Baśnie ceperskie

Czyli słów kilka o Tatrach, uśpionych rycerzach i misiołakach, a także o tym, jak umilkło echo do niedawna krzyczące z dumą: „janosikowe we wsi!".

W przeciwieństwie do dzieł wypełniających przestrzeń, jakim dla przykładu jest rzeźba, literatura (wypełniająca czas) daje nam możliwość zmiany postawy względem utworu w trakcie czytania. Nie wystarczy ogląd, aby uchwycić przekazywaną ideę. Lektura jest tu czymś więcej: bezustannym wprowadzaniem w siebie poszczególnych znaczeń, które zaczynają się żywić dobrą glebą, lecz dopiero po otrzymaniu wszystkich środków ważnych do życia, rosną, by zaprosić nas do gąszczu zagadnień ukrytych w książce. Jakby dla zobrazowania tej metafory, Kuczok porzuca motywy kinematograficzne i podsuwa najnowszą książkę – Spiski. To świetny przykład na to, jak do gry w ganianego zostaje zmuszony czytelnik, który z kolei przez całą powieść odnosi wrażenie, że już prawie, prawie dotyka sensu, ale ten umyka, by mrugnąć dopiero za kilka stron.

 

Należy zatem wybrać się na spacer, by przybliżyć choć część problemów, jakie czekają w Spiskach. A Spiski przede wszystkim są o Tatrach. Można by zapytać, cóż więcej możemy się o nich dowiedzieć ponad to, co oferują przewodniki, legendy. Albo kierując się w stronę historii literatury: Kuczok opisuje Tatry czy same nietoty?

 

Przede wszystkim skupia się na człowieku – nie tyle jednostce, co całej społeczności, która przez wieki obrastała w szereg mitów i stereotypów, swobodnie wędrujących po kraju, jak również poza jego granicami. W tej wędrówce nakreśliły obraz ludu mocno wierzącego i pracowitego, o honorze bez najmniejszej skazy – to niemalże święci albo herosi (na co wskazywałoby gojenie się ran w niesamowicie krótkim czasie). Kuczok stara się rozsadzić myślowe skostnienia, wprowadzając do społeczności tatrzańskiej narratora-Ślązaka, czyli cepra. Jego zadaniem jest sprytne obnażenie powierzchowności góralskiego zachowania, ich tkwienia w wykreowanym obliczu. Ukazani jako chamy i pijacy, którym nie obca jest religijna obłuda, tracą wszelki czar, jaki omamił odbiorców Janosika. Kto mógłby sobie wyobrazić, że góral w ciele Perepeczki bije żonę, jednocześnie czyniąc znak krzyża, dla automatycznego rozgrzeszenia? Czyli jednak nietoty?

 

Sporo w tej książce walki – nie tylko głównego bohatera z zamkniętą społecznością, do której naprawdę niełatwo przeniknąć, nie tylko pomiędzy samymi góralami (wieść o ich temperamencie, jak się okazuje, nie jest legendą). Kuczok, jakby to była sprawa honoru, postanowił rozprawić się z kolejnymi stereotypami. Poza wspomnianym obrazem górali, pojawia się także wyobrażenie wsi polskiej, jakie zakorzeniła w nas proza pozytywistyczna: „bo na wieś to i gazety pewnikiem nie docierają, któżby tam umiał czytać, wśród tych kozodojów, muzykantów, Anielek”(s.14). Potwierdza to także zdziwienie narratora, gdy dowiaduje się, że w górach będzie mógł oglądać mecz w telewizji: „Jakże to, na wsi? Tam ni wodociągów, ni prądu, tam przecie w piwnicznej izbie Antek pokasłuje, tam szczaw surowy prosto z łąki jadają, zdrowaśkami leczą suchoty...” (s.16).

 

Tych kilka kwestii to, co najwyżej, spacerek wzdłuż granicy gąszczu albo wędrowanie po wyznaczonej ścieżce. Dopiero nieco z niej zbaczając, odkryjemy jak wiele tajemnic czeka na czytelnika. Trzeba rozsunąć liście i wygrzebać spośród nich pewną prawdę: kiedy opowiadamy o innych, przede wszystkim opowiadamy o sobie. Tym samym dodajmy: książka Kuczoka to przede wszystkim przygody głównego bohatera-narratora i proces dojrzewania. Poznajemy go jako wątłego chłopca, miłośnika futbolu, który w Tatrach przeżywa najważniejsze momenty swojego życia: od inicjacji, przez pierwszą miłość, aż do jej pochwycenia; góry są dla niego także miejscem ucieczki, pracy, wszelkich przyjemności, jak i nieprzyjemności. Za tę bliskość otrzymuje nagrodę w postaci misiołaka czy śpiących rycerzy. W końcu, kto nie chciałby stanąć wewnątrz legendy zapisanej w przewodniku?

 

Z bohaterem silnie łączy się sprawa rodziny, bo nie opowiada wyłącznie o sobie, lecz również o relacjach rodziców czy relacji ojciec-syn. Trudne pytania zadaje, np. jak przywrócić do życia więdnącą miłość, uciekając tym samym przed rodzinną tradycją? Jak zachować pozycję autorytetu w oczach dziecka, kiedy na tych oczach dochodzi do małżeńskich sprzeczek, a co za tym idzie – poniżeń? A to wszystko na tle rodzącego się polskiego kapitalizmu, który osobom wojującym, zwłaszcza tym po cichu wojującym, przynosi przede wszystkim depresję – co teraz? Jaki cel obrać sobie w życiu, skoro nie ma już z czym walczyć?

 

Książka składa się niby ze zbioru relacji, pozornie pozbawionych oceny, acz mocno zsubiektywizowanych (narracja pierwszoosobowa), a jednak wybrzmiewa z nich ironia. Autor stara się utrzymać magiczny klimat, jaki wytworzyły wokół Tatr legendy i baśnie, nawet kilka z nich przywołując. Tylko momentami pozwala zajrzeć za tę zasłonę, ukazując to, co umyka turystycznemu oku. Co prawda, nie narzuca wniosków, ale dostarcza takiego doboru „faktów”, że nie sposób opędzić się czytelnikowi od oceny.

 

Spiski bez problemu można nazwać powieścią magiczną, która przesiąknięta jest wspomnianym czarem Tatr. Jednak wszystko ma swoje granice – nadmiar szkodzi, a Kuczok, jak się zdaje, polubił się z wyolbrzymianiem, z sytuacjami ocierającymi o fantastykę. Upór, z jakim dąży do zamknięcia wszystkich wątków, do użycia każdego gwoździa, jaki został wbity w trakcie książki w jej strony, doprowadza do tego, że ze zgrabnej historii opowiedzianej barwnym językiem (gwarą góralską i po części także śląską), doprowadził do efektu gumy do żucia, żutej dość długo i namiętnie. Dwa ostatnie rozdziały zostały rozciągnięte daleko poza jamę ustną powieści, nie zachowując żadnych tajemnic. To już lepiej było pozostać w legendarnej mgle, która skłaniała do porzucenia wszelkich reguł moralnych poza jej obszarem. Albo i z wiedźmą zaprzyjaźnioną z demonami górskimi i krótkofalówką. Tymczasem Kuczok zaprasza nas do gąszczu, który okazuje się laskiem z wyznaczonymi granicami, co sprawia, że w niedługim czasie po wejściu w jego cień, spacerowicz zaczyna dostrzegać koniec.

 

 

 

 

 

©Justyna Barańska

 

 


Wojciech Kuczok, Spiski. Przygody tatrzańskie
Wydawnictwo: W.A.B., listopad 2010
Seria: Archipelagi
Liczba stron: 272
 

 

 

________________________________________________________________

 

Inna wywrotowa recenzja tej książki: Spiski, piski(zdy) i Fela

 

Justyna D. Barańska

Justyna D. Barańska premium

32 Ruda Śląska
120 artykułów 6 tekstów 4 prace 7394 komentarze
Przez dwa lata (06/2011–07/2013) pełniła funkcję redaktor prowadzącej, wcześniej opiekunka sekcji poetyckiej i recenzentka literacka ,,Jest we mnie stare żelastwo, chrzęst zbroi, modły pogan, Są krainy, które znamy tylko z niedokładnych snów."…
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 27 kwietnia 2011 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło