Pilch prowokuje i czaruje - recenzja książki "Portret młodej wenecjanki"

Na nową książkę Jerzego Pilcha czekałam z niecierpliwością. Gdy już trafiła w moje ręce, chciałam dozować sobie lekturę, by jak najdłużej móc się nią cieszyć. Nie udało mi się, gdyż pochłonęłam całość jednym tchem. To stary, dobry Pilch, za którego prozą nieco się stęskniłam.

 

„Portret młodej Wenecjanki” trudno jednoznacznie zakwalifikować pod względem gatunkowym. Mamy tu narrację i świat przedstawiony typowy dla epiki, ale jednocześnie pojawiają się fragmenty felietonistyczne, przypominające dziennik czy pamiętnik oraz krytycznoliterackie teksty.

 

Początkowo wydawać się może, że autor skupi się jedynie na postaci kobiety przypominającej Wenecjankę z portretu Durera. Bohater opętany uczuciem do niej wydaje się żyć tylko miłością, namiętnością, zazdrością i kontemplowaniem piękna oraz zdolności urodziwej kochanki. Szybko jednak okazuje się, że ten wątek to pretekst do wielu dygresji na ulubione przez Pilcha tematy – literatury, książek, czytelnictwa, sztuki, sportu i seksu.

Z tego też powodu odnajdujemy tu wiele interesujących artystycznych i filozoficznych kontekstów. Nieraz to poważne odniesienia, nieraz autor zdaje się nimi bawić albo prowokować odbiorcę.


W ogóle większość treści to gra, jaką Pilch prowadzi z czytelnikiem, jakby chciał sprawdzić granice jego wytrzymałości, tolerancji i wrażliwości. To gra jednostronna, bo jej efektów nie pozna, chyba że z recenzji, korespondencji czy podczas spotkań promujących książkę.
Czytelnik też ma ograniczone możliwości, bo nie podyskutuje z autorem podczas lektury, nie skonfrontuje swoich odczuć z jego intencjami i może jedynie zastanawiać się nad tym, co przeczytał. Tylko tyle i aż tyle, bo obok „Portretu młodej Wenecjanki” nie da się przejść obojętnie.

 

Ta książka to na pewno gratka dla miłośników prozy Pilcha. Znajdą w niej typowe dla pisarza elementy autobiograficzne (np. odniesienia do choroby Parkinsona) przemieszane z literacką fikcją; sporo tu autotematyzmu i refleksji na temat przeczytanych książek, sporo o dawnej sztuce, o współczesnym życiu i – oczywiście – o seksie, o którym raz autor pisze niemal lirycznie, innym razem wulgarnie.

 

I jeszcze język – pełen „pilchowszczyny”! Bardzo lubię ten styl, w którym powaga przeplata się z ironią i sarkazmem, kunsztowne, barwne zdania sąsiadują z prostymi frazami i równoważnikami zdania, poetyckość zaskakująco komponuje się z dosadnością i naturalizmem, a całość jest systematycznie wzbogacana przesadniami i gradacjami.
Taką prozę chłonie się wszystkimi zmysłami!

BEATA IGIELSKA

 

Zdjęcia


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 6 lutego 2017


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło