20 lat Wywroty

Jeleń zepsuł zabawę (recenzja Bachantek)

Lawrence z Arabii

23–25 pazdziernika 2018

Pijani

18–19 lipca 2018

Sinobrody

21–22 lipca 2018

Upadanie

20–26 pazdziernika 2018

Spektakl teatralny AJAS

2–5 sierpnia 2018

Sceny niemalże małżeńskie

14–16 września 2018

Kasta la vista

14–16 września 2018

Spektakl długo nabiera rozpędu. Zupełnie jakby wstęp miał służyć oswojeniu się z postaciami, scenografią i muzyką. Powolne ruchy aktorów, niezwykle plastyczne i wyraziste mają u początku w sobie coś ociężałego. Zupełnie jakby budowali podwaliny pod rozpędzającą się karuzelę, która na końcu zawiruje w szaleńczym tempie.  

 

Bachantki, w reżyserii Maćko Prusaka w Teatrze Pantomimy we Wrocławiu, to współczesna interpretacja mitu o Dionizosie. Bohaterowie tragedii, ubrani w stroje nam współczesne, przemieszczają się po zmyślnie skonstruowanej przestrzeni. Scenografia w wykonaniu Mirka Kaczmarka ogranicza się do drewnianej platformy, w którą symetrycznie, na przedzie, powbijane są toporki. Za nimi, ustawiony w pewnej odległości stół pełni funkcję wyposażenia jadalni jak i biura. Nad nim kosz do koszykówki, w którym umieszczono głowę wypchanego jelenia. W to wszystko został wpisany kult Dionizosa, boga dzikiej przyrody i dawcy winnej latorośli. Dlatego bohaterowie nieustannie piją wino, czy to do obiadu, ciasta czy w trakcie przyjęcia. Jest to znaczący symbol, jeden z wielu, wykorzystany przez reżysera. Sam spektakl natomiast skupia się wokół ostatnich, najbardziej dramatycznych wydarzeń boskiego mitu, obejmuje wątki od pochwycenia Dionizosa przez zbrojnych Penteusza, aż do tragicznego końca tebańskiego władcy. Jak w takiej przestrzeni sprawdza się opowieść o kulcie Dionizosa? Niezwykle sprawnie. Chociaż akcja napiera tempa dopiero w scenie rozmowy syna (Anatoliy Ivanov) z Kadmosem (Artur Borkowski) i Tejresjasem (Radek Kasiukiewicz). Wtedy to, interakcje stają się o wiele bardziej żywiołowe, pełne pasji i dynamiki. Etiuda Ivanova, który wprawia swoje ciało w niezwykły wir, lawirując wokół powbijanych w scenę toporków, jest kluczowa dla finału. Bowiem jego szaleńcza ekspresja, zostaje przeniesiona na inne postaci w finalnym mistycznym szałe. Układ choreograficzny powiela się. Agresja zamknięta w ruchu stanowiła niezwykłe przełożenie ostatniego aktu Bachantek, w którym to wysłany na Kithajron władca Penteus/Ojciec (Jan Kochanowski) przygląda się kobietom. W finale dramatu władca ginie, rozszarpany przez najbliższe mu kobiety. Spektakl natomiast kończy się wyciemnieniem. W momencie, gdy już muzyka stawała się nieznośnie głośna, gdy miało nadejść rozwiązanie tragedii wszystko nagle się wycisza…

 

Nabudowywane od początku spektaklu napięcie rozprasza się. Nie ma w tym jednak żadnego niedostatku, spektakl bowiem od początku igra z percepcją widza. Maćko Prusak bawi się zmysłami odbiorcy, zmusza do wzmożonej uwagi. Bowiem, bez uważnego śledzenia drobnych niuansów spektakl staje się nieczytelny. I tak, gdy w centralnym punkcie sceny nawiązuje się interakcje między Kadmosem a Tejresjasem w tle przemyka Diniozos, ciągnąc za sobą małą walizkę na kółkach. Symbolizuje to powrót Bachanta na dwór tebański. Ciekawie również został ograny symbol jelenia. Nad stołem, w centralnym punkcie sceny została zawieszona, na koszu do koszykówki, wypchana głowa jelenia. Jego pysk uwieczniony z półotwartą gębą, sprawia wrażenie jakby był w trakcie rozpaczliwego krzyku, wydawanego w ostatnich chwilach przed śmiercią. To trofeum należy do Penteusa, apodyktycznego ojca, który wprowadza w domu rządy patriarchatu. Żadna z kobiecych postaci w jego obecności nie może być szczęśliwa. Dopiero gdy Ojciec znika ze sceny, Matka (Anna Nabiałkowska), Córka (Paula Krawczyk-Ivanov) jak i Służąca (Agnieszka Dziewa) mogą swobodnie rozkoszować się winem, muzyką i towarzystwem gości. Wspomniany jeleń, w czasach starożytnych był symbolem bliskość świata nadprzyrodzonego. Penteus jako myśliwy, przeciwnik kultu Dionizosa, niszczy więc wszystko co związane ze światem nadprzyrodzonym. I gdy w domu trwa zabawa, Penteus przerywa ją wkraczając na scenę z zabitym jeleniem na plecach. Rzuca trupa na stół i przerywa tym samym kult Bachanta. To symboliczne odcięcie się od świata nadprzyrodzonego nie trwa jednak długo. Bowiem Dionizos nawiedza dwór i wprawia pozostałych gości ponownie w szczęśliwy nastrój, który zepsuł despotyczny Ojciec. Sama relacja postaci, decyzja reżysera, aby skomplikowane relacje z antycznego dramatu przełożyć na schemat: Ojciec, Matka, Syn i Córka, było strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że klimat ten pasował do obranej estetyki, ale również systematyzował i porządkował akcję. Nie ma co ukrywać, mężczyźni zdominowali ten spektakl i pomimo, tego, że tytułowa rola miała przypaść Bachantkom (Matce, Córce i Służącej) to patriarchat wprowadzony przez Ojca, wyrazista kreacja Syna oraz sam Dionizos zawładnęli sceną.

 

Na temat ukrytych znaczeń i scen można by się rozwodzić, bowiem Maćko Prusak stworzył dzieło kompletne, bogate i estetycznie poruszające. Uwspółcześniona interpretacja Bachantek powinna być numerem jeden na liście „Do zobaczenia”, przez końcem sezonu teatralnego 2015/2016.

 

Bachantki

według Eurypidesa

Reżyseria: Maćko Prusak

Scenariusz i dramaturgia: Marta Giergielewicz

Scenografia: Mirek Kaczmarek

Muzyka: Marta Giergielewicz i Maćko Prusak

Obsada: Mariusz Sikorski, Jan Kochanowski, Anna Nabiałkowska, Paula Krawczyk-Ivanov, Agnieszka Dziewa, Antoliy Ivanov, Artur Borkowski, Radek Kasiukiewicz

Premiera: 10 czerwca 2016

 

Agata Iżykowska

Agata Iżykowska

26 lat Wrocław
75 artykułów 1 komentarz 3 posty
Ministerstwo Teatru
Ministerstwo Kinematografii
Współpraca


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 12 czerwca 2016 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło