Felietony

Jaka płaca, taka praca [fragmenty o edukacji]

Od dłuższego czasu wokół zarobków nauczycieli oraz tego, co i w jakim wymiarze powinni robić, wrze. Był nawet taki, który twierdził, że powinno się dopłacać polonistom za czytanie lektur*. Kociołek z daniem polska edukacja regularnie podgrzewa ministerstwo tejże. Najczęściej zamiast uprościć sprawę i dać wyjaśnienia, komplikuje ją. Nie chciałbym specjalnie rozpisywać się na temat ostatniej propozycji tzw. podwyżek, gdyż w sieci można znaleźć pełno oburzonych wpisów o nowych tzw. rozwiązaniach.

 

Mnie bardziej dziwi, że wielu nauczycieli — szczególnie po upadku tzw. strajku — nadal wydaje pieniądze i traci czas na sprawy, które nie leżą w ich obowiązku. Na przykład — jeżdżą na wycieczki, za które nikt nie płaci. Tak, wielu nauczycieli nadal po godzinach pracy zabiera uczniów na, bywa że kilkudniowe, wyprawy. Co więcej zajmują się nawet organizowaniem tych wypraw, w czasie dawno przekraczającym osiem godzin dziennie dzwoniąc ze swojego prywatnego telefonu do biura podróży. Pomyśleć, ile w ogóle nauczyciele by zyskali, nie podając prywatnego numeru telefonu rodzicom, a zdarza się to notorycznie. Jeżeli jakakolwiek niecierpiąca zwłoki sprawa (typu prezenty na wigilię klasową) przez to nie została załatwiona w terminie, należy policzyć to na plus. Może w końcu ktoś by się zorientował, że coś tutaj działa nie do końca tak, jak się mogło wydawać.

 

Dalej… Z prywatnych pieniędzy kupują pomoce dydaktyczne. Wydawałoby się, że najwyższy czas uświadomić wszystkim, że nie do tego służy nauczycielska pensja, aby urozmaicać zajęcia obcym dzieciom. Jeśli placówka nie wyposaża pracownika w materiały, to przecież wystarczy podręcznik. W nim znajdzie się wszystko niezbędne do realizacji podstawy programowej, prawda? A pensję wypada jednak wydawać na własne potrzeby.

 

Tymczasem… nauczyciele potrafią drukować sprawdziany — jak zaznaczają w wielu wpisach w sieci — na swoich prywatnych drukarkach i prywatnym papierze. Argumentem za, pozornie słusznym, wydaje się fakt, że jeżeli nie zrobią tego za swoje, to dzieci nie będą mogły mieć kart pracy i rozwiązywać testów. Trudno. Jeśli nie ma na to funduszy organizujący naukę, to widocznie nie jest to niezbędne. Można uczyć bez kart pracy, a wiedzę sprawdzać bez testów. Poza tym to kwestia przyzwyczajenia. Można naprawdę ograniczyć kserowanie i drukowanie, a nadal się edukować. Tym bardziej, że spora część kopii trafia zaraz po zajęciach do kosza. Zaoszczędzi się czas i (prywatne) pieniądze.

 

Podobnie z gazetkami szkolnymi, które finalnie, jeżeli zbyt pstrokate, są wyłącznie przebodźcowaniem. Jeśli placówka nie dysponuje materiałami, to poczekać na uczniów. Jeśli uczniowie nie mają, to nie robić. Można uczyć się bez gazetki. To nie prywatne mieszkanie nauczyciela, żeby wydawał na strojenie sali prywatne pieniądze.

 

W ogóle trochę szkoda, że tak wielu uczących w tym kraju wykorzystało prywatny sprzęt do organizacji nauki zdalnej. Nikt nie mógł do tego zmusić. Należało robić to na sprzęcie przekazanym przez pracodawcę. Że szkoły nie miały tylu sprzętów przeznaczonych do nauki zdalnej? Cóż, prywatny sprzęt nauczyciela też do tego nie służy, chyba że w ramach prywatnie zorganizowanych zajęć.

 

Na koniec — choć można by zapewne przykładów na dokładanie się przez nauczycieli do tej zepsutej machiny zwanej polska edukacja mnożyć — sprawdzanie prac. Kto nigdy nie zasiadł, żeby sprawdzić wypracowania choćby jednej klasy, nie wie, ile zajmuje to czasu. Więcej niż jakiegokolwiek testu, zawierającego nawet pytania otwarte (w końcu takie polonistom też zdarza się robić). Wydawałoby się niezbędnym, aby uczniowie — szczególnie że właściwie tak egzaminy zewnętrzne, jak i codzienne rozmowy pokazują, że komunikacja u nich kuleje — ćwiczyli umiejętności językowe. I tak myślą poloniści. Tracą czas na sprawdzanie kolejnych zapisanych z reguły mało wyraźnym pismem stron. Bo tak trzeba? Nie, nie trzeba. Można kazać pisać uczniom zdecydowanie mniej. Jeśli spora część społeczeństwa nie wspierając nauczycieli w walce o uczniów, wybiera kiepską edukację, to dlaczego mają poświęcić się poloniści? Jeśli robisz to za darmo, to możliwe, że nigdy nikt nie będzie chciał za to zapłacić.

 

W Mrocznym rycerzu jeden z najpopularniejszych czarnych charakterów wszech czasów, Joker, stwierdza: Jeśli jesteś w czymś dobry, nie rób tego za darmo. Może czas zastanowić się nad tym cytatem, zamiast swoim działaniem popierać zastaną sytuację, stając się parodią Stanisławy Bozowskiej?

 
_
__

[fragmenty o edukacji] to cykl (mniej lub bardziej felietonistycznych) artykułów dotyczących szkolnictwa oraz spraw z nim związanych. Autorem cyklu jest Michał Domagalski.

__

Wykorzystano zdjęcie autorstwa Łukasza Dziadury.

Michał Domagalski

Michał Domagalski

39 Zalasewo
4 artykuły
Z obowiązku ojciec, z wyboru poeta, z przekonania prozaik. Czasami publicysta, sporadycznie nauczyciel. Autor książek "Poza sezonem" — nominowanej do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny — oraz "za…
Zasłużeni dla serwisu
Współpraca


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Netka
Netka 22 września 2021, 16:08
Mimo, ze całe swoje życie zawodowe pracowałam jak Bozowska, zdecydowanie popieram to, co przeczytałam w artykule powyżej. Szkoda, że tak późno to zrozumiałam. Nie ma drugiej, tak naiwnej grupy zawodowej.
Netka
Netka 22 września 2021, 16:14
Popieram
Anku
Anku 23 września 2021, 22:38
W punkt.
Aniela
Aniela 25 września 2021, 11:44
Bardzo w punkt, obawiam się jednak, że Stasie będą nadal kupować, narzekać i uważać się za pokrzywdzone, ale zmian nie wprowadzą. Cała nadzieja w młodym pokoleniu, które doić się nie daje, i dlatego do szkół zwyczajnie nie idzie.
przysłano: 22 września 2021 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca