Proroctwo czy prognoza? – O „Święcie rewolucji” Michała Protasiuka

Święto rewolucji zbliża się nieuchronnie. Czy jesteśmy na nie gotowi? Już niedługo świat, który znamy, zmieni się nie do poznania. Czeka nas nowy, lepszy początek, czy niewyobrażalna katastrofa?

 

 

 

Przeciętny Polak jest przede wszystkim konsumentem. Pije Coca-Colę, nosi Adidasy, gotuje z pomocą Knorra, chodzi do Heliosa, podróżuje PKP, czyta Wyborczą. Wokół jego potrzeb rozpoczyna się wyścig marek, w którym wszelkie chwyty są dozwolone. W taką rzeczywistość wprowadza nas autor już na pierwszych stronach thrillera Święto rewolucji. Uzmysławia czytelnikowi, w jaki sposób funkcjonuje on w strukturach marketingowych, jakie ma znaczenie dla świata rządzonego przez ponadnarodowe korporacje. Każda jednostka wpleciona jest w sieć społeczną, która definiuje ją jako integralną część społeczeństwa informacyjnego. Sieci społeczne to z kolei systemy znajomości napędzane przez nowoczesną technologię. Ich zerwanie ma przynieść katastrofalne skutki.

 

 

W powieści Michała Protasiuka rewolucja przebiega stopniowo na każdej stronie. Jest nieunikniona dla tych wybranych, których otwarte umysły przewidują nadejście wielkiej zmiany. Czy suma „małych rewolucji” na wielu płaszczyznach życia bohaterów to zwiastun jej nadejścia, czy już przebieg? Michał Protasiuk lokuje rewolucję w osobistych dramatach, przewartościowaniach światopoglądu, zderzeniach z dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością, jak również w tym, co widoczne jest w telewizji i prasie, czy zapisane w raportach specjalistów. Centralnym motywem jest tu postać Lisieckiego i jego twórczość. Genialny poznański pisarz, okazuje się prorokiem zmian i posiadaczem wiedzy tajemnej na temat ich kierunku. Łączy matematykę, która jest kluczem do szyfru przyszłości z literackim przedstawieniem codzienności. Czy w Święcie rewolucji również odnajdziemy pewien wzorzec i treść ukrytą? Być może autor podaje nam w ten sposób mapę do zrozumienia swojej powieści. Jakkolwiek by nie było, Protasiuk z pewnością nie aspiruje jedynie do miana „polskiego Dana Browna”, jego apetyt jest większy.

 

Historie czterech głównych bohaterów splatają się wokół spisku, w który zostają mimowolnie wplątani i który starają się rozwikłać. Marek - manager pracujący w Danii, Dorota - grafik, Marcin - geniusz marketingowy i Agnieszka - studentka socjologii, angażują się w prywatne śledztwo, które ujawnia ich osobiste słabości, ściąga niebezpieczeństwo, nie pozwala na spokojny sen, normalne życie. Rozpoczynają walkę z przeciwnikiem, którego tożsamości nie potrafią odkryć. Tajemnica przenika wszystkie sfery ich życia, a relacje między nimi zacieśniają się. Losy z czterech pozornie odrębnych włókien tkają teksturę o niezwykle skomplikowanym splocie i wzorze, równolegle z rozwojem fabuły. Z biegiem akcji do tej specyficznej gry dołączają nowe postaci, z pozoru przypadkowi ludzie. Czarne charaktery zaś przybierają postać dwóch pięknych kobiet, którym męska natura nie pozwala się oprzeć i które zawsze zwiastują kłopoty. Dobra kreacja bohaterów jest mocną stroną powieści i stanowi spoiwo wielu płaszczyzn fabuły.

 

Zdecydowanym atutem publikacji jest ciekawe i wzbudzające refleksje połączenie świata nauki z elementami mistycznymi. Testy, które mają naukowo dowieść dogmatów religii, skonfrontowane zostają tu z czystą ludzką wiarą. Osada, jako azyl dla przeciwników systemu i idea świata bez neoliberalnych szablonów, skupia ludzi oczekujących, na nowy, lepszy początek, który zwiastować ma nadejście nowego mesjasza. Dla świata okalającego Osadę zmiana oznacza obalenie ideałów, klęskę myśli wszelkich dyscyplin naukowych i wszechogarniającą recesję. Autor porusza kwestie szeroko dyskutowane przez uczonych i filozofów i kreuje świat, w którym znane są odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania. Czy można naukowo dowieść istnienia Boga i życia po śmierci? Czy losy świata można wiarygodnie prognozować? Czy matematyczna analiza jest w stanie wygrać potyczkę z wszechmocną rolą przypadku? Czy kres kapitalizmu wisi nad nami? Czy można manipulować ludźmi za pomocą ich snów? Zaspokojenie tych przejawów ludzkiej próżności następuje u progu upadku wszystkiego, co jest nam znane. Czytelnik musi zdecydować, czy to chciwość rasy ludzkiej wiedzie do zguby, czy też w rękach kilku jednostek musi znaleźć się los rzeczywistości wykreowanej przez tysiąclecia doświadczenia, jak to jest w większości thrillerów.

 

Trudno zaprzeczyć, że Święto rewolucji ma w sobie wszystkie elementy dobrego thrillera. Jest to bogata w retrospekcje i nieoczekiwane zwroty akcji układanka wątków, której kolejne elementy odkrywane są bardzo ostrożnie i nieoczekiwanie. Wskazówki wkładane są w usta bohaterów, listy, smsy, artykuły. Autor zmusza czytelnika do ciągłego myślenia, kojarzenia faktów, częstego wracania do poprzednich wątków. Mimo, że z dużą pewnością powieść cechuje lekkie pióro autora, nie można oprzeć się wrażeniu, że pewne momenty są przeciągane, bohaterowie tworzą bardzo bogate opisy i snują nierzeczywiste wywody. Bardzo ciekawe elementy stylizacji językowej, jak np. użycie gwary poznańskiej, sąsiadują z niekonsekwencją w doborze słownictwa, chociażby w dialogach domniemanie anglojęzycznych. Autor, tworząc fabułę, odzwierciedla współczesny świat bardzo dokładnie. Sceny w powieści umieszcza precyzyjnie na mapie Poznania, opisuje zjawiska powszechnie znane, używa nazw doskonale rozpoznawanych. Na tak przygotowanym gruncie można z łatwością wyśledzić pewne zmiany, które wprowadza do świata przedstawionego. Demonstracje społeczne, działania polityków, konsekwencje wprowadzania rozwiązań technologicznych, których obecnie z niecierpliwością wyczekujemy.

 

Święta Rewolucji nie można czytać z długimi przerwami nie tylko ze względu na wciągającą historię, ale przede wszystkim na mnogość wątków, które, jeśli zatarte, nie pozwolą na pełne zrozumienie dalszych części powieści. Czytelnik ma nieodparte wrażenie, że każdy ze szczegółów, jest ważny do rozwiązania zagadki, stara się ich nie uronić. Autor z pewnością proponuje wiele płaszczyzn poznania i ufa inteligencji czytelnika, jego zdolności do podążania za nim przez świat, w którym znaczenie jednostki ogranicza się do stanowienia punktu w wykresie statystycznym. Tu niestety czytelnik może napotkać przeszkodę. Duża liczba niewnoszących wiele do fabuły szczegółów, rozważania, które dotykają zbyt szerokiego interdyscyplinarnego definiowania zagadnień rozpraszają i zaburzają przekaz. Problemem może okazać się również mnogość teorii, nazwisk teoretyków, na których powołuje się autor, słownictwo bogato sięgające do ekonomii matematyki i marketingu, z którymi przeciętny czytelnik nie jest płynnie zaznajomiony. Potencjał połączenia dostarczającej wartościowej rozrywki opowieści z wielowarstwową analizą kondycji współczesnego społeczeństwa i kognicji kapitalistycznego świata został w dużej mierze wykorzystany przez autora. Z pewnością nie jest to książka dla zwolenników lekkiego, „pociągowego” czytania, ale nie znaczy to, że nie może być wzięta do pociągu. Weźmiesz ją i do tramwaju, i do łóżka, na spacer, nawet do łazienki, gdyż raz rozpoczętą podróż w świat wykreowany przez Michała Protasiuka, trudno jest przerwać przed ostatnią stroną.


©Justyna Białogłowicz

 

Projekt: Tramwaj Literacki

 

Święto rewolucji
Michał Protasiuk
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
Liczba stron:. 473, oprawa miękka

Dżastin

Justyna Białogłowicz Dżastin

33 Obecnie na wygnaniu - Atlanta
55 artykułów 8 tekstów 143 komentarze
Wywrotowiec z La Manchy justyna@wywrota.pl
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Jacek
Jacek 11 maja 2011, 22:25
Książka długa i wielowątkowa. Zastanawiam się tylko, czy wszystkie aspekty, o których napisałaś nie zostały potraktowane w "Święcie..." ogólnikowo. Nie dowiem się tego jednak, jeśli nie sięgnę po sam tekst. Dobra recenzja :)
Offler
Offler 12 maja 2011, 01:27
Początek zabrzmiał jak reklama "Zeitgeist", ale nie sposób tej recenzji odmówić jednego - zachęciła mnie zdecydowanie do sięgnięcia po ten tekst. Dzięki :)
Dżastin
Dżastin 12 maja 2011, 03:21
Proszę bardzo :)
Paweł Kaczorowski - Ivo
Paweł Kaczorowski - Ivo 12 maja 2011, 04:46
Jedno jest pewne, o ile status literatury sensacyjnej bywa różnie klasyfikowany i definiowany, o tyle tekst krytyczny, recenzja bądź omówienie takiej literatury, zwykle bywa jednoznacznie traktowane: jako wypowiedź błaha, bardziej reklama bądź antyreklama - czyli zapis najprostszych wrażeń z lektury. Zapis tych najbardziej powierzchownych odczuć i podniet, które pozwalają inteligentnym ludziom oddawać się prawdziwie perwersyjnej przyjemności czytania czegokolwiek, ze świadomością bycia konsumentami produktu popkultury.

Twoja recenzja, Justyno, pokazuje, ze można ten poziom doznań czytelniczych obronić ( piszesz bowiem o tej książce z energią, która musi frapować), jednocześnie dokonując trzeźwej oceny walorów estetycznych utworu, czyli uzyskując metapoziom oglądu.

Miło mi widzieć tutaj dowód na istnienie Czytelnika. Nie do podważenia.

Gratuluję tekstu i zazdroszczę lektury.

P.
Zappa
Zappa 8 sierpnia 2017, 15:46
Jak to się czasy zmieniają, 6 lat, i nikt już prawie kłamliwej szmaty Wyborczej nie czyta.
przysłano: 11 maja 2011 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło