[VombatRadio] Wywiad z Fooną

Wywiad z Fooną o tym ile warte są seryjne produkowane instrumenty i czy w Szwecji naprawdę słucha się reagge.

 

VR: Jak to się właściwie stało, że zacząłeś tworzyć muzykę i jak długo już się tym zajmujesz?

 

Foona: Jeszcze kiedy byłem dzieciakiem, każdy instrument, który wpadł mi w ręce, intrygował mnie. Z prawdziwą pracą wystartowałem wraz z pojawieniem się wczesnych typów kompów jak Atari STE i Amiga 500. Nie miałem żadnych syntezatorów ani samplerów, zatem musiałem polegać tylko na tym, co aktualnie miałem pod ręką.


Pamiętam pracę na  Protracker  na mojej Amidze 500.  Przykładowo, software dysponował tylko czterema kanałami, więc musiałem łączyć różne sample z bębnów tylko po to, by móc tworzyć trochę bardziej wyrafinowane brzmienie werbli. I to właśnie wtedy zdałem sobię sprawę z tego, że podoba mi się produkowanie, eksperymentowanie, szukanie nowych sposobów na ożywienie mojej muzyki. Sprawa stała się poważna gdy w 1998 dostałem swojego pierwszego PC. W 2001 zakupiłem sobie pierwszy kawałek profesjonalnego sprzętu do mojego DAW-a.
Dzięki pomocy oddanych członków z forum Planetz niedługo później miałem już działającą kartę Cream Ware Pulsar 2.

 

VR: Dlaczego postawiłeś na granie reggae/roots? Czy to było twoje pierwsze muzyczne doświadczenie?

 

Foona: Reggae było obecne w moim życiu od narodzin z powodu moich rodziców, krewnych i ich przyjaciół. Dla mnie to coś więcej niż muzyka, i właściwie przez całe życie zbierałem się na projekt oparty na reggae . To może dla wielu zabrzmieć śmiesznie, ale nigdy nie czułem się wystarczająco dobry by śpiewać lub grać muzykę reggae . A zatem nie, to nie było moje pierwsze muzyczne doświadczenie.


Pracowałem nad każdą inną muzyką za wyjątkiem reggae, aż dwa lata temu zdecycowałem się zrobić dubowy kawałek. Kiedy go skończyłem i zobaczyłem reakcję członków mojej załogi, wiedziałem już że nareszcie miałem to coś, czego potrzebowałem, by pracować nad reggae/dub.

 

VR: A skąd pochodzi Twój pseudonim i co on dla Ciebie oznacza?

 

Foona: Mój nick “Foona” jest dosyć świerzy. Przez wiele lat nazywałem siebie “Jngaelin”, ale największym problemem z tą ksywką było to, że ludzie ją zapominali i mieli problemy z wymówieniem jej. Zatem rok temu zdecydowałem zmienić ją na coś łatwiej zapamiętywalnego i łatwego do wymówienia dla ludzi, więc usiadłem, poszperałem w myślach i wyskoczyło mi „Foona”.

 

VR: Jesteś jednym  z członków załogi P.T.C-Crew. Kto jeszcze ją tworzy i jak wszyscy się poznaliście?

 

Foona: Jestem nie tylko członkiem składu P.T.C-Crew, ale także jego założycielem. Jakieś 12 lat temu założyłem ten skład mając wizję. Pragnąłem zebrać producentów i artystów w jedną, dużą ekipę. Ta „rodzina” miała pracować wspólnie w jakikolwiek sposób, byleby wydobyć naszą muzykę „na powierzchnię” tak, by każdy mógł jej posłuchać. W takiej załodze dzielilibyśmy się wszystkim, pomysłami, muzyką, doświadczeniem, umiejętnościami, czasem, czymkolwiek… To była świetna wizja i zdecydowanie miałem ambicję by wprowadzić ją w życie, ale musiałem dostać nauczkę, bo tak naprawdę nikt inny nie postrzegał tego w taki sposób, jak ja. Skończyłem zaharowując się dla ludzi skupionych tylko na własnych interesach i nigdy nie otrzymałem niczego w zamian. Potem przez lata czułem, że ta wizja jest utopią, ale myliłem się.

W przeciągu lat poznałem przyjaciół, których teraz nazywam rodziną. Poza mną w skład załogi wchodzą Arize, Flim, Boboo, Aiy, Shah-King oraz „najnowszy” i zarazem najmłodszy Iffectz.

Z siódemką takich silnych członków skład nareszcie wymiata. Pomysły, muzyka, doświadczenie, umiejętności i czas są teraz równo dystrybuowane między wszystkich i wszyscy robią to, czego najbardziej pragną, produkują muzykę.

 

W moim rodzinnym mieście mamy miejsce  nazywane “elverket”. To miejsce prób kapel i artystów. Właśnie tam spotkałem Boboo, Flim’a i Aiy’a. Natomiast rodzinę Arize znałem przez całe życie. Gdy go spotkałem po raz pierwszy, był noworodkiem.  MySpace umożliwiło Flim’owi wyhaczyć Shah-Kinga, a mnie wprowadzić Iffectz’a.

 

VR: Czym jest dla Ciebie muzyka?

 

Foona: Zawsze była czymś więcej niż tylko drogą do wyrażenia siebie. To jeden z moich najstarszych i najdroższych przyjaciół. Pozwalam jej wejść w najbardziej podatne na zranienia rejony mego umysłu, i tylko muzyka (z wyjątkiem mego ukochnego Boboo) zna moje najgłębsze sekrety.Czym byłoby życie bez muzyki?


VR: Poza byciem muzykiem, sam konstruujesz instrumenty. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

 

Foona: Wraz z upływem lat zmęczyło mnie kupowanie sprzętu jako, że tak naprawdę on nigdy nie działa, nie wygląda lub nie daje wrażeń, na jakich ci zależy, a więc zdecydowałem tworzyć go samemu.

Zacząłem zbierać informacje, przewodniki, części i sprzęt. Potem dołączałem do różnych for typu „zrób to sam” by zdobyć trochę technicznej pomocy. Po roku zdołałem zbudować analogowe i cyfrowe syntezatory, efekty, przystawki do gitar, pogłosy sprężynowe i dub sireny. Najbardziej dumny jestem z “The DubMasta”. To duży kontroler midi w drewnianej obudowie, którego używam na co dzień. Czy jest to występ na żywo, czy sesja w studio, używam tej cudownej maszyny.

 

Ale nigdy nie byłbym w stanie zbudować żadnego z tych urządzeń bez pomocy oddanych członków “Svenska Elektronik Forumet” i “MidiBox Forum”.

Będę budował własne rzeczy dopóki nie poczuję, że mam wszystko, czego potrzebuję. Innymi słowy, mogę nigdy nie przestać. Mam nowo założony kanał na youtube i wrzuciłem tam video jak gram na żywo dub sesję uzywając Dubmastera i analogowego syntetzatora, który zbudowałem, nazwanego Soundlab “Dubvision”. (adres kanału:
http://www.youtube.com/foonastudio5  przyp.red )

 

 

VR: Czy reggae jest popularne w Szwecji?

 

Foona: Coraz więcej ludzi słucha tutaj reggae i dub. Jescze nie tak dawno muza oparta na reggae była uważana za undergroundowy gatunek. Można było usłyszeć reggae w radio, ale tylko jego nowsze oblicza i oczywiście Marleya. Nie zrozum mnie źle, kocham Boba, ale kocham również Toots and the Maytals, Cimarons i Lee Perry’ego i innych. Ale muzyka tych artystów nigdy nie była grana przez szwedzkie rozgłosnie, przynajmniej nie po moich narodzinach w 1979. A zatem z moimi potrzebami zwracałem się w stronę kolekcji winyli mojego taty. Teraz w radio można usłyszeć wszystkie rodzaje reggae, we wszystkich pecetach, grach komputerowych i klubach. Jeden z największych festiwali w Szwecji odbywa się pod nazwą “The Uppsala Reggae Festival”, a więc zdecydowanie stwierdzam, że reggae jest popularne w Szwecji.

 

VR: Jak często dajesz koncerty?

 

Foona: Nie tak często, jak bym chciał. Gdybym mógł, dawałbym je każdego dnia.
Staram się podołać przynajmniej jednemu lub dwóm występom w miesiącu, ale czasem po prostu wyczerpuje mi się inspiracja i przez to plany łatwo mogą zostać zmienione.

 

VR: Twoją muzykę wypełniają ciekawe elementy spoza reggae, skąd inspiracja?

 

Foona: Z samego świata.

Po prostu przyrównaj to do robienia soku. Zbierasz owoce i warzywa z całego świata i miksujesz je. Chociaż reggae było zawsze dla mnie najważniejszą formą muzyki, przez całe życie byłem otwarty na wszystko inne, a dzięki moim przyjaciołom i rodzinie byłem wystawiony na działanie arabskiej folkowej muzyki, kenijskich bębnów, azjatyckich pieśni weselnych, opery, rocka, itd. Staram się odnaleźć coś ciekawego w każdym rodzaju muzyki i potem wszczepiam to do swojej twórczości.

 

VR: Gdzie można znaleźć Twoje wydawnictwa?

 

Foona:  Mój najnowszy album jest do ściągnięcia ze strony magazynu www.Rebelmusic.se , trochę muzyki znajduje się też na www.myspace.com/foonah a 2 ostatnie koncerty na żywo w podcastach Vombat Radio

 

VR: Usłyszeliśmy, że zacząłes pracę z młodym utalentowanym Iffectz’em. Jak idzie współpraca?

 

Foona: Jest naprawdę zabawnie. Zanim go poznałem, nie myślałem, że szwedzki 16-latek  może być takim świetnym smakoszem reggae. On udowodnił mi, że byłem w błędzie. Przypomina mi teraz mnie samego w jego wieku, ale on ma mnóstwo umiejętności. Z tego będą dobre rzeczy, jestem tego pewien!

VR: Jakich instrumentów używasz?

 

Foona: Wszystkiego, co wpadnie mi w recę, naprawdę, analogowego i cyfrowego sprzętu. Istrumenty, których używam głównie do produkcji to keyboardy, gitary elektryczne, organy, dub sireny I harmonijki. Ale czasami mam dość słuchania tych samych dźwięków w kółko, więc tworzę własne . Biorę kawał drewna, wbijam po dwa gwoździe do każdego końca i napinam między nimi drut. I już mam instrument. Inne instrumenty, których używam, to Didgeridoo, Berimbau, Djembe i harfa ustna. Jest tyle dźwięków na świecie, a ja kocham wypróbowywać nowe rzeczy.

 

VR: Jakie masz plany na przyszłość?

 

Foona: Chcę być zapamiętany jako dobry i godny zaufania przyjaciel I dobry muzyk. Chcę móc rozprzestrzeniać miłość poprzez moją muzykę, na cały świat…To jedyne cele w moim życiu. I będę pracował tak ciężko, jak tylko będę w stanie, do dnia, w którym nie wypali się świeca mojego życia.

 

VR: Gdybyś miał trzy życzenia, o co byś poprosił?

 

Foona: Hmm. Dobre pytanie. W zasadzie dwa już się spełniły.

Po pierwsze, teraz mogę wreszcie produkować reggae I dub, a po drugie, siedem lat temu spotkałem moją miłość. A moje trzecie życzenie…? Myślę, że dam wam znać, co może nim być, gdy też się spełni.

 

rozmawiali: Igor Wnuk i Grzegorz Jasiński,
tłumaczenie: Magdalena Maria Walków

Dominik

Dominik Meller Dominik premium

35 potrójne miasto na północy Polski
122 artykuły 1 nagranie 577 komentarzy 50 tekstów piosenek
Od zawsze sądzi, że przesłuchał o jedną płytę za mało. Uwielbia opowiadać, szczególnie o muzyce. Uzależniony od koncertów i żywej kultury. Jak sam mówi, ma słabość do pięknych rzeczy. Dużo słów o muzyce.
Zasłużeni dla serwisu


przysłano: 11 marca 2009 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło