Wild Nothing - "Life of Pause"

Wild Nothing pochodzą z Wirginii, a brzmią, raczej jak z Manchesteru.
Amerykańska formacja wzięła, co najlepsze z brytyjskiego alternatywnego grania i przekuła na ujmujący album "Life of Pause". Wyobraźcie sobie urokliwość piosenek The Charlatans, melancholię The Smiths, metaliczne gitary The Cure, pulsację New Order. Do tego zgrabne melodie, ciepły wokal, dużo migoczących dźwięków (choć nie tylko syntetycznych), tamburyno i smutny saksofon. A wszystko, mimo całego tego bogactwa, lekkie jak piórko.

Trzecia płyta Wild Nothing to smakowita mieszanka rockowych, popowych i elektronicznych rozwiązań. Muzyka świetlista, błyszcząca, ale na swój sposób organiczna, deszczowa. Z jednej strony pastelowa, z drugiej szara. Czasem dominują przesterowane gitary ("Japanese Alice", "To Know You"), kiedy indziej delikatniejsze granie ("Adore"). Bywa niespiesznie, sennie ("A Woman's Wisdom"), ale i zawadiacko ("TV Queen"). Zawsze jednak mnóstwo w tym wdzięku i subtelności, nierzadko muzycznej błogości. Ładne, przyjemne, a przy tym dość wyrafinowane.

Nie jest to coś odkrywczego, ot, czerpanie z indie rocka i indie popu, ale ze smakiem, elegancją i urokiem. "Life of Pause" to po prostu zestaw, z którym miło się spędza czas, który pozwala na chwilę zapomnienia.

Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
źródło: megafon.pl
przysłano: 29 lutego 2016 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło