Muzyka

Legendy alternatywy w Agorze

Mocne granie, nieśmiertelne kawałki oraz refleksje na temat przeszłości i teraźniejszości polskiej muzyki niezależnej w rozmowie z Robertem Brylewskim i Filipem Gałązką.

Centrum Kultury Agora gościło w sobotę (23 września) trzy kultowe zespoły. Legendy punk rocka: Apteka, Kryzys (była Brygada Kryzys ) i Ga- Ga- Zielone Żabki, pomimo skromnej publiczności zapewnili jej pełen mocnego grania wieczór. Widocznie brakowało charakterystycznego koncertu punkrockowego klimatu, a tłum zastąpiły prześwity drewnianej podłogi sali koncertowej. Mimo wszystko, artyści zagrali koncert tak samo, jakby stała przed nimi kilkutysięczna publika.

 

 

 

 

Pierwsi na scenie pojawili się muzycy z zespołu Ga-Ga- Zielone Żabki. Koncert został zagrany na dość wysokim poziomie, co potwierdzała żywa reakcja publiczności, oraz charakteryzowało go dość reggae’owe brzmienie. Można było usłyszeć ich najbardziej znane utwory, takie jak „Gazety” czy „Kultura”. Następnie na scenę wyszedł Kryzys, w towarzystwie dużych oczekiwań i niestety nie do końca im sprostał. Artyści popełnili kilka wyraźnych błędów technicznych. Głos Brylewskiego ledwo dał się słyszeć publice. Mogło to jednak wynikać z akustyki sali, błędu dźwiękowca równie dobrze, jak z braku mocy w głosie wokalisty. Mimo tego, publiczność bawiła się bardzo dobrze, zdając sobie sprawę, że problemy techniczne to sprawa drugorzędna, gdy na scenie stoi Brylewski. Apteka natomiast zapewniła kapitalny finał imprezy. Na scenie dała się odczuć niezwykła energia, moc, psychodela i żywiołowość. Chłopaki z zespołu pokazali, co to jest punkowe granie. W pewnym momencie zrobiło się tłoczniej i powstał mały zalążek pogo, które jest poniekąd wpisane w punkowe koncerty. Apteka zagrała zarówno stare, jak i nowe kawałki z płyty, która ma się ukazać jesienią.

 

 

Organizatorzy starali się ze wszystkich sił, aby impreza przebiegła bez komplikacji. Tak w istocie było i dzięki temu, otrzymałam porządną lekcję punkrockowego grania i muzycznej historii Polski. Uważnie wsłuchując się w koncert, jak i w reakcje i opinie publiczności, muszę stwierdzić, że był to w znaczącej mierze udany koncert. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że jedynie sceneria sali gimnastycznej i mała frekwencja stanęły na przeszkodzie stwierdzeniu, że był to koncert genialny.

 

 

 

 

 

Po zejściu ze sceny, członkowie zespołu Kryzys zgodzili na krótki wywiad z Wywrotą.pl, który przedstawiamy Wam poniżej. Do rozmowy postanowił przyłączyć się Piotrek Sankowski, który imponował ogromną wiedzą na temat polskiej sceny punk rockowej i którego z pewnością można zaliczyć do przedstawicieli młodego pokolenia punkrockowego, doceniającego i czerpiącego z dorobku polskich legend tego gatunku muzycznego. Dla niego rozmowa z Robertem Brylewskim stanowiła duże przeżycie.

 

Justyna: Powiedzcie, jak wam się dziś grało?

Robert: Słuchaj, zapowiadało się fantastycznie i wszyscy mówili, że będzie fantastycznie. Jednak przesąd muzyczny zadziałał. Nie można tak mówić przed koncertem, bo tak spieprzonego koncertu, jeśli chodzi o ilość błedów, nie dałem, nawet nie pamiętam, od kiedy. Zespół był dzisiaj po ciężkiej podróży, przez blokowany Piotrków Trybunalski i okazał się bardzo spięty. No może połowa zespołu. Żal było mi na scenie, bo jak graliśmy próby, to było fajnie.

 

Justyna: Nigdy nie można przewidzieć, jak będzie na żywo.
Robert: Tak, ale nie można się przede wszystkim nakręcać przed koncertem, jak to było w moim przypadku. Zawsze to się źle kończy dla mnie, czy dla moich kolegów.
Filip: Ja nie chcę nas tłumaczyć, ale zespół jest teraz w okresie przejściowym. Skład się znowu trochę pomieszał, trochę się pozmieniał. Nie mieliśmy czasu, bo każdy był dość zalatany.
Robert: Zupełnie się nie tłumaczysz. (śmiech)
Filip: Ale nie było czasu, żeby się do końca „skrystalizowac”.
Robert: Ale on ma racje. Winny jest czas. Powinniśmy rozstrzelać czas.

 

Justyna: A jak reagowała publiczność?
Robert: Była genialna. Dostaliśmy duży kredyt zaufania, a powinniśmy dostać dużego kopa za tę parę pomyłek, które poszły „po sąsiadach”. Muzycy tak mówią o pomyłkach, że zazwyczaj idą „po sąsiadach”

 

Justyna: Na dzisiejszym koncercie nie było jednak pełnej Sali. Sceneria również nie była typowo „koncertowa”, prawda?
Robert: Ja muszę przyznać, że są to dla mnie drugorzędne rzeczy. Najważniejszy, że była fajna zabawa, a dzisiaj szczególnie cieszy mnie ten kredyt zaufania. Nawet jak zagramy schrzaniony koncert, to dostajemy taki aplauz, że możemy się spokojnie położyć spać i potem rano w lustro spojrzeć.

 

Piotrek: Ciekawi mnie, który z wielu zespołów, z którymi Pan współtworzył, jest dla Pana najważniejszy, który uznałby Pan za swoją drogę. Bo jest Pan z pewnością człowiekiem, który przyznaje się, do wszystkiego, co tworzy.
Robert: O nie, ja mam wiele tajemnic... Tego się nie da zrobić, bo zespoły, w których grałem miały różne okresy. Na przykład w okresie stanu wojennego to, co robiliśmy z Brygadą, stanowiło dla mnie ekstremalne przeżycia. Wbrew pozorom to nie była trauma spowodowana stanem wojennym. Mieliśmy wtedy po dwadzieścia-kilka lat i to był nasz czas i ten czas, mimo, że był ciężki, dziwny, opresyjny, to ja wspominam go genialnie. Mieliśmy, co robić wtedy.

 

Piotrek: A jak Pan widzi czasy współczesne i współczesne młode pokolenie w odniesieniu do tego, co było kiedyś: do frontów, takich jak Babilon, Izrael. Czy to dalej istnieje?
Robert: Na dzień dobry Ci powiem, że w ogóle nie da się tego porównać. Są to tak kompletnie różne sytuacje: dzisiaj i powiedzmy, dwadzieścia – dwadzieścia pięć lat temu, że nie jestem w stanie żadnych porównań ryzykować. Naprawdę. I to w żadnej z dziedzin: muzycznej, społecznej, czy jakiejkolwiek. Tak wielkie zmiany zaszły.

Filip: Robert ma zdecydowanie rację. Wiadomo, że muzycznie, pokoleniowo i gospodarczo to były zupełnie inne czasy. Lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte, teraz mamy odrębne czasy.

 

Piotrek: W takim razie, jak widzicie poziom energii i potencjału w młodym pokoleniu?
Robert: Ludzie na pewno nie myślą o tym na np., ale cos takiego nie zdarzyło się w tym kraju nigdy. Teraz całe pokolenie wyrasta bez doświadczania wojny. Nasz kraj ma w swojej historii wojny, najazdy, gwałty – niemal non stop. Nie było dziesięciu lat, żeby nie było jakiejś rozpierduchy. Na pewno jesteście dużo zdrowsi, wyżsi. Nie wiem, czy wiecie, ale w 1939 przeciętny poborowy miał metr sześćdziesiąt. Tak się zmieniły czasy. Tak się zmieniło zdrowie, warunki życia. Nie ma już głodu i z tego powodu jesteście nie dość, że zdrowsi, to jeszcze wyżsi. Dzisiaj przeciętny mężczyzna mierzy chyba metr siedemdziesiąt sześć.
Filip: W latach osiemdziesiątych, człowiek nie miał nawet, na czym grać. Szczytem luksusu byłe bębny czeskie, Amati. W tej chwili możesz nawet nagrać płytę w pokoju.
Robert: My zakładaliśmy skóry na bębny. To była taka skóra, cienka jak pergamin. Moczyło się ja w wodzi i nakładało na perkusję, bo nie było innego wyjścia.

 

Piotrek: Nie sądzicie, że teraz nastał jednak taki „kościół bez Boga”? Przez profesjonalizm, lepsze warunki, zaczyna brakować w muzyce ducha, siły.
Robert: To bardzo ciekawe, o czym mówisz. Myślę, że objawia się na przykład w braku ciekawych tekstów. W porównaniu z latami osiemdziesiątymi, nie ma tam nic. Merytorycznie brakuje, chociażby na froncie, bohatera rockandrollowego, tzw. Rock and Roll Hero, czyli kogoś, kto sprzedaje tekst, mówi coś do ludzi, a nie tylko się lansuje. Nie ma tez poety rockandrollowego. Gdy byłem jurorem na przeglądzie zauważyłem, że na trzydzieści pięć zespołów, trzydzieści jeden śpiewa po angielsku, a pozostałe cztery teksty były ludyczne i trochę nawet „lepperowskie”. To jest tragedia. A jeśli chodzi o ten kościół, o którym mówisz jest zajebisty. Teraz w sklepach masz tysiące gitar, jest tysiące zdolnych muzyków, nawet fagocistów znajdziesz pięciu. To właśnie jest ten kościół. A brak Jah, to jest właśnie brak tekstów.
Filip: A kiedyś szukałeś perkusistów pół roku po mieście...

 

Piotrek: Dla wielu ludzi jesteście symbolem klarownego podziału na Babilon, lud boży i wychodzenie z Babilonu. Może ich dziwić, że pojawia się pan w takich programach, jak np. Kuba Wojewódzki. Mogą to kojarzyć ze „współczesnym Babilonem”.
Robert: Niesłusznie. Nie powinno się tak mówić. Bardzo łatwo jest przywiesić komuś etykietę. Rzadko kto ma czas na starania, aby poznać taką personę, zainteresować się tym, gdzie się urodziła, wykształciła. Ile przeczytałeś artykułów Wojewódzkiego napisanych w młodości? Więc nie możesz tak o nim mówić. Dzisiaj nie ma żadnej świętości, dzisiaj się wszystko krytykuje.

 

 

Piotrek: Na zakończenie chciałem Wam podziękować za wszystko, co zrobiliście dla polskiej muzyki.

Robert: I nawzajem. Również dziękuje, bo bez odbiorców, nie ma nadawców. Poczta nie działa.

 

 

Z Robertem Brylewskim i Filipem Gałązką rozmawiali Justyna Białogłowicz i Piotr Sankowski.

 

 

Po więcej informacji zapraszamy na strony internetowe zespołów:
Ga-Ga Zielone Żabki
Brygada Kryzys
Apteka

 

©Justyna Białogłowicz i Daniel Soboń

 

 

 

Autorem zdjęć jest ©Daniel Soboń

Patronat medialny:
Wywrota

Zdjęcia


Dżastin

Justyna Białogłowicz Dżastin

34 Londyn
54 artykuły 8 tekstów 143 komentarze
Wywrotowiec z La Manchy
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 27 marca 2011 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca