Marcin Wolski "Ostanie konklawe"

 

 

 

 

 

Prawie każdy pisarz kiedyś twórczo się wypala. Proces ten może mieć różny przebieg. Niektórzy autorzy napiszą coś i słuch o nich ginie, spod pióra innych wyjdzie wybitne dzieło i na tym poprzestają. Jeszcze inni są bardzo płodni i długo utrzymują aktywność ale ich kolejne dokonania są podobne do poprzednich (mało w nich świeżości, choć od czasu do czasu powstaje coś, co budzi pewne nadzieje na przyszłość). Nowa powieść Marcina Wolskiego pt. Ostatnie konklawe powoduje, że autora zaliczyłbym do tej ostatniej grupy.

 

Notka na tylnej stronie okładki ww. powieści wzbudziła moje zainteresowanie. Możliwość powrotu do klimatów Agenta dołu (wydanego ponad 30 lat temu) może być decydującą zachętą do lektury dla niejednego czytelnika. Nie ukrywam, że się skusiłem. Jednak im bardziej pogrążałem się w lekturze, tym bardziej czułem rozczarowanie. Próżno tu szukać charakterystycznego humoru Agenta dołu. Mamy wprawdzie jakąś podejrzaną mroczną postać ale choć jest inteligentna, to daleko jej do Mefa z Agenta (nie mówiąc o tym, że nie jest to postać pierwszoplanowa). Główni bohaterowie to zbitka przypadkowych osób, których połączył los czy też jak chce autor wola boża (trudno tu cokolwiek wyrokować ale nie wypada to zbyt wiarygodnie) w celu likwidacji spisku mrocznych sił. Po nieco przydługim początku akcja nabiera tempa i toczy się wartko aż do końca. Zaskoczeń jednak wielkich nie ma mimo obecności tematyki metafizycznej. Za to przedstawiony przez Wolskiego obraz światka artystyczno-zawodowego związanego z produkcjami telewizyjnymi i filmowymi jest przekonujący. Czy mimo wszystko powieść zasługuje na uwagę? Autor stoi w niejakim rozkroku. Z jednej strony Ostatnie konklawe sprawia wrażenie lekkiej opowiastki z elementami humoru i satyry, z drugiej strony ma być czymś na kształt thrillera-horroru. Wychodzi z tego niestety dziełko nijakie. Ani poważne, ani śmieszne. Do tego dochodzą niepotrzebne moim zdaniem (choć umiejętnie wplecione w fabułę) konserwatywno-katolickie sugestie moralne (niejako dla równowagi jedną z bohaterek jest lesbijka, ale wypada ona blado na tle innych postaci). Pomysłu na zakończenie powieści też moim zdaniem brak. Ostatnie konklawe czyta się lekko, bo Wolski ma perfekcyjnie opanowany warsztat pisarski. Jednak w pamięci raczej długo nie zagości. Tematyka już kilka razy podejmowana przez autora mimo nowego „garnituru” ujęta została raczej standardowo. To powoduje, że lektura książki nie przynosi szczególnych zaskoczeń. Takie średniej jakości czytadło.

 

Na zakończenie warto wspomnieć, że na wewnętrznej stronie okładki jest jeszcze mała notka z której wynika, że powieść jest swoistą literacką próbą oceny pontyfikatu papieża Franciszka. Jak dla mnie to przesadnie wydumane twierdzenie.

 

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

 

Marcin Wolski

Ostatnie konklawe

Wydawnictwo Zysk i S-ka 2018

str. 400

 

Grzegorz Cezary Skwarliński

Grzegorz Cezary Skwarliński premium

49 Wejher... owo?
192 artykuły 20 tekstów 206 prac 1483 komentarze 377 postów
Recenzent muzyczny od 1995. Artykuły w fanzinie "Generator News" (1995 - 2001), "Estradzie i Studiu" (dział "Moogazyn" - później też jako samodzielne pismo, 1998 - 2001). Założyciel i redaktor zinu (od 2001) "Astral Voyager".
Ministerstwo Sztuki
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 5 grudnia 2018 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło