Muzyka

Radio Massacre International - „Startide”

Radio Massacre International znałem głównie z dokonań z kręgu rytmicznej „szkoły berlińskiej”, ale spotkanie z dwupłytowym wydawnictwem „Time & Motion” (2010) wzbudziło we mnie zainteresowanie, czy przypadkiem zespół nie stworzył w przeszłości czegoś podobnego, równie eksperymentalnego. Moje poszukiwania szybko zostały uwieńczone sukcesem.

 

      Płyta Startide z 2001 zawiera tylko dwa utwory. Kompozycje zamieszczone na krążku pochodzą z 1993 (czyli powstały przed oficjalnym debiutem R.M.I. z 1995 w postaci Frozen North). Płyta ujrzała światło dzienne jako oficjalny CDR wydany przez zespół i zgodnie z polityką grupy zawiera zapis muzycznych spotkań, na których królowała swobodna improwizacja. W opisywanym przypadku mocno osadzona w krautrockowych klimatach.

      No właśnie, co to takiego ten krautrock? Termin został ukuty przez prasę muzyczną Wielkiej Brytanii i miał zabarwienie obelżywo-humorystyczne. Oznaczał dosłownie „szwabski rock” i pierwotnie sygnował eksperymentalną odmianę rocka progresywnego powstałą na terenie Niemiec w latach 60-tych XX wieku. Nazwa rozpowszechniła się dopiero w latach 70-tych. Utraciła wtedy swoje pejoratywne zabarwienie i na trwałe przylgnęła do psychodelicznej, awangardowej (rozbudowane, o mechanicznym brzmieniu kompozycje) i w dużej mierze improwizowanej muzyki elektronicznej. W dzisiejszej powszechnej i nieco spłyconej terminologii krautrock może być omyłkowo zaliczany jako jeden z nurtów ambientu (ze względu na rozbudowane struktury dźwiękowe). Trzeba jednak pamiętać, że ambient (jako termin i gatunek) pojawił i upowszechnił się później i bazuje na odmiennej technice tworzenia.

     Wróćmy do Startide. Otwierający Monstrous Tides to tylko nieco udziwnione (m.in. zapętlona gitara, melodyczne i atonalne efekty, głosy) preludium do niemal godzinnego Startide, który (przy odpowiednim nastawieniu) zabierze słuchacza w niecodzienną, mistyczną wręcz podróż. Już na samym początku powita nas morze dźwięków. Z tego ogromu muzycy wyławiają poszczególne barwy i nieśpiesznie tkają swoiste dźwiękowe gobeliny. Tak powstałe „obrazy” albo to rozlewają się w nieprzewidywalnych kierunkach, albo to gęstnieją niespodziewanie stawiając przed oczami fragmenty galaktyk, blask gwiazd, czy też opuszczone pojazdy międzygwiezdne. Abstrakcyjne struktury snują się leniwie niczym gazowe obłoki, a umysł od czasu do czasu wychwytuje szczątkowy rytm (albo tylko tak mu się wydaje). Samotny mellotron zimituje gdzieniegdzie flet, a my płyniemy po elektronicznych fakturach wśród chrupania elektronów. I tak aż do końcowej kulminacji, w której wszystko znika w tchnieniu nicości.

     Nie jest to płyta łatwa w odbiorze. Nie ukrywam, że najgłębsze doznania uzyska się w ciemnym pokoju ze słuchawkami na uszach. Muzyka wtedy jest lepiej wchłaniana (być może to dziwnie zabrzmi, ale nie tylko uszy mają w tym udział). Pracuje wyobraźnia, a wpływ na podświadomość nie jest bez znaczenia. Takie narkotyczne karmienie głowy doznaniami dźwiękowymi zamiast stosowania różnego rodzaju substancji chemicznych i ziołowych.

 

Grzegorz Cezary Skwarliński ©

 

 

 

Radio Massacre International, Startide

Northern Echo Recordings NE008, październik 2001

 

Grzegorz Cezary Skwarliński

Grzegorz Cezary Skwarliński premium

50 3miasto
211 artykułów 20 tekstów 45 prac 1484 komentarze
Recenzent muzyczny od 1995. "Generator News" (1995 - 2001), "Estrada i Studio" (dział "Moogazyn" - później też jako samodzielne pismo, 1998 - 2001). Założyciel i redaktor zinu (od 2001) "Astral Voyager".
Ministerstwo Sztuki
Zasłużeni dla serwisu


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
przysłano: 19 listopada 2010 (historia)


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca