Osiedle w którego cegłach są ludzkie kości. „Stacja Muranów” Beaty Chomątkowskiej


To osiedle, które celowo zostało wzniesione na warstwach gruzu, celowo nieotynkowane, by przypominać o Zagładzie. Miało być jak rana, której nie pozwolono się zabliźnić. Miało być jak żyjący, krzyczący pomnik.

 

Warszawa to miasto-pomnik. Pomnik zbudowany na cmentarzu. To miasto, które dziś tętni życiem, pulsuje energią, daje kopa jak narkotyk, a nieraz potrafi wycisnąć jak cytrynę. Ale pod płaszczem tej energii i życia kryje się wspomnienie dramatu, śmierci i morza krwi. Także tej żydowskiej, przelanej podczas drugiej wojny światowej w stołecznym gettcie.


Dzisiejsza Warszawa fascynuje. Przed wojną nazywana Paryżem Północy, po drugiej wojnie światowej powstała praktycznie na nowo. I to całkiem dosłownie, bo wojenny walec przejechał po polskiej stolicy bez litości. Rozjuszeni wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy potraktowali miasto i jego mieszkańców z bezprecedensową brutalnością. Mordowali cywilów, w tym dzieci i chorych. Burzyli i palili całe kwartały miasta. Po wojnie Warszawa była wielką, dymiącą kupą gruzu. To, co z niej zostało, wzruszało nawet tych najbardziej znieczulonych wojenną rzeczywistością. Kryształ został rozbity na setki kawałków.

 

Mostem łączącym Warszawę obecną, błyszczącą, z tą powojenną, tak głęboko zranioną, jest cmentarz w centralnej części miasta. Cmentarz, którego nie widać. Ukryty w fundamentach i murach architektonicznej utopii, osiedla-pomnika. Nie tyle przypominający o tym, że istnieje, co wskazujący na czyjąś nieobecność.

 

Muranów. Spójne powojenne założenie urbanistyczne, które miało stać się funkcjonalną śródmiejską dzielnicą mieszkaniową opartą na koncepcji jednostki sąsiedzkiej. Czerpiące z przedwojennych wzorców awangardowych, wbrew pierwotnym planom architektów, wbite w ideologiczny kostium doktryny realizmu socjalistycznego w sztuce. Powstałe w części dawnej dzielnicy żydowskiej. Jedyne takie osiedle w skali światowej. Powstałe  i to całkiem dosłownie  na gruzach i z gruzów getta.

 

Stacja Muranów Beaty Chomątowskiej jest taka, jak sam Muranów. To wielowarstwowa mozaika splatająca losy ludzi dawnych i współczesnych, których historie w jakiś sposób zaczepiły się o Muranów. Są tam opowieści o mieszkańcach Dzielnicy Północnej; o ludziach getta; o tych, którzy wyrównywali gruzy po jego budynkach; o architektach, dla których ta pusta przestrzeń była wyzwaniem i szansą. Wreszcie o współczesnych mieszkańcach, ludziach, których Muranów fascynuje.

 

To także opowieść o gettcie i miejscu po nim, gdzie bohaterami są ulice i budynki, te które już nie istnieją i te, które na stałe wpisały się w miejski krajobraz. Książka Beaty Chomątowskiej to z jednej strony reportaż, literatura faktu, z drugiej emocjonalny przewodnik po ludzkich historiach i doświadczeniach różnych stron.

 

Autorka zadaje w swojej opowieści tak naprawdę jedno pytanie: czy wiesz, w jakim miejscu mieszkasz i jak się z tą wiedzą czujesz? Każdą dzielnicę, nawet tą zrównaną z ziemią można odbudować. Ale żeby żyła i nie zmieniła się w architektoniczne widmo, potrzeba ludzi. Ale jak mieszkać na cmentarzu?

 

Chomątowska opowiadając o historii Muranowa pokazuje związek między miejscem a człowiekiem. Zwraca uwagę na to, jak często jesteśmy nieświadomi tego, co nas otacza. Patrząc przez pryzmat codzienności, prozy życia nie dostrzegamy układów, rytmów. Może tylko czasem, gdzieś podświadomie, słyszymy, co mówi do nas przestrzeń publiczna, gdy czujemy się w niej dobrze lub źle. Ale często nie wiemy, dlaczego. Układ ulic, funkcje budynków, zastany porządek rzeczy tak często i tak bardzo są dla nas oczywiste.

 

Oczywistość jest najbardziej oślepiająca. A przecież Muranów nie wyrósł w próżni. To miasto w mieście i miasto na mieście, po którym krążą legendy o żydowskim złocie ukrytym pod domami, w którego gruntach wciąż są obecne pozostałości dawnych piwnic. Osiedle, w którego cegłach są ludzkie kości, bo na tym terenie nigdy nie została przeprowadzona ekshumacja. To osiedle, które celowo zostało wzniesione na warstwach gruzu, celowo nieotynkowane, by przypominać o Zagładzie. Miało być jak rana, której nie pozwolono się zabliźnić. Miało być jak żyjący, krzyczący pomnik.

 

Stacja Muranów to spacer po tak dobrze znanym a nie znanym wcale. To oswajanie przestrzeni i historii. Szukanie i ustanawianie własnych znaczeń. To zderzenie skrajności, które harmonijnie współistnieją na Muranowie. Osiedlu niedookreślonym, tkwiącym trochę w zawieszeniu, niedopowiedzeniu, wciąż budującym swoją tożsamość. To zderzenie skrajności, które harmonijnie współżyją na Muranowie. Życie vs. śmierć. Pamięć vs. zapomnienie. Przeszłość vs. teraźniejszość. Obok siebie, nierozłączne. To też zderzenie z przekonaniem, że wszyscy, którzy tam mieszkają, znają historię miejsca, na którym powstało osiedle i że każdy żyje tym w swojej codzienności. Otóż nie.

 

Nie można myśleć o tym na co dzień odprowadzając dziecko do szkoły czy parząc herbatę w kuchni. Nie można o tym myśleć kupując ziemniaki na obiad i malując ściany łazienki, wyprowadzając psa na spacer i zjeżdżając zimą na sankach.

 

Nie można, bo by się zwariowało.

Nie można też o tym nie pamiętać. Nie mieć świadomości.

 

Mieszkańcy Muranowa to jedyna społeczność lokalna Warszawy, która zapytana w badaniach, z czym utożsamia się najbardziej: swoim osiedlem, miastem, krajem, jako pierwsze wskazywała osiedle. Bo pomimo tragedii, która się tu zdarzyła, Muranów ma w sobie światło, zieleń, powietrze. To mikrokosmos, w którym jednak żyje się dobrze.

 

Chomątowska w swojej nielinearnej fabule odrywa z Muranowa kolejne warstwy. Warstwę dzielnicy żydowskiej, warstwę getta, modernistycznej utopii i oazy robotniczego szczęścia. Obdziera go trochę z magii i tajemnic. Odczarowuje ze stereotypów i miejskich legend. Ściąga z niego maskę, ukazując ludzką twarz. Pozwala zrozumieć jego charakter.

 

Muranów to miejsce, gdzie przeszłość i teraźniejszość żyją obok siebie, będąc bardziej ze sobą powiązanymi niż wszędzie indziej. Trzeba dać miejsce jednemu i drugiemu, a to może otworzyć kolejny rozdział dla Muranowa.

 

 

Katarzyna Klein, Łukasz Maślanka

 

 

 

Beata Chomątowska, Stacja Muranów

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012

okładka twarda, stron 464

 

Łukasz Maślanka

32 lata Wrocław
4 artykuły


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Katarzyna Stolarczuk
Katarzyna Stolarczuk 30 grudnia 2013, 17:59
Powiem tak: kilka dni po przeczytaniu tej recenzji wsiadłam w busa, pojechałam do Warszawy i zwiedziłam Muranów.
Łukasz Maślanka
Łukasz Maślanka 2 stycznia 2014, 22:17
@Katarzyna Stolarczuk: w imieniu współautorki tekstu i swoim pięknie dziękuję :)
jullija
jullija 11 lutego 2016, 22:24
Moja babcia mieszkala na Karmelickiej 1 jak utworzyli getto to wysiedlili ich na Prage. Nie zapomniala tego nigdy, w 45 wyjechala z Warszawy na ziemie odzyskane i juz nigdy tam nie wrocila...
rss
przysłano: 17 grudnia 2013

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło