Nad dachami Paryża - recenzja książki "Mademoiselle Oiseau w Agrentynii"

Mademoiselle Oiseau w Argentynii - autorstwa Andrei da la Barre de Nanteuil i Lovisy Burfitt - to trzeci tom niesamowitych, klimatycznych przygód tytułowej bohaterki i jej małej przyjaciółki, Isabelli. Tym razem odwiedzamy wraz z nimi leżącą ponad dachami Paryża krainę i odkrywamy tajemnice z przeszłości. 

Mademoiselle Oiseau to postać niezwykła i ekscentryczna. Nikt nie wie, ile dokładnie ma lat, jest prawdziwą elegantką, ale daleko jej do sztywnej damy. Ubiera się ekstrawagancko, lecz z wielką klasą, zawsze robi to, na co ma ochotę i nie przejmuje się krytyką. Jej mieszkanie, znajdujące się na Alei Minionych Czasów, tonie w niedbale porozrzucanych strojach i kosmetykach, między którymi spacerują pełne gracji koty. Można tu usłyszeć piosenki Edith Piaff i poczuć zapach prawdziwych perfum...

Ta niezależna i oryginalna kobieta już w pierwszym tomie stała się przyjaciółką zakompleksionej i samotnej dziewczynki. Dzięki rozmowom i wspólnie przeżytym przygodom Isabella nabrała pewności siebie i poczuła się potrzebna. Tym razem dziewięciolatka odbywa wraz z Mademoiselle Oiseau kolejną fantastyczną podróż – do znajdującej się ponad dachami Paryża Argentynii. 

Kraina ta znajduje się na wyciągnięcie ręki – wystarczy wspiąć się na dach, z którego widać piękne i najbardziej znane zabytki, między innymi bazylikę Sacre-Coeur na wzgórzu Montmartre. Potem spacer w kierunku parku Monceau – oczywiście tajną trasą biegnącą między dachami – aż do kamienic w pobliżu Łuku Triumfalnego. 
Tam, gdzie kończy się wiodący górą szlak, zaczyna się Argentynia, zwana także Srebrną Krainą – fantastyczne miasto leżące nad stolicą Francji. 

Nietrudno domyślić się, że obie bohaterki spotkają tu wiele interesujących postaci. Mademoiselle Oiseau zna doskonale i ekscentrycznego Maripozę, który bada i kolekcjonuje motyle, i właścicielkę najlepszej sekretnej kuchni, i miejsca, które dziewczynka widzi pierwszy raz, lecz wydają się jej one dziwnie znajome. 

Z każdym kolejnym krokiem w umyśle Isabelli pojawiają się obrazy, które wywołują niejasne wspomnienia. Przecież nigdy wcześniej nie była w Argentynii, więc skąd je zna? I dlaczego nagle zaczęła przypominać sobie babcię? 

Te i inne pytania oraz wątpliwości mnożą się, by ostatecznie doprowadzić do wyjaśnienia wielkiej rodzinnej tajemnicy, która okazuje się zaskoczeniem nie tylko dla dziewczynki. 
Mimo iż zagadka zostaje rozwikłana, zakończenie daje nadzieję na powstanie kolejnych tomów przygód Mademoiselle Oiseau i Isabelli. 
Mam nadzieję, że autorki nie postawiły jeszcze ostatniej kropki, bo – muszę przyznać z ręką na sercu – bardzo polubiłam klimat tych paryskich opowieści, w których realny świat przeplata się nieustannie z magią, nieskrępowaną wyobraźnią i fantazją. 

Całość napisana jest finezyjnie, z wielką dbałością o język i emocje. Przy okazji poznawania coraz to nowych perypetii dwóch przyjaciółek, śledzimy zmiany zachodzące w psychice i zachowaniu wrażliwej dziewięciolatki, która wreszcie znalazła bratnią duszę i przewodniczkę po życiu. 
Mademoiselle Oiseau dostarcza swojej podopiecznej nie tylko niezapomnianych, zapierających dech w piersiach wrażeń. Uczy ją również wiary w siebie, niezależności, tolerancji, prawa do marzeń, nawet tych, które mogą wydawać się najbardziej nierealne. 

Ten pouczający, inspirujący wymiar książki jest nie do przecenienia, zwłaszcza że nie mamy tu do czynienia z nachalnym dydaktyzmem. 
Sporo jest w treści mądrych zdań, które każą zatrzymać się nad lekturą chociaż na chwilę i podumać. Nie są to banały, lecz proste, ale ważne myśli o tym, co w życiu ważne, a czego często nie doceniamy albo o czym zapominamy. 
Bardzo spodobało mi się, że takie refleksje znalazły się w książce adresowanej przede wszystkim do młodych czytelników. Sięgnąć po tę opowieść może jednak każdy, bo czyta się ją z ogromną przyjemnością. 

Czyta i ogląda, gdyż strony zdobią piękne, kolorowe i czarno-białe ilustracje, które od początku przywodzą mi na myśl kreskę Jana Marcina Szancera. Ich autorka, Lovisa Burfitt, ma jednak własny, bardzo charakterystyczny i rozpoznawalny styl, który w dynamiczny sposób łączy realizm z baśniowością i idealnie komponuje się z tekstem Andrei da la Barre de Nanteuil. 

Książkę z żalem odkłada się na półkę, ale zawsze można do niej wrócić i naprawdę chce się to robić, bo autorki świetnie uświadamiają i dzieciom, i dorosłym, że Argentynię każdy z nas ma na wyciągnięcie ręki. By do niej trafić, nie trzeba jechać do Paryża i wspinać się na dachy kamienic. Wystarczy uruchomić wyobraźnię, spojrzeć na otaczający świat inaczej niż zwykle, dostrzec to, co gołym okiem niedostrzegalne. I przede wszystkim nauczyć się czerpać przyjemność z różnych drobiazgów, nie tylko materialnych. 

Dorośli czytelnicy mogą pokusić się o szukanie w opowieści o perypetiach Mademoiselle Oiseau drugiego dna - tęsknoty za dawnym Paryżem, tym sprzed dwóch-trzech dekad, gdy nie był on jeszcze tak brudnym miastem jak dziś, gdy faktycznie spełniał funkcję symbolu elegancji, gdy na Champs Elysee z koszy nie wysypywały się śmieci, na ulicach nie zaczepiali turystów nachalni emigranci, a uwagę przykuwały przede wszystkim wytworne witryny sklepów, nie zaś uzbrojone po zęby policyjne patrole. 
Ale to już temat na oddzielną dyskusję...

 

BEATA IGIELSKA 

Książka "Mademoiselle Oiseau w Argentynii" Andrei da la Barre de Nanteuil i Lovisy Burfitt (w przekładzie Alicji Rosneau) ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego 13 marca 2019 r. 

 

Beata Igielska

Beata Igielska

Lubuskie
392 artykuły 56 komentarzy
KSIĄŻKI - mój jedyny NAŁÓG!


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 29 marca 2019 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło