"Dobry uczynek" Lucy Dillon (recenzja)

Jeden dzień zmienia życie rodziny Corcoran na dobre. W małej miejscowości, do której Libby i Jason przeprowadzili się niedawno, by "zacząć od nowa", dochodzi do wypadku samochodowego. Wydarzenie to jest niecodzienne, gdyż wioska zwykle przepełniona jest spokojem. W wyniku wypadku młoda dziewczyna traci przytomność, a Libby postanawia jej pomóc i zaopiekować się do czasu, aż przyjedzie karetka. W szpitalu okazuje się, że nieznajoma straciła pamięć, a droga do jej odzyskania będzie bardzo trudna, zwłaszcza że nikt z rodziny jej nie szuka, nie ma przy sobie żadnych dokumentów, nie wie nic o swoim miejscu zamieszkania.

 

Libby i Jason przejęli hotel, który Margaret – matka Jasona – prowadziła do tej pory z mężem. Ten niestety zmarł, co rodzina głęboko przeżywa i nie może pogodzić się z utratą bliskiego członka. Młode małżeństwo ma ogromne ambicje, chce odnowić hotel, dostosować do wymogów nowoczesnego świata. Jednak "zacząć od nowa" nie jest wcale tak prosto, nawet w małym miasteczku. Na drodze do szczęścia pojawia się duża przeszkoda: pieniądze. Libby postanawia przyjąć dziewczynę z wypadku do hotelu, a gdy nieznajoma odzyska pamięć, wróci do domu. Z czasem małżonkowie zaczynają się kłócić, a teściowa o wszystko obwinia synową. Sukces hotelu i rodziny staje pod znakiem zapytania, a życie każdego dnia udowadnia, że jeden problem rodzi kolejny.

 

W taki sposób dowiadujesz się, kim jesteś. Życie złożone z epizodów, anegdot, testów i chwil, potwierdzonych i skatalogowanych przez przyjaciół. Ale jeśli ich nie ma – i przyjaciół i wspomnień – skąd się dowiesz bez konieczności zaczynania wszystkiego od początku?

 

Powieść Dobry uczynek zainteresowała mnie od razu krótkim opisem na okładce. Kto nie lubi od czasu do czasu poczytać o czymś przyjemnym? Lucy Dillon stworzyła historię bardzo rodzinną, pełną ciepła, dającą nadzieję na lepsze jutro. Ogromnym jej plusem jest właśnie klimat. Czuć, że książka jest napisana z pasją, podziwem, miłością do ludzi. Żadna z przedstawionych relacji nie jest sztuczna czy nierealna, dzięki czemu łatwo jest wczuć się w sytuację rodziny Corcoranów i razem z nimi cieszyć się obecnością drugiego człowieka. Każdy bohater książki ma swój charakter, dość szczegółowo dopracowany i opisany, dzięki czemu wyróżnia się na tle innych. Niestety, książki są jak ludzie – mają wady i zalety. Skazą tej są czasami przydługie i zbędne opisy oraz nudny początek. Pierwsze dwieście stron historii jest trochę o niczym. Miałam ochotę po prostu ją odłożyć i nie czytać dalej, bo nie dość, że męczyła czcionka, to jeszcze historia rozwijała się jakby na siłę. 

 

Jedyna osoba, która naprawdę się liczy, jedyna, która naprawdę cię zna, to ty sama. Więc jeżeli myślisz, że jesteś osobą, która po tego rodzaju ciosie potrafi się podnieść, iść dalej i skończyć robotę, to nią jesteś.

 

Wszystko zmieniło się w połowie książki, gdy wydarzenia z życia Libby i nieznajomej zaczęły nabierać tempa. Hotel stanął na skraju bankructwa, kobieta  z wypadku zaczęła przypominać sobie dawne życie. Od połowy historia jest tak wciągająca, że już trudno książkę odłożyć. Wciąż znajdzie się miejsce na długie opisy, które momentami ma się ochotę pominąć, bo nic konkretnego nie wnoszą, ale więcej miejsca zajmują emocje i uczucia. W książce jak w życiu, nie zawsze jest niesamowicie i ciekawie, zdarzają się w nim chwile nudy i monotonii, zaś jak coś się wali, to wszystko na raz.

 

Na szczęście Lucy nie chce wprowadzić czytelnika prosto w depresję i z czasem się reflektuje, serwując całkiem dobrą opowieść o walce... Ale nie takiej ze smokami czy wiatrakami, raczej o walce o szczęśliwą i spokojną codzienność, o pewne relacje i wspólne jutro. Przyjaciół poznaje się w biedzie i czasami się ich nie zauważa. Dobry uczynek pokazuje jak ważna jest rodzina i bliscy, którzy kochają bezwarunkowo. Na przykładzie Libby i Jasona łatwo dostrzec, że każdy człowiek może popełniać błędy, ale musi umieć je naprawiać. Bez starań żadna miłość nie przetrwa. Z kolei gdy druga połówka zawiedzie, nie powinno się odrzucać pomocnej dłoni. Polecam książkę Dobry uczynek wszystkim, którzy szukają nadziei i siły, którzy lubią czytać o ludziach z krwi i kości.

 

 

Tytuł: Dobry uczynek

Autor: Lucy Dillon

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 444

Ula Michalik

Ula Michalik

23 Gdańsk
12 artykułów


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 3 sierpnia 2016 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło