopi, zamiast ruszyć na zaborców, ruszyli z siekierami na swych panów, co pokazuje, iż byliśmy w połowie XIX wieku narodem podzielonym i skłóconym, o niskim kapitale społecznym. Poprawa bytu chłopów nastąpiła -paradoksalnie -dzięki zaborcom, którzy ogłosili zniesienie pańszczyzny...

 

W roku 1918, gdy odzyskiwaliśmy niepodległość, byliśmy krajem o gospodarce będącej czymś pomiędzy wczesnym kapitalizmem a nowoczesnym feudalizmem. Nie udało się w okresie dwudziestolecia międzywojennego wyeliminować anachronicznej struktury społecznej (pan-parobek) oraz wyeliminować problemów takich jak niesprawiedliwość społeczna, bieda i bezrobocie milionów ludzi. Nie licząc kilku subregionów (np. Śląsk, okolice Warszawy, parę innych) cały kraj tkwił w zacofaniu, zaś wschodnie tereny były typowo rolnicze oraz anachroniczne pod każdym względem. Światowy kryzys gospodarczy jeszcze pogrążył naszą kulejącą gospodarkę na około 10 lat. Gdy zaczęliśmy trochę podnosić się z kolan, gdy powstał projekt COP, zmierzający do uprzemysłowienia centrum kraju, napadli na nas naziści z Zachodu (1939). Nastąpił jeden wielki kryzys  ciemiężonego narodu, trwający do 1945 roku.

 

Następnie zostaliśmy wyzwoleni przez Armię Czerwoną. Zagarnął nas na pół wieku międzynarodowy radziecki komunizm, który był w swej istocie jednym wielkim kryzysem człowieczeństwa, wolności, dobrobytu, pomimo oficjalnie wzniosłych idei. Po kilku latach odbudowy kraju zaczęło wychodzić na jaw, iż jest to system, dla którego słowo kryzys jest słowem bardzo popularnym. Na początku lat 70-tych XX wieku komunizm zaczął po prosty korodować tak mocno, iż doprowadzało to do wystąpień sfrustrowanych mas, pogrążonych w kryzysie społeczno-ekonomicznym (bieda, beznadziejność, zacofanie w wielu sferach).

 

Komunizm w końcu upadł, osiągnąwszy fazę masy krytycznej w postaci jednego wielkiego kryzysu. W 1989 roku wyszliśmy na "prostą". Rozpoczął się proces budowania wolności, demokracji, kapitalizmu. Efektem ubocznym tych zmian były nowe patologie społeczne: upadek nierentownych zakładów pracy, masowe bezrobocie, złodziejska prywatyzacja ( w wielu przypadkach), pauperyzacja dotychczas stabilnych grup zawodowych (np. pracowników PGR, wielu rolników). Znowu wystąpiły elementy kryzysu przy głównym nurcie, jakim był jednak rozwój kraju. Bezrobocie stało się największą plagą społeczna, trwającą do dziś.

 

Polski kryzys to niedorozwój infrastruktury społecznej, ekonomicznej, komunikacyjnej. To brak wielu firm w danym regionie, brak miejsc pracy dla nowych młodych pokoleń, to masowa emigracja za chlebem, to kiepskie drogi, niskie zarobki, nie różniące się niczym od średnich zarobków w Rumunii, to plaga rozwodów, demoralizacja ogłupiałej od telewizora młodzieży, to wiara w ojca Rydzyka i PiS, to dyktatura kościoła i miejscowych cwaniaków na szczeblu wsi, gminy, powiatu, województwa, to niski kapitał społeczny. To wielka propaganda sukcesu lansowana w mediach, za którą nie idą czyny, to wszechobecne kumoterstwo i mniej lub bardziej zakamuflowana korupcja.

 

Symbolem polskiego kryzysu są fatalne drogi, pijani kierowcy powodujący śmiertelne wypadki, młodzi ludzie po studiach nie mający dobrej pracy i uciekający na Zachód, gdzie odnajdują wielką samotność,  a także kolejki sfrustrowanych biedaków w Urzędzie Pracy.

 

Na Zachodzie kryzys jest wtedy, gdy bezrobocie przekracza jakiś próg, np. 7 procent. U nas realne bezrbocie wynosi od 19 lat od 15 do 40 %. My jesteśmy przyzwyczajeni do syfu, dlatego syfu nie zauważamy. Jesteśmy narodem cierpliwym, jak Rosjanie, i dlatego wiele potrafimy przetrwać.

Stach

37 Lublin
5 artykułów 2 teksty 59 komentarzy
Szukam harmonii, chociaż nie jestem akordeonistą.


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Dominik
Dominik 10 stycznia 2009, 15:56
Trochę boli, ale to prawda. Z drugiej strony pośród znajomych (kończących studia) jednak widać pojawiające się pomysłu na firmy, projekty i działania. Na pewno jest nieporównywalnie trudniej niż na zachodzie, ale nie znaczy to że nie jest to możliwe.
Kryzys najbardziej odczują korporacji i zatrudnieni w nic specjaliści ( nie chcę przytaczać jak mała to grupa), dopiero później "zwykłe" zakłady pracy i pracownicy. Prosta zasada im więcej masz tym więcej możesz stracić.

Myślę, że problemem nie jest sam kryzys a całkowita nieudolność w zarządzaniu kryzysowym stąd tylko krok do bankructwa, zwolnień itd. Zatem po części menadżerowie sami ściągają na siebie kryzys. Wracamy do punktu wyjścia. Nie przemyślane akcje - udzielanie ryzykownych pożyczek skutkują krachem. Tak samo będzie u nas. Firmy ślizgające się na granicy wydolności finansowej ( wtedy można wyprowadzić jak najwięcej pieniędzy dla siebie) polecą.

Jeszcze warto zastanowić się czy przetrwać to znaczy żyć?
lucus
lucus 10 stycznia 2009, 16:31
Pozwole sobie wtracic ze w artykule pojawiaja sie pomylki - chocby na samym poczatku:
-koniunktura na zborze trwala mniej wiecej do konca wojny trzydziestoletniej w Europie - czyli do polowy XVII w.
-liberum veto - tego chciala wiekszosc "obywateli"(pamietajmy o realiach owczesnej panstwowosci), dzis rowniez wiekszosc moze przeglosowac najwieksza nawet glupote.
-odsiecz wiedenska - pomimo populizmu o stratach, kwotach i niewdziecznej Austrii - brak powstrzymania wojsk Tureckich zagrozilby Europie duzo wiekszymi "kosztami" i "stratami", brak jakichkolwiek zyskow militarnych, gospodarczych i politycznych to zasluga wladzy (krola,sejmu i konstrukcji systemu), a nie "kryzysu". Natomiast analiza sojuszy w perspektywie ponad 100 lat - Stalin z Hitlerem dogadali sie w 1939, a kiedy zaczeli ze soba walczyc to nie musze chyba mowic.
A co do samego artykulu w calosci - dosyc ogolnikowy, swiatowa gospodarka jest tworem tak szerokim i wieloplaszczyznowym, ze raczej wypadaloby opisac czynniki nie tylko historyczne czy gospodarcze, ale rowniez spojrzec przez pryzmat swiatowej polityki, konfliktow w roznych czesciach swiata, wplywie spekulacji na stan gield swiatowych(a wiec niepewnosci tych instytucji), rozrost administracji i biurokracji czy nawet poprzez zwykla ludzka mentalnosc "polaka".
Z drugiej strony w 100% zgadzam sie z 3 ostatnimi, podumowujacymi akapitami. Lepiej sie nie da ujac.
nF
nF 11 stycznia 2009, 03:14
Lucus ma rację, tekst jest ogólnikowy i sporo w nim błędów i skrótów. Można równie dobrze postawić przeciwną tezę i na podstawie uproszczonych przykładów pokazać, jak zajebista jest Polska. Tak samo można dodawać kolejne pomysły, cofając się do wczesnosłowiańskiej państwowości. Co więcej, historię każdego kraju można przedstawić w ten sposób. Tylko po co?

Hegel napisał, że z historii narodów możemy się nauczyć tylko tego, że narody nie nauczyły się niczego z historii. Myślę, że należałoby raczej krytykować ślepy patriotyzm narodowościowy, czy głupotę współcześnie rządzących (albo może decydujących o losach kraju).

Kryzys oznacza regres gospodarczy. Cóż, jeśli Polska była w regresie od kilkuset lat, to nie wiem skąd mam kasę na bułki z serem.
Stach 11 stycznia 2009, 11:29
Używając słowa "kryzys" mam także w głowie pewną metaforę. Chodzi tutaj o ten swojski polski syf, o naszą nędzę umysłową i o zasadę TKM (Tera K....My!).
Jesteśmy zacofani wobec nawet przeciętnych krajów Europy Zachodniej, i to od setek lat. Przynależąc do cywilizacji zachodniej jesteśmy bardziej podobni do Rosjan niż np. Niemcy - i to jest nasz kryzys, nasz polski syf.
Dzięki za komentarze, ale uważam, że tylko człowiek infantylny i nigdy nie będący na Zachodzie oraz mało oczytany może uważać, ze w naszym kraju było lub jest "dobrze". Jak było tak dobrze to dlaczego upadła Rzeczypospolita, dlaczego wszyscy nas najeżdżali, mordowali, narzucali swoje idee i systemy władzy, dlaczego feudalizm trwał w zasadzie do 1945 roku?
I jak jest tak dobrze to dlaczego po studiach większość młodych ludzi wyjeżdża myć kible na Zachodzie?
nF
nF 11 stycznia 2009, 18:19
To nie krytyka, tylko krytykanctwo, oparte na - jak już pisaliśmy z Lucusem - ogólnikach. Bierzesz naukowo-społeczny, wieloletni dyskurs i zamykasz go w jednym zdaniu. W ten sposób czytelnik musi się zgodzić przynajmniej z częścią Twoich argumentów, ale ma spore wątpliwości co do tezy. Tym bardziej, że ani ten kryzys nie jest u nas tak niewidoczny, ani nie trwa od kilkuset lat.

Parę przykładów: "Przynależąc do cywilizacji zachodniej jesteśmy bardziej podobni do Rosjan niż np. Niemcy". Tak, jesteśmy bardziej podobni Rosjanom niż Niemcy. Tak, jesteśmy prozachodni. Ale nie należymy do cywilizacji zachodniej. Dyskurs II połowy XXI wieku dotyczy głównie tego, czy należymy do cywilizacji Europy Środkowej (i czy taka w ogóle istnieje). A Europa Środkowa to m.in. Niemcy (sic!). Możemy jeszcze podpisać się pod europejskim-północnoamerykańskim kręgiem kulturowym, ale to wszystko. "(...) feudalizm trwał w zasadzie do 1945" tu znowu rozumiesz termin "feudalizm" inaczej, niż jest to ogólnie przyjęte i zakładasz, że w latach 39-45 mieliśmy właściwie jakikolwiek system gospodarczy.

Uważam, że właśnie takie upraszczanie jest niewłaściwe. Jak napisał kolega Lucus, problemy ekonomiczno-gospodarcze są wielopłaszczyznowe i niezwykle skomplikowane, a pełne omówienie każdego z nich wymaga skomplikowanej i uważnej analizy. Nie wystarczy napisać, że wszyscy nas najeżdżają, bo jesteśmy tak beznadziejni, że nic innego nie można z nami zrobić, tylko podbić (swoją drogą nawet słowiańscy uczeni potrafili postawić tezę, że Słowianie nie potrafią tworzyć własnej państwowości). Jak każdy naród mieliśmy w swojej historii lepsze i gorsze okresy. Faktycznie w tej chwili pod kątem ekonomicznym jesteśmy w ogonku Europy i również mam wrażenie, że nie wykorzystujemy swojego potencjały. Ale nie znaczy to, że wszystko jest do dupy, wszędzie bida z nędzą, a monochromatycznego monitora muszę używać na spółkę z sąsiadem. Można zobaczyć jeszcze w naszym kraju parę dobrych rozwiązań. Myślę, że to właśnie podróżowanie po Europie pokazuje coś takiego. Nie ma idealnej państwowości i zawsze znajdą się - jeśli nie takie to inne - problemy.
lucus
lucus 11 stycznia 2009, 22:03
Mimo dosc mlodego wieku i marnego doswiadczenia mam za soba krotki bo krotki, ale zawsze - pobyt tak w Anglii, jak i w Rosji, a na codzien stycznosc z Czechami (studia w miescie Cieszyn). Oczywiscie zawsze da sie stwierdzic roznice cywilizacyjne miedzy panstwami, ale zauwazmy przeciez ze mieszkajac w rodzinnym 30-tysiecznym miasteczku na wyzynie krakowsko-czestochowskiej mam duzo gorzej w kwestii mozliwosci wszelkiego realizowania sie niz mieszkaniec Gdanska czy Warszawy. Co tu dalej z Londynem porownywac.
Natomiast co do stwierdzenia ze tu zawsze byl syf - owszem, ale pamietam gdy musialem laczyc sie z internetem przez modem na 20 minut, z predkoscia max. 10kb/s i sie cieszyc ze w ogole moge wyprobowac ten cud techniki, wszystko w impulsach TP. Dzis ten problem nie istnieje, wielu ludzi w ogole go nie dosiegnelo. Moge grac na Stratocasterze bo byl w sklepie w rozsadnej cenie, a nie meczyc sie na radzieckim rupieciu bo nie ma nic innego.
Natomiast nie jestem w stanie zrozumiec strajkujacych pielegniarek, w sytuacji gdy na przestrzeni 2 lat bylem w przychodni 4 razy i za kazdym razem musialem od nowa zakladac kartoteke bo "pan tu wczesniej nie byl", a jak juz powiedzialem "pani sprawdzi w tamtym regale, w drugiej szufladzie" to sie cudem wszystko znalazlo - zawsze jednorazowo.
Nie zrozumiem zwiazkow zawodowych walczacych o bonusy na ktore nie zasluzyli, nie zrozumiem wczesniejszych emerytur dla bibliotekarek, choc nic do tego zawodu nie mam. Ludzie kompletnie glusi (fizycznie) maja problem dostac rente a nieudolny pracownik zada dodatkowych przywilejow? Nie ma mowy.
A ostatnie co drazni mnie najbardziej - to ze niejednokrotnie chcac zakupic jakis towar, musze zaplacic 4x drozej (bo w euro) i jeszcze drugie tyle za przesylke - bo w kraju pewnych specjalistycznych rzeczy nie ma i nie bedzie, wiec trzeba sprowadzac ze strefy euro. Porazka.
Bol polega na tym ze jesli Anglik zarabia 2000 euro, a Polak 2000 zl, to Anglik efekt do gitary kupuje za 90 euro, a Polak za 399 zl (kurs waluty + transport + marza). To jest moim zdaniem jeden z elementow "kryzysu". Kto chce niech wymienia dalej.
Marsyn
Marsyn 13 stycznia 2009, 16:09
zgodzę się z ogólnym stwierdzeniem o "kryzysie" czy raczej o trudnościach z jakimi borykał się naród polski na przestrzeni wieków. Mam opory odnośnie reszty. Moim zdaniem począwszy od rozbiorów NIGDY nie byliśmy w tak doborowej sytuacji jak teraz. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych, którzy mogą się uczyć, dorabiać i głosić najróżniejsze poglądy... zamiast biegać z pługiem czy bagnetem lub zapijać rozum w fabryce jako "bezrobotny w miejscu pracy".

W ludziach żyje jednak mentalność, którą pewien pan opisał tak: "Tylko zimno i pada, zimno i pada na to miejsce w środku Europy/ Gdzie ciągle samochody są kradzione, a waluta to polski złoty".

Efektem takiego postrzegania kraju jest dla mnie stwierdzenie o kryzysie, którego w Polsce ma nie być. Myślę, że prędzej "znów zima zaskoczy drogowców".

Dobrze jednak, że temat został podjęty i wywiązała się z niego dyskusja.
Usunięto 1 komentarz
przysłano: 9 stycznia 2009 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca