Film

Coraz bliżej życia

W uczuciach wytwarzał się popłoch, w myślach zamęt. Mówiąc szczerze, to nie do końca wiem, w jaki sposób należałoby sklasyfikować ten film. Myślę, że wynika to z faktu, że cienka i niewyraźna jest granica między sztuką a życiem.

 

Padły ostatnie słowa, na chwilę zapadło przygniatające milczenie, ale szybko rozległy się gromkie brawa. Więźniowie dokonali czegoś niezwykłego. Na ich twarzach można było dostrzec satysfakcję i poczucie wartości tego, czego się dokonało. A dla nich znaczyło to wiele.

 

Rebibbia to słynna rzymska placówka więzienna, w której swoje wyroki odsiadują przestępcy najwyższego kalibru. Obciążeni wieloletnimi wyrokami, dostają możliwość odkrycia „zabawy” w teatr i wystawienia szekspirowskiej sztuki Juliusz Cezar. Sztuki o honorze, zdradzie i lojalności, a więc o wartościach tak charakterystycznych dla przestępczego świata. Po kolei przedzierają się przez casting, zapoznają się z tekstem, próbują, szukają najlepszych rozwiązań, coraz mocniej wchodzą w rolę i w końcu doświadczają oczekiwanej chwili zaprezentowania efektów swojej kilkumiesięcznej pracy.

 

Dla filmu wyjątkowo istotne jest przejście od naiwnego spoglądania w tekst do totalnego zjednoczenia się z granymi postaciami. Więźniowie stopniowo dostrzegają, jak wiele wspólnego z ich życiem ma tekst sztuki. Tym momentom towarzyszy niezwykła emocjonalna siła. Sztuka wkracza w ich życie, a życie w sztukę. Pierwsze i drugie rodzi się we wzajemnym współistnieniu. To odkrywa widz, który uświadamia sobie, że uczestniczy w czymś więcej niż pokazie filmowym.

 

Cezar musi umrzeć odkrywa, co kryje się pod powłoką sztuki. Pokazuje jej bezdenne piękno, mądrość i straszliwą walkę, która rozgrywa się w momencie przejścia, momencie odkrywania znaczeń.

 

W tym filmie nie ma fałszu – miejsce jest prawdziwe i więźniowie są prawdziwi, a to rodzi dalsze konsekwencje. Dla skazańców z dnia na dzień zmienia się wszystko. Pojawił się wysiłek wolny od obłudy, uczonej we wszystkich szkołach aktorskich. Wszelka nauka tego fachu zdaje się być zbędna, to raczej zabytek. Ich gra nie była sparszywiała i zarażona myślą innych. To raczej proces zmiany, który dokonał się w ich oczach – nowy błysk, nowe postrzeganie.

 

Szczególną uwagę zwraca Salvatore Striano, któremu w sztuce powierzono rolę Brutusa. Już od pierwszej sceny czuć jego niesamowitą siłę przyciągania. Nie tyle stał się aktorem, co aktorstwu został ofiarowany. W każdym jego geście, spojrzeniu skrywają się olbrzymie emocje. Talent odkryty w tak nieoczekiwanym momencie życia.

 

Przedsięwzięcie, w którym bohaterowie wzięli udział, stało się przestrzenią ich łaski w otchłani przekleństwa i zbrodni. To angażuje i fascynuje widza. Ponadto dokonuje się w tym filmie swoista transgresja, bo w momencie śmierci roli, rodzi się sztuka. W ten sposób dzieło braci Tavianich staje się pytaniem o znaczenie sztuki. Dla więźniów z kolei świadomością, że najcenniejsze w życiu są te chwile, które pozwalają zapomnieć, wyrwać się z potrzasku. Gdy nastąpi finał, pojawia się prawdziwy ból i tęsknota za wolnością, za życiem.

 

 

 

 

Łukasz Sroczyński

 

 

Cezar musi umrzeć

(Tytuł oryginalny: Cesare deve morire)

Produkcja: Włochy

Premiera: 18 stycznia 2013 (Polska), 11 lutego 2012 (świat)

Reżyser: Paolo Taviani, Vittorio Taviani

Scenariusz: Paolo Taviani, Vittorio Taviani, Fabio Cavalli

Zdjęcia: Simon Zampagni

Dystrybucja: Aurora Films

 

Kino Iluzjon (Filmoteki Narodowej)

ul. Narbutta 50a

02-541 Warszawa

Zdjęcia


Łukasz Sroczyński

Łukasz Sroczyński

37 Będzin
12 artykułów 35 komentarzy


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 11 listopada 2012 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca