„Bo z wielu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle...” – młodzież i alkohol.

Czy alkohol szkodzi młodzieży i dlaczego tak?

Mahatma Gandhi powiedział kiedyś, że „dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru". Te mądre słowa uzmysławiają nam, jakże ważne jest dokonywanie w naszym życiu tychże odpowiednich wyborów. Współczesny świat oferuje nam wiele alternatyw, rozrywek, modeli zachowań. Naszym zadaniem jest filtrować te, które mogą działać na naszą szkodę. Musimy się zachowywać jak biblijni żeńcy, którzy oddzielali kąkol od pszenicy. Takim kąkolem jest wszystko, co niekorzystnie wpływa na naszą psychikę, życie, zdrowie. Niestety - współczesność, obok wielu wynalazków i udogodnień, które w znacznym stopniu ułatwiają nam życie, dostarcza także wielu zagrożeń. O zgrozo, kryją się one pod niewinnie brzmiącymi nazwami, ładnie opakowane, zachęcające do użycia. Prawdziwe zło jest jednak w środku - niewidoczne dla oczu. Jedno z takich pozornie nieszkodliwych zagrożeń, stanowi alkohol.


Już sama etymologia słowa - z arabskiego „zły duch" (al ghul) - powinna nastrajać nas co najmniej nieufnie i budzić ostrożność. Otóż, arabowie mieli sporo racji, nadając tak wdzięcznie brzmiącą nazwę chyba najbardziej powszechnej używce. Jak wiadomo, jego spożywanie w nadmiarze wywołuje szereg niekorzystnych skutków, jak choćby te natychmiastowe (zaburzenia równowagi, świadomości, osłabienie zmysłów). Dużo groźniejsze jest jednak, jak wiadomo, to, czego na pierwszy rzut oka nie jesteśmy w stanie dostrzec. Mało kto, sięgając po kieliszek, zdaje sobie sprawę z tego, że w tej oto właśnie chwili pewna część jego cennych komórek mózgowych ulega procesowi destrukcji. Jeśli na dodatek ilość tychże nie jest zbyt pokaźna, problem staje się jeszcze poważniejszy..."Dobrze" - powie ktoś - „przecież wszystko jest dla ludzi i alkohol pity z umiarem nie szkodzi". Oczywiście, można się z tym zgodzić, przyjmując jednak przedtem pewne założenia. Jednym z nich jest pełnoletniość osoby spożywającej. Nie bez powodu w sklepach sprzedaż alkoholu osobom poniżej osiemnastego roku życia jest zabroniona (inna sprawa, że w Polsce zakaz ten jest nagminnie łamany). Nie jest to głupi wymysł rządu, Kościoła, urzędników. Ten, kto go wymyślił, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie konsekwencje dla rozwijających się organizmów może mieć nagła utrata komórek mózgowych wtedy, gdy są one najbardziej potrzebne...Mniej dotkliwie taką stratę odczuje osoba, która ukończyła edukację i nie musi stale powiększać zasobów umysłowych aniżeli ktoś, przed kim i matura, i studia, i promocja do następnej klasy...Warto o tym pomyśleć, zanim sięgniemy po kieliszek, puszkę, butelkę. Chwila przyjemności (wątpliwej zresztą) może zaważyć na naszym dalszym losie i położyć się cieniem na świetlanych planach życiowych...


Wiemy już, jakie zagrożenia niesie spożywanie napojów alkoholowych. Skoro skutki zostały omówione, pora przystąpić do analizy przyczyn (choć może powinno się to robić w nieco odmiennej kolejności). Nasze życie jest naszpikowane różnorakimi niebezpieczeństwami. Praktycznie z każdej strony czyha na nas jakieś zagrożenie: a to szybko jeżdżące samochody, a to choroby, a to nawet osławiona skórka banana czy cegła. Dlaczego alkohol zdecydowanie bije na głowę wyżej wymienione zjawiska? Odpowiedzmy sobie na pytanie - przed kim się bronimy - przed agresywnym wilkiem czy łagodną owcą? Tak samo jest z alkoholem. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z jego szkodliwości, a jeśli nawet, to w niewielkim stopniu. Można by metaforycznie stwierdzić, że to wilk w owczej skórze. W tym właśnie tkwi problem - skoro nie widzimy zagrożenia, nie bronimy się przed nim. Może nas atakować i nie napotka z naszej strony żadnego oporu...


Jak wiadomo, ryba psuje się od głowy - więc problem leży głębiej. Dlaczego alkoholizm stał się w Polsce chorobą narodową? Przecież innym nacjom także nieobce są trunki z dużą zawartością procentów. Niemcy słyną z piwa, Francuzi z wina, a Finowie specjalizują się w produkcji wódki - tymczasem to o Polakach opowiada się anegdoty. Tu na scenę wkracza tradycja. Mało kto jest sobie w stanie wyobrazić prawdziwe polskie wesele, chrzciny, przyjęcie, bez morza wódki, wina (rzadziej - produkt bądź co bądź, ekskluzywny) czy też, w końcu, samogonu. W naszej narodowej świadomości utarło się, że bez alkoholu nie ma prawdziwej zabawy. Stereotypy...Gdyby jeszcze był on na spotkaniach rodzinnych czy też towarzyskich domeną wyłącznie dorosłych - niestety. Zatrważające jest to, że pod okiem rodziców coraz młodsi sięgają po kieliszki. „Nic mu się nie stanie, jak trochę wypije" - takie wytłumaczenie słyszymy najczęściej. Tymczasem, owo „trochę" pod opieką rodziców przeradza się w „dużo" w towarzystwie znajomych...Młodzi ludzie czują się upoważnieni do spożywania alkoholu. Skoro wolno im to robić w obecności rodziców, dlaczego miałoby to być szkodliwe, gdy ich nie ma w pobliżu? Alkohol to sprytny przeciwnik. Przyczaja się, udaje nieszkodliwego, by, uśpiwszy czynność ofiary, zaatakować. Jak mówił Francois de la Rochefoucauld, „więcej ludzi utonęło w kieliszku, niż w morzu". O tym, że w morzu można się utopić, wie każdy. Jeśli chodzi o alkohol - już niestety nie...


Wiek nastoletni to okres, gdy środowisko wywiera wielki wpływ na młodego człowieka. Jest on dopiero na etapie kształtowania własnych poglądów i chętnie przyswaja cudze. Jeśli na dodatek znajduje się pod presją rówieśników, otoczenia, to potrzeba naprawdę silnej woli, aby tym wpływom nie ulec. Jeśli koledzy piją i częstują, nie odmówimy. Nikt nie chce się ośmieszyć, stracić szacunku i sympatii znajomych. Często wypicie kieliszka staje się furtką do lepszego świata, złotą kartą wstępu do pewnych grup społecznych. Wielu z nas ulega - presji otoczenia, chęci bycia lubianym, pragnieniu przewodzenia grupie...Analizując problem z drugiej strony - picie alkoholu może być dla wielu wyznacznikiem wartości człowieka. Jeśli ktoś nie przedstawia sobą zalet moralnych czy intelektualnych, musi znaleźć coś innego, co pozwoliłoby mu zaistnieć, wyróżnić się z tłumu. Dla niektórych jest to spożywanie alkoholu. Można się nawet pokusić o drobną modyfikację pewnej znanej sentencji - „piję, więc jestem". Tu powstaje pole do popisu dla tych mądrzejszych, którzy są w stanie perspektywicznie spoglądać w przyszłość i chcą w życiu coś osiągnąć. Jeżeli nie poddamy się presji „inteligentnych inaczej", istnieje prawdopodobieństwo, że za nami pójdą inni. Mamy więc niepowtarzalną okazję uratować kogoś od zaprzepaszczenia szansy na godne życie. Mamy szansę być tym jednym, jedynym sprawiedliwym w Sodomie i Gomorze, a co za tym idzie, ocalić miasto od zagłady...


„Życie pełne jest upokorzeń i cierpień (...) - wszystkie nici wiodące do szczęścia rwą się w ręku człowieka.". To słowa A. Dumasa. Nasze szczęście zależy tylko od nas - albo tę nić zerwiemy, albo doprowadzi nas do celu. Wyobraźmy sobie wagę. Na jednej szali połóżmy korzyści płynące ze spożywania alkoholu - chwilową przyjemność, podziw kolegów, poczucie wyższości nad abstynentami. Na drugiej - nasze plany, marzenia, całe przyszłe życie. Co przeważy? Co jest istotniejsze? O co naprawdę warto walczyć? Myślę, że odpowiedź na te pytania nie jest trudna. Nie oglądajmy się na innych. Swoje życie bierzmy w swoje ręce, bo to my będziemy ponosić konsekwencje własnych czynów - w myśl popularnego powiedzenia „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz". Nie utopmy w kieliszku wódki czy puszce piwa tego wszystkiego, na co z takim mozołem pracujemy. Nie warto. Na wszystko kiedyś przyjdzie czas i nie namawiam oczywiście nikogo do całkowitej abstynencji, ale należy wiedzieć, kiedy ten czas następuje. Nasze życie można porównać do domku z kart albo wieży z klocków Lego - budowanie jest trudne i pracochłonne, a jeden nieuważny ruch może wszystko definitywnie zepsuć. Drogi czytelniku - zastanów się, gdy będziesz sięgać po kieliszek - możesz przypadkiem zahaczyć ręką o domek z kart...


Jak powiedział Fiodor Dostojewski - „Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje." Jesteśmy „tylko" i „aż" ludźmi. Upadamy, ale możemy się podnieść - obyśmy jednak musieli to robić jak najrzadziej, bo każdy upadek pozostawia ślad. Licealisto, dokonaj właściwego wyboru. Wybierz to, czego później nie będziesz żałował.

Fish

Fish

27 Zakrzew
4 artykuły 24 prace 55 komentarzy
Jestem początkującą gitarzystką. Oprócz tego od 9 lat gram na pianinie. Od 2 lat pełnię funkcję organistki w parafii pw Św. Andrzeja Boboli, Gąsiory.


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Salcz
Salcz 2 marca 2009, 08:33
Przeczytałem dodany przez Ciebie artykuł. Piękne słowa, wielka wiedza na dany temat. Jestem na 4 semestrze wyższej szkoły zarządzania środowiskiem w Tucholi na kierunku leśnym . Jak to u studentów bywa, alkoholu jest u nas dużo. Jestem tym człowiekiem do którego w sumie kierujesz swoje (lub kogoś, w sumie nie wiem kto to napisał) słowa. A jednak nie wiele one zdziałały. Twój artykuł dotrze do ludzi inteligentnych w 100% ale oni zazwyczaj nie piją więc nie będzie im to potrzebne. Nie dociera jednak wcale do ludzi którym jest to potrzebne. I według mnie nie wiele zdziała w tej kwestii kościół i wiara. Nie zgadzam się w kwestii że Polacy piją najwięcej. To tak jak zostało ujęte w powyższym artykule, stereotyp. Mi nie trzeba wiele żeby się dobrze bawić, pije piwo bo lubię i mi smakuje. Zauważyłem też że jak nie przesadzę to wszystko wydaje się takie proste. Odchodzi stres przed egzaminami, łatwiej podejść do dziewczyny która akurat się spodobała. Oczywiście nie pije codziennie, pije z przyjaciółmi w naprawdę dobrej atmosferze. I na pewno nie wynika z tego żadna presja lub inne czynniki zmuszające mnie do picia alkoholu. Ten artykuł jest jak najbardziej fascynujący temat wykładany przez najnudniejszego i najbardziej flegmatycznego wykładowcę jaki chodził po tej planecie. Czy kazania ojca wpajane młodemu człowiekowi w najbardziej nieprzyjemny sposób jaki zna świat (nudny wykład) coś kiedykolwiek dały? Zakazany owoc najlepiej smakuje. Nie chodzę do kościoła już długo. Wiesz dlaczego? Bo szlak mnie trafia jak słyszę kazania. 30 minut paplania bez żadnych emocji najlepiej czytane z kartki. Jak chce się pomodlić a robie to często idę do lasu. Tam jest spokój, tam mogę usłyszeć Boga. Co do tej sprawy z alkoholem to nie tędy droga. Znacznie więcej zdziałają harcerze w tej sprawie. Pozdrawiam. Piotr.
korien
korien 9 marca 2009, 15:51
JEDEN SZCZEGÓŁ: Jeśli już przytaczasz, to powinnaś zaznaczyć, że pochodzenie słowa ,,alkohol" nie jest do końca znane. Oprócz ,,al ghul" jest także arabskie słowo ,,al - kuhl", którego znaczenie jest zupełnie inne.
Fish
Fish 14 marca 2009, 17:00
Wiesz, salcz, ten artykuł był kierowany do ludzi inteligentnych, którzy też piją, czyli do młodzieży mojego liceum. I uważam że w treści jest jak najbardziej właściwy. I jest to artykuł konkursowy a nie desperacja próba nawrócenia pijących.
przysłano: 18 lutego 2009 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło