Gitarzysta po próbie, przeciera gitarę szmatką i odkłada ją do futerału, zamyka zamek, składa kable do kostki. Perkusista przeciera pałki, chowa stopę. Wokalista z kolei wraca do domu z instrumentem, którego nie można zamknąć w futerale, a jednocześnie wymaga jeszcze bardziej starannej pielęgnacji. Struny głosowe, gardło, jama ustna, oddech, skóra napięta od kilku godzin pracy w upale reflektora to wszystko wymaga czasu i regeneracji, mimo, że następnego ranka czekają kolejne próby przed koncertem.
Polska społeczność wokalistów amatorów i półzawodowych, członków pubowych zespołów, akustycznych duetów, chórów kościelnych, śpiewaków solowych grających po klubach, uczy się pielęgnacji swojego głosu najczęściej metodą prób i błędów. A błędy i zaniedbania przejawiają się chrypką po sobotnim koncercie, zniszczonym gardłem po pięciogodzinnej próbie w dusznej salce lub opryszczką na wardze widoczną w świelte scenicznych reflektorów. Wszystkiego tego da się uniknąć, pod warunkiem, że wie się, na co zwracać uwagę i jakich produktów używać.
Trzy rzeczy, które decydują o kondycji głosu
Na niezawodność głosu wokalisty składa się znacznie więcej niż praca strun głosowych. Największy wpływ wywierają trzy czynniki: układ rezonansowy (jama ustna, nosogardło, zatoki, klatka piersiowa), kondycja mięśni (przepona, mięśnie międzyżebrowe, krtań) oraz regeneracja (sen, nawodnienie, ogólna forma fizyczna).
Z tych trzech czynników, najtrudniej zadbać w codziennej pielęgnacji o pierwszy – rezonansowy. A to właśnie on odpowiada za to, że dźwięk wychodzący ze strun głosowych nabiera barwy, mocy i charakterystycznego brzmienia. Suche, podrażnione błony śluzowe jamy ustnej, gardła i zatok zmieniają akustykę głosu w sposób, którego żadna rozśpiewka nie naprawi.
Wokalista amator, który nie ma za sobą studiów wokalnych ani regularnych konsultacji u logopedy czy foniatry, musi nauczyć się samodzielnie pielęgnacji swojego głosu. Z pomocą przychodzi partner dzisiejszego artykułu – sieć Super-Pharm, łącząca aptekę, drogerię i perfumerię pod jednym dachem. Z tym poradnikiem skompletujecie podstawową, działającą codzienną rutynę, która pomoże wam przetrwać nawet najintensywniejszy fry screaming i growling.
Nawilżenie i ochrona strun głosowych
Pierwszym i najważniejszym produktem dla wokalisty jest płyn do płukania jamy ustnej. Większość Polaków traktuje go jako element dodatkowy do codziennej higieny, a jest fundamentalny dla nawilżenia i ochrony błony śluzowej i strun głosowych.
Pierwszy fakt o płynach do higieny jamy ustnej, który warto zapamiętać raz na zawsze: płyny z alkoholem (etanolem) wysuszają błonę śluzową, etanol łatwo odparowuje z powierzchni śluzówki, podrażniając ją, powodując zaczerwienienie, pieczenie i nasilając dolegliwości związane z suchością jamy ustnej (kserostomią). Dla wokalisty to dokładnie ten efekt, którego chce uniknąć w najmniej odpowiednim momencie, czyli przed próbą, przed koncertem, przed nagraniem.
Dobrym wyborem są płyny ze składnikami aktywnymi takimi jak chlorheksydyna (do okresowego stosowania, np. po zabiegach stomatologicznych, w stężeniu 0,12%), chlorek cetylopirydyny (do codziennego stosowania, działa antybakteryjnie i łagodząco), fluor (wzmacnia szkliwo zębów, istotne dla wokalisty, który dużo śpiewa i często sięga po kawę lub herbatę przed próbą), arginina (na nadwrażliwe zęby), oraz ekstrakty ziołowe i olejki (szałwia, rumianek, eukaliptus, mięta pieprzowa, melisa), które działają kojąco i przeciwzapalnie na podrażnioną błonę śluzową.
Drugą sprawą jest odpowiednie nawodnienie, woda mineralna w temperaturze pokojowej (nie lodowata, która obkurcza naczynia krwionośne w gardle), pita małymi łykami przez cały dzień, a nie litr na chwilę przed próbą. Trzecią, unikanie czterech klasycznych sabotażystów głosu: alkoholu (mit „rozluźniającej" whisky z miodem to jedynie szkodliwa legenda), mleka i jego przetworów na godzinę przed śpiewem (zwiększają wydzielanie śluzu), bardzo zimnych napojów oraz ostrych przypraw, które podrażniają śluzówkę.
Sposób na najlepsze zdjęcia z koncertu
Druga kategoria, której wokalista nie powinien pomijać, dotyczy skóry twarzy i jest to obszar, w którym amator najczęściej w ogóle nie zdaje sobie sprawy z problemu, dopóki nie obejrzy własnych zdjęć z koncertu. Po dwóch godzinach pracy pod światłem reflektora skóra twarzy traci nawilżenie, staje się zaczerwieniona, błyszcząca od sebum i potu, a po dłuższych występach pojawiają się drobne podrażnienia w okolicy ust, brody i czoła, czyli w miejscach, w których mięśnie pracują najintensywniej podczas śpiewania.
Nawet jeśli brakuje czasu na długą rutynę, kondycję skóry można poprawić już za pomocą jednego, dobrze dobranego kremu do twarzy. Krem na dzień, lekki, nawilżający, najlepiej z filtrem SPF 30 (próby często odbywają się w słonecznych godzinach popołudniowych) i z dodatkiem niacynamidu, który redukuje zaczerwienienia i reguluje wydzielanie sebum. Idealny pod makijaż sceniczny, jeśli wokalista go używa, ale działa też samodzielnie. Krem regenerujący na noc, z peptydami, ceramidami, retinolem (w niskich stężeniach 0,1–0,3% dla początkujących), kwasem hialuronowym, odbudowuje skórę po dniu pracy.
Przyda się także balsam ochronny do ust z dodatkiem pantenolu lub witaminy E. Wargi wokalisty pracują znacznie intensywniej niż przeciętnego dorosłego, wymowa spółgłosek wargowych (p, b, m, f, w) i samogłosek otwartych (a, o, u) wymaga ciągłej pracy mięśni okrężnych ust przez kilka godzin. Bez nawilżenia warg pęknięcia i opryszczki pojawiają się znacznie szybciej. To produkt za kilkanaście złotych, który zmieści się w bocznej kieszeni gitary albo w torbie z mikrofonem, do reaplikacji w każdej przerwie między utworami.
Inwestycja w swój instrument
Można na to wszystko spojrzeć i pomyśleć: to dużo pracy poza samym śpiewaniem. I to prawda, ale dorosły wokalista amator, który traktuje swoje hobby (albo półzawodową aktywność) na poważnie, musi poświęcać codziennie kilkanaście minut na rzeczy, których w szkole muzycznej go nie nauczono. Całe szczęście, to inwestycja, która szybko się zwraca. Różnicę widać już przy pierwszym koncercie po wprowadzeniu zmian w pielęgnacji. Gardło wytrzymuje dwugodzinną próbę w piwnicy bez chrypki, a skóra na zdjęciach z występu wygląda na zadbaną i świeżą.