Film

Holy Motors

Barwny i intrygujący, pozbawiony znamion realizmu odkrywa problemy zakorzenione w rzeczywistości czy w jej braku – o najnowszym filmie Leosa Caraxa.

Holy Motors to jeden z filmów, który miałam okazję obejrzeć w ramach 3. Międzynarodowego Festiwalu Producentów Filmowych REGIOFUN 2012 i muszę przyznać szczerze, że to właśnie on od pierwszego kontaktu z festiwalowym programem przykuł moją uwagę najbardziej. Po przeczytaniu opisu zamieszczonego na jednym z portali internetowych od razu wiedziałam, że muszę tak ustalić sobie grafik, aby na Holy Motors być na pewno, co wcale nie było takie proste, skoro na Regiofun wyświetlono prawie 80 filmów. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy się okazało, że opis nie do końca pokrywa się z samym Holy Motors, że oto przede mną jest wyświetlana zupełnie inna historia od tej, której się spodziewałam! A to ci film niespodzianka!

 

Piszę o nim jednak z zupełnie innych powodów: jest to film nie tyle dobry, co intrygujący, pozostawiający ogromną przestrzeń dla odbiorcy w postaci wielu tropów interpretacyjnych. Ta wielość nie powinna dziwić, zwłaszcza gdy zwrócimy uwagę na fabułę, składającą się z… no właśnie, z czego ona się składa? Niewątpliwie nie są to żadne mikrohistorie, raczej wycinki, punkty na osi zdarzeń niepowiązanych ze sobą osób. Nie wiemy, czego są konsekwencją ani jakie konsekwencje przyniosą. To tylko krótkie sceny ze spektakli życia mieszkańców Paryża.

 

A o czym jest film? Przede wszystkim o mężczyźnie o imieniu Oskar (Denis Lavant), który pracuje w tajemniczej agencji, w związku z czym każdy dzień spędza w ekskluzywnej limuzynie, podążając od spotkania do spotkania. I na tym można by zakończyć prezentację fabuły, gdyby nie fakt, że Oskar nie pozostaje Oskarem, natomiast ani limuzyna, ani spotkania, ani tym bardziej praca niewiele związku mają ze zwykłością czy wręcz nudą, jaka tkwi w takim opisie. Samochód stanowi charakteryzatornię, w której bohater przygotowuje się do każdego spotkania – to właśnie wspomniane sceny rozgrywane każdego dnia w Paryżu. W limuzynie bohater zapoznaje się z rolą, jaką ma odegrać, zmienia swój image; na dodatek sam pojazd też nie ma zamiaru pozostać pojazdem normalnym i postara się zaskoczyć odbiorców, przypominając wszystkie filmy typu Knight Rider.

 

Szybko przyzwyczajamy się do kolejnych zmian bohatera, zaczynając traktować film jako przypowieść rozprawiającą się z motywem życia jako teatru, traktującą o problemie tożsamości (Kim jest Oskar? Czy ma jakieś „ja”? Nawet jeśli my go nie odnajdujemy, to czy bohater jest w stanie to zrobić?), aż do chwili, gdy Oskar zostaje śmiertelnie ugodzony nożem przez człowieka, którego przed momentem zabił, po czym jakimś cudem dociera do limuzyny i rusza na kolejne spotkanie. Wierzcie mi, zdziwienie, jakie malowało się na twarzach widzów, w tym także mojej własnej, było imponujące. Na szczęście reżyser nie porzucił nas w tym irytującym uczuciu i w dalszej części zasugerował odpowiedź na nurtujące pytanie: o co chodzi w tym filmie?

 

Charakteru mozaiki nie nadaje tu wyłącznie wielość scen, które łączy zaledwie postać Oskara. W Holy Motors wymieszano rozmaite gatunki: melodramat, film akcji czy gangsterski, można by powiedzieć, że pojawiają się także elementy scence fiction i jeszcze kilku innych gatunków. Falę śmiechu wywołało wprowadzenie musicalu. Tego chyba nikt z nas się nie spodziewał. Nie do końca tylko wiadomo, czy taka niespodzianka ma pozytywny czy negatywny wydźwięk, trudno nawet przed samym sobą o jednoznaczą ocenę. Co by nie mówić, przyznać należy, że Holy Motors jako przykład dzieła postmodernistycznego sprawdza się. Inna rzecz, że postmoderna już chyba niewiele refleksji w nas powoduje, prędzej możemy się spotkać z opinią, jaka ją otaczała na początku istnienia – toż to jakieś dziwy są, niezrozumiałe, tworzone bez uwzględnienia widowni! W związku z czym dobre zdjęcia, dopasowanie ich do gatunku, jakim opowiada się daną scenę, dopasowanie do sceny odpowiedniego miejsca, stroju, dialogów, muzyki w pewnym momencie zaczęło tonąć w niezrozumieniu, w nieumiejętności ogarnięcia całościowego przekazu filmu.

 

Może wielość tropów nieco zgubiła widzów, ale proszę Państwa, należy pamiętać od czego Holy Motors się zaczyna. My, siedzący w kinie, spoglądamy na ludzi siedzących w jakimś innym kinie, również spoglądających na ekran, tyle że to my jesteśmy ukazani na ich ekranie. Zatem kto komu się przygląda? Nad tym od początku reżyser każe się nam zastanowić. My badamy film, lecz jednocześnie badana jest także nasza reakcja. Przy okazji festiwali takich jak Regiofun, w których udział biorą twórcy danych filmów, kwestia ta ujawnia się jeszcze bardziej. Producenci, reżyserzy, scenarzyści, przychodzą na seanse i czekają na reakcję publiczności, bo prawda jest taka: film to nie tylko to, co widzimy na ekranie, to również twórcy, ich dialog z odbiorcami i w głównej mierze sami odbiorcy.

 

Skoro już jesteśmy przy motywie widowni, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną ścieżkę interpretacyjną, a mianowicie poddanie refleksji tematu kina. Kino same w sobie, jako rozwój kinematografii, technologii, aktorstwa i tego, co zmienia w naszej rzeczywistości. Możemy potraktować to zagadnienie całkiem prosto lub dostrzec rys teorii Deborda czy Goffmana o teatralizacji społeczeństwa, a nawet idąc dalej dostrzec myśl Baudrillarda o nieistnieniu rzeczywistości: żyjemy w symulakrum własnego życia. To ostatnie podkreśla szczególnie fakt, że nie tylko główny bohater pracuje dla Holy Motors. Każdy z jego pracowników wchodzi w symulację codzienności Paryża.  

 

Trudno być sędzią tak specyficznego filmu, który zarówno intryguje, jak i momentami pobudza organizm do ziewania, który podejmuje stare problemy, a jednocześnie zasiewa ziarno nieco innej drogi interpretacyjnej od tej, jaką się szło dotychczas. Powiem jednak tak: Holy Motors był pierwszym filmem ze wszystkich obejrzanych podczas Festiwalu Regiofun, który zmusił mnie do napisania recenzji, do wypowiedzenia się o nim w jakikolwiek sposób. Natomiast ocenie poddało go jury w Cannes, gdzie Leo Carax wygrał Nagrodę Młodych, a Holy Motors zostało nominowane do Złotej Palmy.  

 

 

 

©Justyna Barańska

 

 

Holy Motors

reżyseria: Leos Carax

scenariusz: Leos Carax

obsada: Denis Lavant, Edith Scrob, Eva Mendes, Kylie Minogue

produkcja: Francja, Niemcy

rok produkcji: 2012

trailer: youtube

 

Film obejrzany w katowickim Kinie Światowid

_______________________________________________________

 

Dzisiaj zapraszamy Państwa na ostatnie pokazy filmów w ramach 3. Międzynarodowego Festiwalu Producentów Filmowych REGIOFUN 2012. Szczegółowy program znajduje się tutaj: klik

 

 

 

Zdjęcia


Justyna D. Barańska

Justyna D. Barańska premium

33 Ruda Śląska
120 artykułów 6 tekstów 7394 komentarze
Przez dwa lata (06/2011–07/2013) pełniła funkcję redaktor prowadzącej, wcześniej opiekunka sekcji poetyckiej i recenzentka literacka ,,Jest we mnie stare żelastwo, chrzęst zbroi, modły pogan, Są krainy, które znamy tylko z niedokładnych snów."…
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Klaudia Pieszczoch 7 listopada 2012, 11:34
'Trudno być sędzią tak specyficznego filmu, który zarówno intryguje, jak i momentami pobudza organizm do ziewania' - zgadzam się. Ja sama nie wiedziałam do końca co sądzic o tym filmie, ale bez wątpienia miałam ochotę przemyślec to, jak na mnie wpłynął. Dla mnie był on takim szkatułkowym snem, ktory rwie się i ciągle przeobraża. Trzeba też podkreślic, że wizualnie zachwycający.
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 7 listopada 2012, 11:35
Prawda, istna pożywka dla oczu, zwłaszcza że sceny są nagrane w tak rozmaitych miejscach, wykorzystane są do nich różne stylistyki, barwy, stroje, rekwizyty - coś pięknego.

Która rola bohatera podobała ci się najbardziej?
Usunięto 1 komentarz
przysłano: 28 pazdziernika 2012 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca