Muzyka

Aptaun Tour we Wrocławiu - definicja: OGIEŃ!

Aptaun Records – wytwórnia skupiająca najznakomitszych polskich raperów wyruszyła w trasę. Oto skrót z rzeczy legendarnych.

Kiedy o 19.30 w Alibi pojawiali się pierwsi fani, obawiałam się, że publika nie zapełni nawet połowy sali. W głośnikach leciała muzyka z gatunku: różna, na ekranach: piłka ręczna, i nic nie zapowiadało bomby, która miała wybuchnąć jeszcze tego samego wieczora. Gdyby ktoś mnie zapytał, co się działo na Aptaun Tour podczas koncertów we Wrocławiu, odpowiedziałabym: WSZYSTKO.

 

Line-up stanął na głowie już w pierwszej minucie. Na scenie pojawił się Oxon, bez zapowiedzi, w ramach supportu  złożonego z trzech numerów. Zadanie MC spełnił – nagle pod barierką zrobiło się tłoczno, a las rąk swobodnie zaczął rosnąć. Biorąc pod uwagę fakt, jak wysoko postawił sobie poprzeczkę w pisaniu tekstów, muszę powiedzieć, że podziwiam tempo nawijania, nawet jeśli czasem odbywa się to kosztem urwania krótkiego fragmentu. Temperatura urosła wystarczająco, żeby przyjąć Tomika z Siwersem.

 

Byłam przekonana, że ten fragment koncertu odbędzie się poprzez ustawiczne „klepanie” promocji Portfolio – najnowszego wydawnictwa Tomiko. Nic bardziej mylnego. Do Panów nagle dołącza… Justyna Kuśmierczyk! W tej chwili zrozumiałam, że tego wieczoru moje pojęcie o graniu koncertów stanie na głowie. Przy ultra mocnym numerze Pewność siebie nie miałam krzty wątpliwości, że słupek rtęci zastraszająco szybko pnie się w górę. Siwers przejął mic’a i dopełnił dzieła. W międzyczasie poleciało w stronę publiki kilka płytek. Występ był bardzo kompletny i przyznam, że nie spodziewałam się takiej mocy.

 

Jako trzeci artysta pojawia się sam „Prezes” – Pyskaty. Iskra między grającymi, a gremium fanów przeskakuje niebywale szybko. Z minuty na minutę grono rośnie, a uniesione ręce widać w całym tłumie. Słusznie – Pysk prezentuje nie tylko kawałki z Pasji czy wraca do bangerów z Pysk w  Pysk, ale pojawia się również utwór ze… Skazanych Na Sukces. Od początku dziwiło mnie, dlaczego ten występ jest zaplanowany na pierwszą połowę imprezy. Odpowiedź jest prosta: zajawka jest ponad wszystkim, a Pysk schodzi ze sceny, by za chwile wpuścić na nią swoich „podopiecznych”.

 

PeeRZet wskakuje na deski razem z ekipą Hipocentrum. I znów prezentuje się cała gama utworów: od solówek z ostatniego krążka po wspólne dzieła grupy. Występ Przemka jest gwarancją jakości – ten raper nie przypadkowo stoi na wspólnym podeście z Aptaun. Technika, która jest największym atutem PeeRZeta została w 100% przełożona na warunki koncertowe. Bezbłędnie panuje nad tłumem i kilkaset gardeł powtarza fragmenty utworów. Klub jest zapełniony od sceny pod drzwi i niecierpliwie czeka na kolejnych artystów. Niemal natychmiast w głośnikach rozlega się rap spod szyldu Proximite.

 

Małpie nie raz już zarzucano, że od trzech lat opiera swoją działalność na jednym materiale. Pamiętajmy jednak, że występ odbywał się w duecie i Jinx nie odgrywał wyłącznie roli hypemana. Nie dość, że materiał z Kilka numerów o czymś nadal „buja”, to Panowie dorobili się w międzyczasie kilku wspólnych nagrań. Największym hitem tego występu było jednak wykonanie live Skały – numeru, który w zawrotnym tempie pobił rekordy popularności na YouTube. Dało się to odczuć pod sceną – publiczność szalała,  Proximite nie zawiodło swoich zwolenników.

 

 

Cały występ Aptaun był jak niekończąca się opowieść. Jeszcze nie zdążyłam odetchnąć po serii koncertów opisanych wyżej, a już mam przed sobą ekipę B.O.K.! Nie wiem, czy miała to być kolejna niespodzianka, czy wynikało to z szybkiego przeorganizowania line-up’u (ekipa z Bydgoszczy była zapowiadana jako zamykająca całe wydarzenie). ale słysząc pianino z Banicji już wiedziałam, że zapamiętam ten performance na długo. Warto wspomnieć, że B.O.K. dołączyli do składu wytwórni całkiem niedawno, a o ich koncertach w instrumentalnym składzie chodziły już małe legendy. Mimo mikrofonu, który nie domagał przez chwilę, Bisz rozbujał klub co do ostatniego gościa. Prezentował się zarówno Wilk Chodnikowy, jak i numery całego składu. Osłupiałam w momencie, kiedy na scenie ponownie pojawiła się Justyna Kuśmierczyk i zaśpiewała swój sztandarowy hit zremisowany przez Oera. Jeżeli byłeś tam wtedy, to pewnie też pomyślałeś, że już nic Cię bardziej nie zaskoczy. Zaskoczyło. Ponad osiem baniek ludzi, którzy krzyczeli na całe gardło: „Pollock!”. I ten pstryczek w nos, bo występ następnej gwiazdy przyprawił mnie o dreszcze jakich nie miałam nigdy.

 

Adam Chrabin, pseudonim Te-tris. Autor epokowej płyty Lot 2011, raper, o którym można by napisać tu cały oddzielny artykuł. Kilka dni przed trasą wytwórni pojawił się w Internecie skrót z Rapmeethink – serii imprez, na których Tet pojawiał się z WdoE. Nakręcona jak szwajcarski zegarek czekałam na ten występ niecierpliwie. I jeśli kiedykolwiek Te-tris pojawi się na imprezie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów to niech nie będzie Wam straszny „śnieg i lód”. Nie będę się odwoływać do zagranych numerów, Adam ma tak szeroką dyskografię, że chyba wszystkim by porwał tłum. Ten Pan nie musi już udowadniać, że jest muzykiem kompletnym (kolejny występ wspomagany żywymi instrumentami) a jednak wciąż daje z siebie wszystko. Słychać było gardło zdarte od występów w dniach poprzednich. Ale nic nie przeszkodziło Tetowi z Pogzem zrobić istny rozpierdol w Alibi. Tak, był freestyle. Urzekło mnie jednak co innego – niesamowity sposób komunikacji z ludźmi pod sceną. Nawet stojąc w znacznej odległości wyczuwasz więź z artystą. A ten raper ma misję. I po kontakcie muzyk-fan już rozumie się całą filozofię „fly or fly”.

 

Po całej kanonadzie muzycznych emocji ledwo pamiętam koncert WdoE zamykający całą imprezę. Nie potrafię już nawet umiejscowić w czasie momentu wykonania utworu „Razem”, który był mega bombą – i na płycie, i przy wykonaniu na żywo. Naćpana muzyką pamiętam już tylko światło i… stagediving! Przede wszystkim uderzyło we mnie odczucie, że uczestniczę w rzeczach epokowych. Patrzysz na coś, co jest najlepszym dowodem na FAKT, że rap ewoluował, że idzie do przodu, że rozwija się i ma się rozwijać dla kogo. Nie ma według mnie lepszej ekipy niż Aptaun, długo nikt nie powinien ich przegonić. Jeśli ktokolwiek z Was będzie kiedyś miał okazję kupić bilet na taką imprezę – kupcie dwa i weźcie ze sobą kogoś, kto nie słucha rapu, tylko po to, żeby pokazać jak pięknie wygląda i brzmi ta kultura. 

 

                                                                                       © Katarzyna Stolarczuk

 

 

Trasa koncertowa: Alibi Tour 2013

Artyści: Oxon, Tomiko, Siwers, Justyna Kuśmierczyk, Pyskaty, PeeRZet (Hipocentrum), Proximite, B.O.K, Te-Tris, W.E.N.A.

Miejsce: Klub Alibi, Wrocław, ul. Grunwaldzka 67,

Data: 17.03.2013r.

17 marca 2013, 20:00 Wrocław, klub Alibi

Zdjęcia


Katarzyna Stolarczuk

Katarzyna Stolarczuk

31 Wrocław/Kraków/Chełm
19 artykułów 15 tekstów 25 komentarzy


przysłano: 19 marca 2013 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca