Literatura

Nałóg, Glasgow i bezradna miłość – recenzja powieści D. Stuarta „Shuggie Bain” nominowanej do Bookera 2020

Dziś prezentujemy recenzję pierwszej z sześciu nominowanych do Nagrody Bookera 2020 powieści, „Shuggie Bain” Douglasa Stuarta.

 

Chłopak sam w Glasgow

 

Jest rok 1992 i szesnastoletni Shuggie mieszka samotnie w wynajętym pokoju w podrzędnej dzielnicy Glasgow. Zarabia na życie pracując w supermarkecie, próbuje nie zaniedbać do końca szkoły i marzy o tym, by zostać fryzjerem. I raczej wszystko wskazuje na to, że jest w życiu zdany tylko na siebie.

 

Debiutancka powieść Douglasa Stuarta Shuggie Bain to historia o tym, co tu się właściwie stało i jak Shuggie – ten wrażliwy, uroczy i łagodny chłopak – znalazł się tam, gdzie się znalazł. Zupełnie sam.

 

Matka, alkohol i epoka Margaret Thatcher

 

Po krótkim rzucie oka na sytuację Shuggiego w roku 1992, autor zabiera nas trochę dalej wstecz: do ponurych, szarych, biednych i gniewnych lat osiemdziesiątych, tej epoki bezrobocia i Margaret Thatcher. Już w kolejnej scenie widzimy Agnes Bain, matkę trójki dzieci (z których najmłodszy to właśnie Shuggie) i żonę „Dużego Shuga Baina”  w trakcie piątkowego wieczoru, spędzanego z koleżankami w domu jej rodziców. Wieczór przy alkoholu, papierosach i kartach kończy się, kiedy mąż Agnes wraca z pracy i kurtuazyjnie proponuje kobietom odwiezienie do domów. Agnes nawet niespecjalnie się zdziwi, kiedy po tym „odwożeniu” Shug nie wróci na noc do domu – w końcu sama też kiedyś w ten sposób go poznała. Duży Shug pracuje jako taksówkarz i ochoczo korzysta z możliwości, które niesie ze sobą nocna zmiana. Teraz, sama z alkoholem i papierosami, Agnes wspomina inny wieczór, ten w wynajętym pokoju w Blackpool, kiedy była zbyt pijana by samodzielnie wejść po schodach, więc zirytowany mąż wciągnął ją po nich za włosy, a następnie zgwałcił.

 

Wiele jest takich historii w życiu trzydziestokilkuletniej Agnes – a wkrótce będzie ich jeszcze więcej, bo kobieta samotnie stacza się po równi pochyłej w kolejne stadia choroby alkoholowej. Mąż niedługo odejdzie, starsze dzieci też skorzystają z pierwszej nadarzającej się okazji, by znaleźć się jak najdalej od niej i zostanie tylko mały Shuggie, bezbronny i bezradny świadek upadku.

 

Relacja z uzależnionym rodzicem

 

Shuggie Bain to opowieść o nałogu, biedzie i przemocy, ale przede wszystkim – opowieść o relacji dziecka z uzależnionym rodzicem. Opowieść ciemna, do bólu szczera i straszliwie przygnębiająca. Opowieść, którą mógł napisać tylko ktoś, kto doskonale rozumie naturę tej relacji. Shuggie jest dzieckiem przedwcześnie dojrzałym: musi być dla swojej matki opiekunem i pielęgniarzem, powiernikiem i ochroniarzem. Wie, jak ukrywać przed nią część zasiłku, tak by pod koniec tygodnia było jeszcze co jeść. Wie, kiedy podać jej na kaca piwo, a kiedy herbatę. Umie rozpoznać moment, kiedy trzeba jej odłączyć telefon, by przestała wydzwaniać do byłych facetów i krzyczeć, że zniszczyli jej życie. Potrafi sam ocenić, kiedy może pozwolić sobie na pójście do szkoły, a kiedy na wszelki wypadek powinien zostać z nią w domu: Agnes już kilka razy próbowała odebrać sobie życie.

 

Queerowe dorastanie

 

Jednak to nie tylko z powodu matki-alkoholiczki Shuggie jest chłopcem samotnym i wycofanym. Pod wieloma innymi względami też nie pasuje do otoczenia. I otoczenie boleśnie daje mu to odczuć: skoro nie jest taki, jak „normalni” chłopcy, to znaczy, że przemocą i szykanami należy próbować go zmienić. Szkoła nie jest więc dla niego łatwym doświadczeniem.

 

Nie tylko szkoła zresztą – nawet w rodzinie już od najmłodszych lat próbowano wyplenić z niego tę inność. A w najlepszym przypadku „wytłumaczyć” ją wychowaniem bez ojca i alkoholizmem matki. Przecież musi być jakiś powód tego, że chłopiec jest taki, jaki jest...

 

I tylko Agnes nie szuka żadnych przyczyn, tylko Agnes nie próbuje niczego w nim zmieniać ani niczego z niego wypleniać. Tylko ona w pełni go akceptuje. Uważa, że jej chłopiec jest cudowny dokładnie taki, jaki jest i jeśli czegoś może go nauczyć, to tego, jak z podniesioną wysoko głową wychodzić naprzeciw tym, co szykanują, opluwają i wyśmiewają. Bo sama ma przecież w tej dziedzinie niemałe doświadczenie.

 

I to jest chyba jeden z najbardziej poruszających aspektów ich niełatwej relacji. Matka, mimo wszystkich swoich problemów i mimo ciężaru, który wkłada na ramiona syna, jest też dla niego swego rodzaju drogowskazem, czy raczej latarnią morską, która w ciemnościach pokazuje mu możliwość pójścia własną drogą. Nie ma w otoczeniu Shuggiego żadnej osoby nieheteroseksualnej, nie ma nikogo, kto mógłby pomóc mu zrozumieć i zaakceptować własną seksualność. A mimo to nastoletni Shuggie jest gotów porzucić próby dostosowania się do heteronormatywnych oczekiwań społecznych i zaakceptować własną inność. I nie da się ukryć, że największa w tym zasługa jego chorej, nieszczęśliwej, zdeprawowanej i wyniszczonej alkoholem matki.

 

Shuggie Bain to naprawdę mocne doświadczenie; to jedna z tych książek, które długo pozostają w głowie i w sercu. Ta mieszanka wzruszenia i przygnębienia, ten smutek i zaduma – że miłość może być jednocześnie tak silna i tak bezradna.

 

 

Douglas Stuart, Shuggie Bain

Wydawnictwo Grove Press, 2020.

 

Lista pozostałych nominacji do nagrody The Booker Prize 2020 znajduje się: tutaj.

 

 

Dominika Ciechanowicz

Dominika Ciechanowicz

38 Zielona Góra
332 artykuły 39 tekstów 2800 komentarzy
Współpraca
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Irena   Świerżyńska
Irena Świerżyńska 29 września 2020, 12:39
na dziś tyle

dźwigaj dźwigaj
tyle możesz więcej nie

chmara zawsze krąży wokół
osła szuka
ty - musisz
siłę mieć jak byk
dodaj rogi
i do przodu

29 09 2020 r
przysłano: 27 września 2020 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca