Literatura

Jak grzeszyć na Kubie, czyli „Siedem grzechów kubańskich” Yossa

Grzeszny sposób na życie, sentymentalizm i socjalizm. Z dużą dawką ironii.

 

Siedem grzechów głównych to w sztuce bardzo popularny motyw, adaptowany w różnych rzeczywistościach – bogate źródło skojarzeń i metaforycznych odniesień. SALIGIA, czyli superbia, avaritia, luxuria, invidia, gula, ira oraz acedia prześladują człowieka od poczęcia do śmierci. Równie wszechobecne są w dziełach kultury. Śpiewał o nich Kaczmarski, pisał Lechoń, malował je Bosch i Bruegel, ekranizował Fincher (Siedem). Współczesna kultura popularna niezmiennie czerpie z tego bezdennego źródła, niech za przykład posłuży anime (Umineko no naku koro ni), czy serial amerykańskiej telewizji CW, Supernatural. W związku z tym, zbiór opowiadań formą i treścią oparty na tak wyeksploatowanym hermeneutycznie motywie, nie przyciągnął mnie do siebie oryginalnością.

Z początku.

 

Jose Miguel Sanchez, posługujący się pseudonimem Yoss, zaczerpnął inspiracji z siedmiu grzechów głównych, by opisać specyfikę społeczeństwa zamieszkującego jego rodzinną Kubę. Uważam, że potrzeba tu dużej świadomości literackiej, bowiem autor już na wstępie musi „walczyć” z oczekiwaniami czytelnika. To ryzykowny krok, który może sprawić, że utwór zyska miano błyskotliwego i nowatorskiego zabiegu literackiego lub też może zostać zamknięty w szufladzie z plakietką „to już było”. W Siedmiu grzechach kubańskich topos odsuwa się na dalszy plan, mimo, że jest w strukturze zaznaczony bardzo wyraźnie. Czytelnik zostaje wciągnięty w świat Kuby, który dla młodego czytelnika wyda się egzotyczny, a starszemu przypomni Polskę sprzed '89. Instrumentalność prawa, kombinatorstwo, jedzenie na kartki, łapówkarstwo, anonimowa klasa robotnicza to kilka z wielu cech wspólnych ulokowanych w pulsującej wibrującą muzyką i tańczącej mambo scenerii.

 

Fabuła opowiadań składa się z odrębnych, mogłoby się z początku wydawać, historii mieszkańców Hawany. Jest ich siedem, a każda poprzedzona jest wstępem opatrzonym nazwą jednego z grzechów. Mają formę stylizowaną na wtrącenia kilku słów autora „od siebie”. Pełnią funkcję wprowadzenia, pokierowania, uzasadnienia, ale przede wszystkim umiejscowienia pisarza, jako jednego z bohaterów - identyfikującego się z Kubańczykami, których losy opisuje. W miarę zagłębiania się w lekturę dostrzegamy coraz mniej subtelne powiązania między opowiadaniami, aby na końcu przekonać się, że odkrywamy nie tylko pojedyncze losy mieszkańców tej samej ulicy, ale również ich rolę we wspólnej opowieści. W opowiadaniach przewijają się różne rodzaje narracji, sprawiając wrażenie zupełnie odmiennych punktów widzenia pozornie przeciętnych ludzi i równocześnie nadając im złudną wyjątkowość. Zręcznie i płynnie powadzona, jest z pewnością mocną stroną tego zbioru – cechuje ją dobra stylizacja, wiarygodność i nieprzewidywalność. Od polifonii dwóch zazdrosnych kobiet przechodzimy w prostą pierwszoosobową opowieść kilkuletniego chłopca, czy też przesłuchanie świadka w formie przypominającej monodram aktora stojącego na ciemnej scenie bez jakichkolwiek rekwizytów poza słowem.

 

Pierwsze skrzypce w Siedmiu grzechach kubańskich gra z pewnością Kuba, nie bohaterowie, którzy są zaledwie tłem. Wydaje się, że to ona przemawia ich ustami, steruje losami, strofuje, gdy coś zaczyna odbiegać od wyznaczonych przez nią praw natury. Każdy ma swoje kubańskie przeznaczenie – kubańskie życie i nic nie jest dziełem przypadku. Ucieczka od rzeczywistości jest srogo karana i rozliczana przez przypominającą sprawiedliwość społeczną rękę przeznaczenia. Nieunikniona tęsknota za towarami luksusowymi i czcze wspominanie lepszych czasów przez babcię Dieguita dotkniętą grzechem łakomstwa to jedno z praw rządzących życiem w Hawanie i jak się przekonujemy, złamanie go, karane jest śmiercią. Prawo żelaznych barier między klasami społecznymi, przepaść między bogactwem i biedą oraz brak możliwości awansu społecznego, według Yossa, nie mogą być pokonane nawet przez oszustwo, o czym przekonuje się pyszny Diego i jego żona Ivon.

 

Czy każdy z bohaterów ma pełnić rolę kubańskiego Everymana, czy też na przykładzie Kuby autor opisuje jedynie powszechny proces ujawniania się grzesznej natury ludzkiej? Może po prostu ustój totalitarny ukazany jest, jako uniwersalny pierwiastek wyzwalający grzeszną naturę z wnętrza człowieka jako jego sposób na przetrwanie. Oryginalny tytuł (Los siete pecados nacionales cubanos) zwraca uwagę na „narodowość” grzechów – kubański sposób. Kubański charakter widać nawet w stylu autora - kąśliwa krytyka systemu przeplata się z sentymentem do wszystkiego, co kubańskie oraz skrzętnie skrytą, lecz wyrazistą patriotyczną glorią. Z błyskotliwie wplataną w szczegóły ironią, Yoss przedstawia czytelnikowi ogromną przemianę – bezprecedensowe powolne nastanie nowoczesności w nieznanych jej dotąd okolicznościach. Różnice między pokoleniami są miażdżące, a pomiędzy nimi swoje miejsce znajdują zjawiska, których swobodny rozwój kojarzymy z wartościami demokratycznymi. Jednym z nich jest homoseksualizm.

 

Książka nie została opublikowana na Kubie, w związku z tym trzeba się również liczyć z faktem, że jest adresowana przede wszystkim do „świata zewnętrznego”. Warto do niej zajrzeć chociażby po to, by uświadomić sobie relatywność naszego – „zachodniego” sposobu postrzegania rzeczywistości.

 

 

 

©Justyna Białogłowicz

 

 

 

Yoss, Siedem grzechów kubańskich

Liczba stron: 187

Wydawnictwo Claroscuro

Dżastin

Justyna Białogłowicz Dżastin

34 Londyn
54 artykuły 8 tekstów 143 komentarze
Wywrotowiec z La Manchy
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 9 sierpnia 2011, 13:41
a stopka gdzie?
Dżastin
Dżastin 9 sierpnia 2011, 19:39
Oj, ubiegłaś mnie z tą stopką :D
przysłano: 22 stycznia 2011 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca