Literatura

Duda w Dudach giezła czyni

„Pantałyk" to zbudowany z dużą umiejętnością i czułością skansen tętniący duchem czasów minionych, ale nie zapomnianych.

Na wstępie przyznaję się bez bicia, iż z sylwetką laureata NIKE Mariana Pilota zapoznałem się dopiero w momencie lektury jego najnowszego dzieła o przewrotnym tudzież enigmatycznym tytule Pantałyk. Od rodzimej literatury odrobinę ostatnimi laty oddryfowałem, więc z tym większą przyjemnością podjąłem się oceny tej książki. Opis na okładce obiecuje czytelnikowi sowizdrzalską, podszytą prawdziwie wisielczym humorem opowieść o niesamowitych, pełnych grozy przygodach zerwanych z szubienicy nieszczęśników", postanowiłem więc zbadać, ile z tego Sowizdrzała udało się faktycznie panu Pilotowi w tym dziele zawrzeć. 


 

Pantałyk jest zbiorem powiązanych ze sobą opowiadań, w których podania i klechdy mieszają  się z historiami tragicznych afektów i codziennym życiem na wsi. Element wspólnym dla wszystkich tekstów to miejsce akcji i bohaterowie – wieś Dudy i jej mieszkańcy – takoż Dudowie. W Dudach, oczywista, Dudy; postronnych niewielu i mało który z nich się liczył". Nazwisko to, dla rozróżnienia, w rozmaitych wariantach łączy się z przydomkami – każdy ma inny, definiujący jego charakter lub pozycję społeczną. Mamy więc szanowanego i darzonego wielką estymą Jana Dudę, zwanego Dudą-Zuchem tudzież Trojakiem, sędziwego już mocno Dudę-Chrapka, tajemniczego, ale też zgnębionego przez własne skrzywione myśli Dudę-Mruka, jest Niby-Duda, który Dudą jest tylko po mieczu, będziemy mieli nawet okazję poznać nieśmiertelnego Dudę Krzepkiego. 


 

W Dudach nieśmiertelność nie dziwi, bo tam czas i realia stanęły w miejscu – nie sposób określić precyzyjnie, w jakim okresie dziejów toczy się akcja, równie dobrze mógłby to być dzień dzisiejszy i połowa dziewiętnastego wieku. Dudowie, co prawda, korzystają sporadycznie z relatywnie świeżych osiągnięć cywilizacji, jak na przykład rower, jednak oprócz tego wszystko toczy się w odwiecznym rytmie natury, wyznaczanym przez pory roku i zajęcia gospodarskie na roli. Jest to także skansen pradawnych wierzeń, średniowiecznych podań i legend, tajemniczych, mrocznych, opowiadanych szeptem w zimne jesienne wieczory.

 

Mieszkańcy Dudów na co dzień doświadczają niesamowitych zdarzeń, nieobce im znaki działania magii i boskie cuda. Nieznane rytuały, mroczne giezła i zakorzenione głęboko w świadomości przesądy są elementem życia mieszkańców wioski tak samo jak elementem naszego jest telewizja. Tam każde dziecko wie, których zakamarków wioski należy unikać, gdzie hulają złe siły – diabły, duchy, okrutne czarownice. Wydawałoby się, że nie jest to zbyt bezpieczne miejsce na prowadzenie żywota, jednak Dudowie czują się u siebie dokładnie tak, jak Duda w Dudach i nigdzie nie będzie im lepiej. Jeśli jednak ktoś chciałby to niezwykłe miejsce odwiedzić, srogo się rozczaruje – tak jak nie da się określić czasu akcji, tak samo ciężko domniemywać, gdzie tak naprawdę leżą Dudy. Możliwe, iż wioska wygenerowała własną czasoprzestrzeń, w której ludzie żyją niezależnie od pośpiechu i szarości współczesnego świata. 

 

Gwara, używana przez bohaterów, wskazywałaby na południowo-wschodnią Polskę, są to jednak oczywiście tylko dywagacje. Język u Pilota jednocześnie mnie urzekł i trochę odrzucił od lektury. Jakkolwiek jestem pełen podziwu dla biegłości, z jaką autor tę klimatyczną narrację przędzie, to bardzo mocno rzuca się w oczy anachroniczność wykorzystywanych form, a co za tym idzie, ich swoista sztuczność. Autor używa języka, który jest językiem martwym, kultywowanym może jeszcze dziś przez garstkę tradycjonalistów, wiernych ścieżkom życia przodków – sprawia to, że dla mnie, jako przedstawiciela tych nowych, gorszych czasów, użyty w Pantałyku styl wydaje się momentami groteskowy, wymuszony konwencją.

 

Bynajmniej nie jestem przeciwnikiem wierności tradycji i nawiązywania do dziedzictwa, zarówno kulturowego, jak i językowego, zwyczajnie uważam, że teksty pozbawione czynnika aktualności stylistycznej są dużo mniej naturalne, przez co słabiej trafiają do czytelnika. Jest to jednak skrajnie subiektywna opinia, z którą wielu się pewnie nie zgodzi, więc dalej tematu nie drążę. 

 

Abstrahując od konwencji, autor pisze bardzo równym, mocnym stylem, opowiadania czyta się bardzo lekko. Nie potrafię odmówić Pilotowi umiejętności tworzenia atmosfery wokół opisywanych zdarzeń, momentami wydawało mi się, że siedzę w jakiejś izbie przy piecu i w skupieniu słucham bajań lokalnego mędrca.

 

Pantałyk to zbudowany z dużą umiejętnością i czułością skansen tętniący duchem czasów minionych, ale jeszcze nie do końca zapomnianych i to właśnie dzięki ludziom takim jak autor tego dzieła elementy regionalnych zwyczajów i wierzeń będą uwieczniane na kartach literatury. Zbyt wiele Sowizdrzała tam nie znalazłem, szczególnie wiele grozy też nie, jednak i bez tego książka ta jest wartą polecenia lekturą dla każdego, kto chciałby na chwilę uciec od hałasu i bloków reklamowych.

 

 

 

 

Marian Pilot  Pantałyk

Wydawnictwo Literackie 2012

Liczba stron: 208

 

Redakcja

Redakcja

23 z Internetu
7576 artykułów 1720 tekstów 66 komentarzy
Wywrota.pl to interdyscyplinarny serwis społecznościowy zajmujący się kulturą. Jest jednym z pierwszych portali kulturalnych w polskim Internecie – działa od 1998 roku. W tym czasie otrzymał wiele prestiżowych nagród, m.in.: Papierowy Ekran…


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 2 sierpnia 2012, 10:13
O, a to sobie na pewno wpiszę na listę lektur :)
przysłano: 26 lipca 2012 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca