Literatura

O mieście, które wciąga jak labirynt, tajemniczym wędrowcu i pięknej Sophii

Ów opasły i apetycznie wyglądający tom opowiada historię dziewiętnastowiecznego podróżnika imieniem Hans, który trafia do tajemniczego miasta...


Że Ameryka Łacińska zacnych pisarzy produkować potrafi – przekonywać nikogo nie trzeba: wystarczy wymienić takie nazwiska, jak Julio Cortázar, Mario Vargas Llosa czy Jorge Luis Borges. Przekonywać za to należy do twórczości przedstawicieli nieco młodszego pokolenia, bo – wnioskując z nikłej ilości informacji, jakie znalazłam w Internecie na temat jednego z nich – mogą nie być polskiemu odbiorcy zbyt dobrze znani.


Andrés Neuman, czyli ten przedstawiciel młodego pokolenia iberoamerykańskich twórców, o którym polskojęzyczna sieć ma niewiele do powiedzenia, to argentyński pisarz i poeta od lat mieszkający w Hiszpanii. Neuman kolejno: studiował i wykładał na Uniwersytecie w Grenadzie, a od jakiegoś czasu zajmuje się głównie podbijaniem salonów literackich całego świata: żeby nie zanudzać faktami wymienię tylko wysoką pozycję w plebiscycie na najwybitniejszych młodych pisarzy z Ameryki Łacińskiej oraz wyróżnienie w konkursie brytyjskiego magazynu literackiego Granta na najlepszych młodych pisarzy hiszpańskojęzycznych. Już blisko dekadę temu chilijski pisarz Roberto Bolaño dostrzegł wybitny talent Neumana i w jednym ze swoich esejów napisał: „Obdarzony iskrą bożą. Literatura XXI wieku będzie należała do Neumana oraz do kilku podobnych mu braci krwi”.


Podróżnik stulecia to czwarta już powieść tego autora, ale – o ile mnie znalezione strzępki informacji nie mylą – dopiero pierwsza wydana po polsku. Ów opasły i apetycznie wyglądający tom opowiada historię dziewiętnastowiecznego podróżnika imieniem Hans, który trafia do tajemniczego miasta o nazwie Wandernburg: miasta-labiryntu, którego położenia nikt nie potrafi dokładnie ustalić. To nie jedyne dziwne zjawisko dotyczące Wandernburga: ulice miasta zdają się co jakiś czas przesuwać, a ludzie, którzy w nim mieszkają, lub którzy – tak jak Hans – trafili tam przypadkiem… nie mogą wyjechać, przytrzymywani jakąś niewidzialną siłą.


Główny bohater jest postacią co najmniej intrygującą. Obieżyświat, filozof i tłumacz, biegle władający kilkoma językami i zafascynowany literaturą, nie zdradza wielu szczegółów ze swego wcześniejszego życia; jego erudycja i pasja w połączeniu z owa aurą tajemniczości, każą domyślać się, że jednym z jego literackich protoplastów mógł być sam Faust (cień Goethego unosi się zresztą nad większością prowadzonych przez bohaterów dyskusji). Hans poznaje w Wandernburgu kilka niezwykłych osób, w których również doszukać się można literackich wpływów i nawiązań. Może to właśnie jest w powieści Neumana najbardziej fascynujące: spotykamy u niego kataryniarza-filozofa albo piękną i inteligentną Sophie, z którą zresztą połączy Hansa płomienny romans, i mamy wrażenie, że skądś ich już znamy, że trafiliśmy na jakichś starych przyjaciół. Czy kataryniarz nie jest kolejnym wcieleniem któregoś z antycznych filozofów (zdaje się, że najbliżej mu do Sokratesa, choć fakt, iż mieszka w jaskini jakoś samoczynnie nasuwa skojarzenia z jaskinią Platona)? Czy postać Sophie nie odzwierciedla wielu pokoleń samodzielnie myślących i zbuntowanych kobiet, od Antygony poczynając?


Bogactwo literackich i historycznych aluzji manifestuje się nie tylko w kunsztownie zbudowanych postaciach. Na uwagę zasługują również dyskusje prowadzone przez bohaterów w czasie wieczorków organizowanych w domu Sophii. Uczone towarzystwo porusza całe spektrum tematów: od filozofii poprzez literaturę, teorię przekładu i sztukę aż po politykę, a rysujące się wyraźnie linie podziału między rozmówcami zaskakująco blisko pokrywają się z tymi współcześnie istniejącymi w tych dziedzinach (goście Sophii potrafią przewidzieć nawet powstanie Unii Europejskiej i światopoglądowe różnice dotyczące wartości, na których powinna się ona opierać).


Do tego dochodzi jeszcze zręcznie skonstruowana fabuła z kilkoma frapującymi zagadkami i odpowiednio dozowanym napięciem oraz równie zręcznie poprowadzona narracja. Obserwujemy wydarzenia z perspektywy kilku osób, co daje wrażenie polifonii, mimo iż głos należy do jednego tylko narratora.


Trudno powiedzieć, jak Andrés Neuman to robi, że z mocno już w literaturze wyeksploatowanych motywów, buduje opowieść świeżą, zaskakującą i niebanalną. Buduje opowieść, która sama w sobie jest labiryntem i wciąga czytelnika w zabawę z dobrze znanymi konwencjami. Być może na tym właśnie polega siła literatury, że wraca wciąż do tych samych tematów, że opowiada wciąż na nowo te same historie.


A my, choć znamy – wciąż słuchamy.

 

 


Podróżnik stulecia, Andrés Neuman
Wydawnictwo Dobra Literatura
Słupsk 2011
Stron 576, okładka miękka.
 

Dominika Ciechanowicz

Dominika Ciechanowicz

38 Zielona Góra
335 artykułów 39 tekstów 2800 komentarzy
Współpraca
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 31 grudnia 2011 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca