Dzieci Groznego

Piekło czeczeńskich wojen w reportażach Asne Seierstad. Autorka nie ukrywa, że bardziej niż państwowe uroczystości interesują ją losy zwykłych ludzi...

 

Książek nie powinno oceniać się po okładce, a już tym bardziej po tytule. Sama na ogół staram się tego nie robić. Niektóre pozycje mają jednak tę okładkę tak oryginalną, krzykliwą albo szokującą, że nie sposób oderwać od niej wzroku. To, co zobaczyłam na okładce reportażu „Dzieci Groznego” (około dziesięcioletni chłopcy z bronią w ręku) plus to, co przeczytałam w opisie wywołało u mnie tylko jedną myśl: to na pewno dobra książka. Reportaży wojennych i powojennych jest na rynku całe mnóstwo, ale jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś przed Asne Seierstad wpadł na pomysł ukazania konfliktów czeczeńskich z perspektywy dzieci. Mając w pamięci, że Norweżka jest przecież autorką świetnego „Księgarza z Kabulu” z zainteresowaniem przystąpiłam do lektury.

 

Początek okazał się dosyć mocny. Na dzień dobry czytelnik poznaje „Wilczka”, dziecko wojny, chłopca, który pomieszkuje na ulicy. Jego historia została przedstawiona w bardzo wyważony sposób: bez zbędnej ckliwości, ale z odrobiną dramatyzmu, a nawet strachu. Taki wstęp rozbudził mój apetyt. Lekki niedosyt pozostał jednak po kolejnej części, poświęconej losom wojen czeczeńsko–rosyjskich. Fakty historyczne zostały przedstawione dość chaotycznie i nie zawsze zrozumiale. Konflikt kaukaski ma swoją specyfikę, którą autorka próbowała uchwycić, ale nie do końca jej się to udało. Nawet Lermontow nie pomógł. Trochę lepiej wypadł opis współczesnej sytuacji politycznej i stosunków na linii Grozny – Moskwa. Relacja z oficjalnej wycieczki do Czeczenii wyraźnie kontrastuje z tym, co autorka zobaczyła i usłyszała od zwykłych ludzi, gdy nielegalnie przekroczyła granicę republiki. Język tej części jest bardzo oficjalny, momentami nawet sztuczny. Można odczuć, że po tamtej stronie autorka czuła się nieswojo i niepewnie. Sobą jest tylko wtedy, gdy nie musi zadawać zbyt wielu pytań, a jej zadaniem jest słuchanie. Autorka nie ukrywa, że bardziej niż państwowe uroczystości interesują ją losy zwykłych ludzi. Co prawda pokazała Czeczenię z dwóch perspektyw, próbowała zachować pozory obiektywizmu, ale ostatecznie stała się adwokatem słabszych. Nie znajdując słów pocieszenia pozwoliła się swoim bohaterom wypłakać i sama zaczęła żyć ich łzami. Piekło, które reporterka zobaczyła wywarło ogromny wpływ również na nią samą.

 

Z dostępnych w sieci recenzjach „Dzieci Groznego” wylewa się zachwyt nad odwagą autorki i sposobem podejścia do problemu. Nie brakuje autorów, którzy stawiają Seierstad w jednym szeregu z Kapuścińskim. To na pewno duży komplement, ale moim zdaniem mocno naciągany.

 

Można też przeczytać, że ta książka pomaga zrozumieć współczesną Rosję. Jestem jednak daleka od takiego entuzjazmu. „Dzieci Groznego” to rzeczywiście rzecz godna uwagi, otwierająca oczy na pewien wycinek świata. Teza o zrozumieniu współczesnej Rosji jest jednak przesadą. Seierstad podchodzi bowiem do problemu w sposób dość powierzchowny. Na czterystu stronach jest wszystko: historia, polityka, socjologia, kultura i psychologia. Procesy o rasizm, podział na Rosjan i Ruskich, Czarne Wdowy i wzmianka o zamordowaniu Politkowskiej to jednak tylko pewne symbole, konsekwencje długotrwałego procesu. Przez ich pryzmat nie da się zrozumieć współczesnej Rosji. Kluczem do tego jest zarówno historia, jak i mentalność. Tę pierwszą można poznać za pomocą książek. Aby poznać tę drugą trzeba pobyć w tym społeczeństwie, trzeba stać się jednym z nich: Rosjaninem albo chociaż Ruskim. Tymczasem Seierstad jest tylko reporterką z Europy, z Zachodu. I to jest właśnie największy zarzut pod adresem tej książki.

 

Autorka pisze z perspektywy swojego ukochanego Zachodu. Niby próbuje przybliżyć specyfikę społeczeństwa islamskiego przytaczając chociażby zasady szariatu, ale nie podejmuje wysiłku by je zrozumieć. Przesiąknięta kulturą zachodnią nie rozumie, dlaczego dla muzułmanina cenniejszy niż życie jest honor. Nawet nie zastanawia się, jak Czeczeńcy, czy Rosjanie definiują pojęcie demokracji, czy praw człowieka. Norweżka na siłę próbuje zmierzyć ten świat europejską miarą, wepchnąć go w te same ramy, ale to jest niemożliwe. Kapuściński w swoich reportażach chętnie posługiwał się bliską mu ideologią marksistowsko- leninowską. Seierstad nie prezentuje swoich poglądów politycznych, ale nie potrafi spojrzeć na świat bez zachodnich okularów. Reportaż mocno na tym traci.

Anna Balcerowska

 

*

 

Asne Seierstad  Dzieci Groznego

przekład: Iwona Zimnicka
oprawa miękka ze skrzydełkami
liczba stron: 416

Wydawnictwo WAB

Warszawa 2009

 

Książka nominowana do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki 2009 r. 

 

 

Zdjęcia


Anna Balcerowska

Anna Balcerowska premium

32 Bydgoszcz
128 artykułów 30 komentarzy
Studentka politologii z typowo humanistycznym umysłem, miłośniczka literatury, recenzentka książek. ...
Ministerstwo Literatury
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 2 lipca 2010 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło