Odrażająca (nie)przyjemność (Irvine Welsh, Brud)

Czasem zastanawiam się nad stereotypowym postrzeganiem tekstów literackich. Jakie funkcje im przypisujemy? Czego od nich oczekujemy? Jak często jesteśmy w stanie przekroczyć pewne uproszczenia, które siedzą nam w głowach? Mam wrażenie, że ostatnio trafiłem na specyficzną książkę. W trakcie lektury musiałem wielokrotnie zmierzyć się z tym, jak postrzegam literaturę oraz co o niej myślę.

 

Brud Irvine'a Welsha to prawdziwe wyzwanie nawet dla wytrawnego czytelnika. Autor jest znany z powieści Trainspotting – wiele lat temu ekranizacja tej książki wywołała sporo kontrowersji. Mam wrażenie, że filmowa wersja Brudu nie spotkała się z mocnymi reakcjami. Przyznam szczerze, że nic nie wiedziałem o kolejnym filmie na podstawie prozy Irvine'a Welsha, a Trainspotting mnie zachwycił i skłonił do kilku, mniej lub bardziej, ciekawych przemyśleń. Brud również dał mi po głowie, ale w zupełnie inny sposób. Ta książka przypomniała mi, do czego służy literatura, jak może opisywać otaczający mnie świat. A najważniejsze jest to, że była dla mnie formą odpoczynku od tych wszystkich wspaniałych bohaterów, którzy za wszelką cenę ratują świat, prezydenta Stanów Zjednoczonych lub małe słodkie pieski.

 

Nie szukajcie heroicznych aspektów w Brudzie. Irvine Welsh dołożył wielu starać, aby usunąć ze swojej książki wszelkie ślady dobroci. W końcu tytuł zobowiązuje. Czytelnik otrzymuje świat przedstawiony składający się ze wszelkiej maści szumowin, a Bruce Robertson, czyli główny bohater, jest największą z nich. Z zawodu jest detektywem edynburskiej policji, a fabuła zaczyna się od morderstwa, jednak Brudowi daleko do powieści kryminalnej. Raczej stanowi nieprzyjemne połączenie powieści psychologicznej i obyczajowej. To pozwoliło autorowi na wchodzenie do głów postaci, zabawę sposobami postrzegania świata oraz różnego rodzaju gry literackie. Na uwagę zasługują wątki, w których głos zabiera… tasiemiec. W Brudzie okazuje się, że życie wewnętrzne takiego prostego organizmu potrafi być bardzo skomplikowane. Pomysł ten wydaje się szalony, ale w książce Irvine'a Welsha sprawdza się doskonale.

 

Wynika to z tego, że lektura Brudu jest powolnym opuszczaniem się w szambo. Czytelnik obserwuje, jak ciało głównego bohatera się rozpada w wyniku uzależnień oraz chorób, a jego psychika od dawna jest rozwalona na drobne kawałki. Bruce Robertson kłamie, snuje intrygi, zdradza i wykorzystuje wszystkich. Niszczy wszystko na swojej drodze i jednocześnie pławi się w smrodzie, którego sam jest przyczyną. Dlatego lekturę Brudu cieżko nazwać przyjemną, jednak realistyczne opisy oraz bezkompromisowość Irvine'a Welsha sprawiają, że od książki trudno się oderwać. Jest tak przerażająca, że aż zachwycająca. Warto ją potraktować jako dowód na to, że literatura nie musi zawsze opowiadać o wspaniałych bohaterach, którzy przywracają porządek. Tekst może także opowiedzieć o brudnym świecie, o upadku, o brutalności, o tym, że nasz świata jest okropny, bo zło czai się przez cały czas w nas samych. Na dodatek są tacy, którzy uwielbiają je pielęgnować, wręcz się nim rozkoszują i sprawiają, że rzeczywistość zaczyna gnić.

 

Irvine Welsh, Brud

Przekład Jacek Spólny

Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2014

386 stron, okładka miękka

Patronat medialny:
Wywrota

Adrian Jaworek

Adrian Jaworek

30 lat Będzin
44 artykuły 2 komentarze 1 post
Jestem despotą czepiającym się szczegółów. Mało mówię, dużo piszę.
Ministerstwo Literatury


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 21 lutego 2016, 13:19
Adrian, powiem Ci, że jako odbiorca literatury czuję się co najmniej niedoceniona, kiedy czytam recenzję zaczynającą się od tak niezręcznie postawionych pytań. Przypisujemy funkcje, oczekujemy... Czy jesteśmy w stanie przekroczyć tkwiące nam w głowach uproszczenia? No pewnie, że jesteśmy! Dlatego sięgamy po literaturę, nie? Bo chcemy więcej, bo jesteśmy raczej mądrzy!

Czytałam tę książkę i mam wobec niej mieszane odczucia. Momentami nużyła i irytowała, ale z drugiej strony autorowi udało się stworzyć bohatera, który od początku do końca jest absolutnie „nielubialny”, a mimo to zmusza czytelnika do przejęcia się jego losem. No pewnie, że nie jest superbohaterem, ale przecież nie on pierwszy. Rozumiem, że zdanie o wspaniałych bohaterach ratujących świat, prezydenta Stanów Zjednoczonych lub małe pieski ma być hiperbolą, ale wydaje mi się pójściem na skróty, zbyt infantylnym uproszczeniem. Aż chciałoby się zapytać: naprawdę tak wiele czytasz kiepskich powieści? To może czytaj lepsze. Równie duży problem mam ze zdaniem: „Warto ją potraktować jako dowód na to, że literatura nie musi zawsze opowiadać o wspaniałych bohaterach, którzy przywracają porządek.” A ktoś mówił, że musi?!

Tak więc lektura Twojej recenzji pozostawia we mnie spory niedosyt. Nie dowiaduję się o książce zbyt wiele, poza tym, że nie ma w niej wspaniałego bohatera, tylko jest bohater upadły i jego tasiemiec. Mam wrażenie, że dałeś się skusić uproszczeniom i stąd efekt – pewna „sztampowość” tej recenzji. Sądzę, że stać Cię na więcej.
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 21 lutego 2016, 13:21
A jeśli lubisz rozmawiać o literaturze, bardzo zapraszamy Cię do wątku Niszy Krytycznoliterackiej: www.wywrota.pl/literatura/30123-warsztat-niszy-kry…
rss
przysłano: 31 stycznia 2016 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło