Smutek po Domowych melodiach

Domowe melodie zawieszają działalność. Dlaczego? Na zawsze czy na jakiś czas? Nie wiadomo. A ja oprócz tego nie wiem nawet, czy chciałbym, żeby kiedyś wrócili.

Pach i trach!

Właśnie tak to wyglądało. Skrolowałem Facebooka ostatni raz przed pójściem spać i natrafiłem na smutny post. Nie na funpage’u zespołu, ale jednego z popkulturowych portali. Nauczony przykrymi rozłamami w Myslovitz czy Oasis od razu pomyślałem o wewnętrznym konflikcie. Inna wizja artystyczna, pieniądze, przypisywanie zasług. Byłbym smutny, gdyby taka była przyczyna. Choć mogło być przecież zupełnie inaczej.

Co tracimy?

Trudno szukać drugiego polskiego zespołu wykonującego muzykę lo-fi, który odniósłby taki sukces jak Domowe melodie. Wyszedłszy z pokoju, w którym nagrywali piosenki, trafili na sceny dużych festiwali i szczyty list przebojów. Utwory Domowych melodii są akustyczne, łagodne i niezwykle melodyjne, a w tekstach eskapizm i kontestacja zwinnie połączone są dystansem i poczuciem humoru. Ich sceniczny wizerunek, czyli frotowe piżamy i wprowadzanie odbiorcy w sypialnianą atmosferę, dopełnił tę dokładnie przemyślaną i, bądź co bądź, egzotyczną jak na polską scenę formułę. I może tu jest pies pogrzebany? Może ta formuła właśnie zaczęła się wyczerpywać?

Przecież można grać rocka

Czterech kumpli, grających rocka lub blues, ma o tyle trudniej, że konkurencja na ich scenie jest niezmierzona. Jednak formuła, którą wybrali, prawdopodobnie nigdy nie całkowicie nie odejdzie do lamusa. Trudno spało mi się tej nocy, kiedy dowiedziałem się o przerwie (tak, mam nadzieję, że o przerwie a nie końcu) Domowych melodii. Naszła mnie wtedy refleksja o żywotności tak oryginalnych i dokładnie przemyślanych projektów. Być może pomysł, jaki Justyna Chowaniak miała na zespół, był szalony. Ale to szaleństwo zadziałało. Potwierdzają to sprzedane płyty, tłumy na koncertach i zachwyt środowiska muzycznego.

Wydaje się, że Domowe melodie to projekt doskonały. Ale czy wyjście poza jakiekolwiek stylistyczne ramy i stworzenie zespołu opartego wyłącznie na własnych pomysłach nie ograniczyło ponadczasowości tych idei? Może muzycy zdecydowali się uniknąć nieuniknionego i zakończyć projekt, zanim jego formuła się wyczerpie.

Jeśli rzeczywiście tak było, mają moje pokłony.

Adrian Holecki

Adrian Holecki

26 lat Żarów
2 artykuły 9 tekstów
Serce raduje mi się, gdy mówię nie, gdy inni mówią tak. Tak już mam.

Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 5 grudnia 2017


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło