Literatura

Premierowa recenzja głośnej książki "Nie mówcie, że nie mamy niczego" Madeleine Thien

„Nie mówcie, że nie mamy niczego” to powieść, która znalazła się w finale Nagrody Bookera. I nie bez kozery, gdyż to książka wybitna, wielowarstwowa, napisana z rozmachem, w dodatku niezwykle barwnym i kunsztownym językiem.

 

Akcja obejmuje ponad pół wieku, od Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej w Chinach po czasy współczesne.
Na przestrzeni tych lat poznajemy skomplikowane losy dwóch chińskich rodzin, uwikłanych wbrew własnej woli w bezwzględną historię, w której człowiek jest tylko nic nieznaczącym pionkiem.

 

Wydarzenia nie układają się tu w sposób chronologiczny. Poznajemy je wyrywkowo, głównie dzięki wspomnieniom studentki, która po masakrze na Placu Tiananmen w 1989 roku uciekła do Kanady. Tu znalazła chwilowe schronienie u rodziny, która znacznie wcześniej wyrwała się z komunistycznych Chin.

 

Jak się okazuje, obie familie łączy bolesna, owiana tajemnicami przeszłość, która stopniowo wychodzi na jaw. By ją poznać w całości, trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. I starannie poskładać fabularne puzzle, które tworzą tworzą niezwykle barwną opowieść o ludziach kochających muzykę, wolność i swoich bliskich.


Bohaterowie ci, poddani niezwykle ciężkim próbom, nie zawsze mogą nim sprostać, tym bardziej, że reżimowe państwo najczęściej nie pozostawia im żadnego wyboru, stosuje za to drakońskie metody pozbawiania ludzi godności, niezależności i możliwości decydowania o elementarnych sprawach.

 

Wiele postaci to ludzie złamani i zniszczeni przez system. Są tu jednak i tacy, którzy za wszelką cenę chcą zachować chociaż odrobinę wewnętrznej swobody.
Jedną z prób przeciwstawienia się despotyzmowi jest ręczne powielanie rozdziałów tajemniczej książki, której motyw przewija się przez całą akcję, odgrywając w niej ważną, symboliczną rolę.

 

Powieść Madeleine Thien to utwór wielopłaszczyznowy, który można odczytywać na różnych poziomach.
Na pewno jest to wstrząsająca, ale i fascynująca saga, której bohaterowie na długo zapadają w pamięć.
To także pełna dramatyzmu opowieść o trudnych życiowych wyborach, miłości, przyjaźni, lojalności i rodzinnych więzach, które nie zawsze udaje się utrzymać.

 

I wreszcie jest to ważny głos w dyskusji na temat szeroko rozumianej wolności człowieka, jego miejsca w wielkiej historii i możliwości jej kreowania.
Z jednej strony ludzie są tu zabawkami w rękach polityków i tyranów, z drugiej jednak stanowią siłę, która jest w stanie wzniecić rewolucję. Problem w tym, że rewolucja ta nieraz polega tylko na zamianie ról, a z czasem pożera własne dzieci.

 

„Nie mówcie, że nie mamy niczego” to, oczywiście, książka, której akcja rozgrywa się na tle ważnych wydarzeń politycznych, jakie miały miejsce w ostatnim półwieczu w Chinach.
Można jednak odczytać ją znacznie szerzej – jako uniwersalną, ponadczasową i historiozoficzną opowieść o tyranii, zniewoleniu, walce o wolność, która jest przynależna każdemu człowiekowi, a także o doniosłej i ocalającej roli sztuki.

 

Lektura powieści Madeleine Thien nie jest lekka i łatwa, warto jednak się z nią zmierzyć, gdyż dostarcza czytelnikowi mnóstwa emocji i refleksji, które zostają nawet po odłożeniu książki na półkę.
To również książka, której językiem można się delektować od pierwszych do ostatnich stron. A to we współczesnej literaturze rzadkość.

BEATA IGIELSKA

Książka "Nie mówcie, że nie mamy niczego" Madeleine Thien (w przekładzie Łukasza Małeckiego) ukazała się 25 października 2017 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego

Zdjęcia


Beata Igielska

Beata Igielska

Lubuskie
455 artykułów 57 komentarzy
KSIĄŻKI - mój jedyny NAŁÓG!


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 24 pazdziernika 2017 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca