Miłość nie zna granic

Sztuka

14–30 września 2019

Nie tylko starsi panowie czyli Wasowski do kwadratu

18 września 2019

Misery

19–21 września 2019

Promieniowanie

27–28 września 2019

Medium

30 września 2019

Okno na parlament

10–11 września 2019

Ludzie inteligentni

8 grudnia 2019

„Gastronomia”, choć zrobiona lekko i z humorem, jest pantomimą (…) pełnokrwistą, mięsną. Zarówno sam pomysł, jak i doskonałość jego realizacji aż proszą się o ciąg dalszy. Osobiście miła byłaby mi wegetariańska wariacja na temat stworzenia jadalnej kobiety.

Jeśli komuś jeszcze pantomima kojarzy się z postaciami w jednolitych kostiumach, ascetyczną scenografią, oszczędną warstwą dźwiękową i linearnym rozwojem wypadków, koniecznie powinien zobaczyć Gastronomię. Bogactwo strojów, niezwykłe otoczenie, bogata muzyka i wokalizacja, zaskakujący rozwój akcji – wszystko to, łącznie z wyrazistą grą aktorów po prostu zachwyca. Najważniejszy wydaje się jednak sam pomysł na to przedstawienie – szokujący, przewrotny, zabawny, ale też dopuszczający elementarne wzruszenie. Trudno w to uwierzyć, ale spektakl Aleksandra Sobiszewskiego jest o miłości, a dokładniej – o zbrodni i o miłości.

 

Akcja toczy się w kuchni, więc mamy kucharzy – archetypowo prostackich i niezbyt higienicznych, rozwrzeszczane kucharki, a także pretensjonalne konsumentki. Szczury buszujące w śmieciach (w „Programie” figurują jako Lumpenmiśki, ale Ela nie miała wątpliwości), z aspiracjami do bardziej wyszukanego pożywienia dopełniają plejady zwielokrotnionych postaci. Malowniczą indywidualność stanowi, jak widnieje w Programie, "Hindus" (Krzysztof Antkowiak; według mnie bardziej sikh, bo i turban ciemny, i broda u hindusów raczej niezwyczajna). Głównym bohaterem jest jednak Gastronom (Radomir Piorun), a jego romantyczną partnerką Kobieta (Mateusz Kowalski), której wyeksponowana mięsność dobrze komponuje się z tytułem przedstawienia. Pod koniec pojawia się jeszcze Marlena Dietrich (Anna Nabiałkowska), śpiewająca w scenie finałowej, jednej z najbardziej absurdalnych.

 

Cały spektakl pełen jest nieoczekiwanych zwrotów akcji, a efekt zaskoczenia – potęgowany przez nadrealizm pomysłów. Pojawienie się na scenie gigantycznego kebabu staje się pretekstem do starć między nim a Gastronomem, przypominających walkę rycerzy na koniach lub działania wojenne prowadzone z udziałem bardziej zaawansowanego militarnie sprzętu. Pięć pindrzących się w kuchni kobiet tańczy przez telewizorem, a później eksponuje swoją seksualność przed pocącym się szefem kuchni. Skojarzenie jedzenia z seksem nie jest zresztą przypadkowe. Z jednej strony to właśnie po konsumpcji rozpoczyna się w spektaklu zabawa i tańce. Później z zewnątrz dobiegają odgłosy męsko-damskich igrców. Z drugiej strony – oblubienica głównego bohatera potencjalnie jest gigantycznym źródłem serwowanych porcji, więc jej seksualność wydaje się bardziej dosłownie spożywcza.

 

Pośród niespodziewanych zbiorowych występów i garderobianych coming outów – w wyniku jednego z których z kucharza wyłania się rzeczony hindus/sikh – toczy się jednak desperacka gra o akceptację i miłość. Wykpiony wcześniej, pozbawiony czapki Gastronom, znajduje kobiece akcesoria i gromadzi je w wannie. Później zaś dochodzi do szeregu zbrodni – z użyciem fartucha, tasaka, trującego gazu i pistoletu. Niektóre wydają się zupełnie irracjonalne, inne ujawniają swój ostateczny sens w dziele powołanym do życia przez bezlitosnego egzekutora. Efektem starań głównego bohatera jest groteskowy stwór, którego gastronomiczny korpus i wielkodrobiowa głowa uzupełniane są skalpem jednej z kobiet, biustem innej i – w dość nieoczekiwanym miejscu – brodą wspominanego już parokrotnie, niedookreślonego etnicznie religijnie mężczyzny pochodzącego z azjatyckiego subkontynentu. Tak spreparowana narzeczona otaczana jest atencją, przytulana i zaślubiana. Jej spożywcza ponętność aż prosi się o tragedię. Ta nadchodzi, ale – a jakże – w groteskowy sposób, najpierw wraz z mięsożernymi bestiami, później w scenie z ocalałym biustem pałaszowanym z dodatkiem keczupu. Moment wzruszenia związany z przekraczaniem przez miłość wszelkich barier nie trwa zatem długo. Powracają dwa nieodłączne efekty, wywoływane u widzów przez twórców spektaklu – uśmiech i śmiech. Dodajmy, że oba ze szczerym zachwytem w tle.


Gastronomia jest także bogatą skarbnicą cytatów z różnych zjawisk kultury. Niektóre sceny wydają się rodem z czarnego kryminału, inne z wodewilu czy roztańczonego bollywoodzkiego melodramatu. Rozpoznać można aluzje do Psycho Hitchcocka (zabicie szczura, tym razem małego, a więc niewątpliwego, podniesionym nożem), do Pigmaliona George’a Bernada Showa (tworzenie i ozdabianie narzeczonej, czynienie jej atrakcyjną), do bajki o Kopciuszku (próba założenia żółtego pantofelka na zbyt dużą stopę) a nade wszystko do Frankensteina Mary Shelley. Piosenka śpiewana przez Marlenę Ditrich nie jest jedynym znanym utworem muzycznym – znawcy odnajdą tu efekty twórczości kilkunastu autorów. Nie brak też nawiązań do dzieł sztuki. Sama postać Kobiety z kebabu przypomina Wenus paleolityczną (dzięki, Elu), a próba zetknięcia się palca Gastronoma z jej palcem – fresk Michała Anioła Stworzenie Adama ze sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej. Należy zresztą przyznać, że choć nie pierwszy człowiek został stworzony przez Sobiszewskiego, to prawdopodobnie pierwsza kobieta-kebab. Autoironiczny brak skromności w podpowiadaniu aktorom wzniosłych gestów wydaje się więc jak najbardziej na miejscu.


Gastronomia, choć zrobiona lekko i z humorem, jest pantomimą obfitującą w niewerbalne wokalizacje, nie powstrzymującą się przed żadnymi środkami wyrazu (taniec, gruby gest, przerysowana mimika, slapstickowe interakcje), pełnokrwistą, mięsną. Zarówno sam pomysł, jak i doskonałość jego realizacji aż proszą się o ciąg dalszy. Osobiście miła byłaby mi wegetariańska wariacja na temat stworzenia tragicznie jadalnej kobiety.


Widziałbym formowanie możliwej do ukochania postaci na bazie odpowiednich rozmiarów marchwi, cukinii lub bakłażana. Koperkowe włosy i pietruszka w miejscu pożądania, umiejętne zrobienie użytku z papryczek i orzeszków – wszystko to być może uczyniłoby taką narzeczoną gastronomicznym obiektem gryzoni, owadów lub przeżuwaczy. To przed nimi broniłby swojej ukochanej We-gastronom. Nie musiałby jej powoływać do życia prądem elektrycznym, a może jedynie wodą wzbogaconą o mikroelementy i ciepłymi promieniami słońca. Ślubu nie dawałby im – jak to jest w oryginalnej wersji – papież, a zapewne raczej Budda. Nie pięliby się też schodami do nieba pełnego – czego projekcja już nie uwzględniła – mięsnych, a ongiś także mięsożernych aniołów. Poszliby raczej do wegetariańskiego raju pełnego wonnego kwiecia i soczystych owoców. Być może też uniknęliby okrutnego losu i rozłąki. Marlena Ditrich w tej szczęśliwszej wersji zamiast pojawiać się jako smutnie zawodząca pocieszycielka, dołączyłaby jako trzecia do miłosnego trójkąta.


Nie, żeby Gastronomia wymagała zmian czy rezygnacji z kojarzącej się ze śmiercią zwierząt mięsności. Rozrywkowy spektakl musi wszak uwzględniać gusta artystyczne i zwyczaje żywieniowe szerokiej widowni. Jednak ten inspiruje do snucia wizji alternatywnych. Jak wszystko, co w teatrze transgresyjne, doczeka się też zapewne sequeli, trawestacji i pastiszów. Wegetariańska, może nawet wegańska wersja jest tylko jedną z możliwych. Inne mogą być artystycznie nie mniej smakowite.

 

Jarosław Klebaniuk

 

 

 

Gastronomia. Scenariusz, reżyseria i choreografia: Aleksander Sobiszewski


Scenografia: Michał Dracz i Aleksandra Stawik. Oprawa muzyczna: Roman Rega. Opracowanie projekcji video: Jakub Lech.


Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. Scena Kameralna Teatru Polskiego we Wrocławiu.


Premiera: 24 października 2008. Premiera w Teatrze na Woli w Warszawie: 22 sierpnia 2008.

 

3 czerwca 2011

Zdjęcia


Jarosław Klebaniuk

Jarosław Klebaniuk

52 Wrocław
77 artykułów 2 teksty 54 komentarze
W pracy naukowej zajmuję się postawami politycznymi. Poza tym działam społecznie w redakcji portalu Lewica.pl. Pisuję też recenzje i teksty publicystyczne. Prowadzę blog w portalu NaTemat. W "Akcencie", "Frazie", "Kresach" i "Lampie" publikowałem…


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Marcin Sierszyński
Marcin Sierszyński 6 czerwca 2011, 01:25
Spektakl zapiera dech w piersiach. Świetna scenografia, nietuzinkowy humor i postać głównego bohatera!

Ach, oczywiście kobieta z kebabu również mną wstrząsnęła. ;)
przysłano: 23 grudnia 2010 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło